Zamki na Piasku Zamki na Piasku
454
BLOG

Za wolność naszą i ewentualnie za waszą, ukraińską.

Zamki na Piasku Zamki na Piasku Polityka Obserwuj notkę 109

Ci, którzy mieli romantyczną wizję natury stosunków polsko-ukraińskich nadal ją posiadają. Naiwność w końcu nie jest karalna a nawet jest w cenie u Ukraińców. Jakakolwiek zmiana kursu wobec Ukrainy na bardziej pragmatyczny przekłada się na prawdziwy ból serca wywołany obawą o dobre relacje z Ukraińcami. Myślę, że sam Jerzy Giedroyć zadziwiłby się jak jego doktryna została zinfatylizowana. Nie ma wolnej Polski bez wolnej Ukrainy - nie oznaczało dla twórcy tej doktryny skrajnej asymetrii we wzajemnych relacjach, charytatywnego paktu ani braterstwa. Bylo realizmem tamtych czasów i pewnym politycznym wyrachowaniem.

Ci, którzy wyznawali pogląd, że Ukraina walcząc z Rosją broni nas przed przyszłą inwazja rosyjską nadal pozostali przy nim. Ta postawa uzasadnia trwanie przy Ukrainie wbrew wszelkim argumentom przeciwnym łącznie z ponoszeniem strat tak finansowych jak i wizerunkowych. Nie stoi za tym romantyzm choć skutek jest dokładnie taki sam, ale realizm w myśl którego: bezwarunkowo pomagając Ukrainie oddalamy inwazję, jakiej Moskwa nie planowała i nie planuje w najbliższym czasie. Ale przecież mogłaby. Zawsze może. Teoretycznie odrzucić się tego nie da. 

Ci, którzy nie byli ani romantykami ani wystarszonymi i straszonymi realistami, ale krytykami wiernopoddańczej postawy polskich polityków dzięki Zełenskiemu otrzymali kolejny argument potwierdzający słuszność podejścia ostrożnego i krytycznego wobec Ukrainy.  Duża część z nich jest zachwycona tym, co zrobił prezydent Karol Nawrocki. Nie ma za bardzo czym: podstawowy, strategiczny kierunek polskiej polityki bezpieczeństwa oraz wspieranie Ukrainy w walce z Rosją nie ulegają żadnej zmianie. To także powiedział Karol Nawrocki. Nadto sukces symboliczny zostal szybko skontrowany symbolicznymi gestami Ukraińców. Krótko mówiąc w walce na symbole nastąpił jeżeli nie szach - mat, to przynajmniej remis ze wskazaniem na Ukrainę. Dlaczego? Bo dla Polski to był duży wysiłek emocjonalny o politycznym znaczeniu (bo poczuliśmy się znieważeni) a dla państwa ukraińskiego rzecz była bardziej techniczna i raczej na niskim poziomie istotności. 

Czy jest coś, co łączy wszystkie te grupy?

Myślę, że jest to ukłucie rozczarowania - mniejszego lub większego. Spodziewano się, że postawa zarówno polskich obywateli jak i państwa polskiego zaowocuje czymś bardziej konkretnym niż ukraińskim dziękuję. Przede wszystkim oczekiwano preferencyjnego traktowania Polski zarówno w dyplomacji jak i gospodarce. Cóż,  może warto przeczytać jak zakończyła się inwestycja polskiej firmy Control Process we Lwowie. To wyjątkowo pouczającą lekcja. Co zaś do polskich oczekiwań: jakoś nikomu lub prawie nikomu w sferach władzy nie przyszło do głowy (co jest pierwszym dowodem na niedojrzałość), że Ukraińcy myślą w taki sposób - jeżeli dają nam za darmo to znaczy, że mają taki interes a jeśli to jest ich interes to jest słuszne, że opłacają go. Trudno, abyśmy im odpłacali za to, że dbają o swoje interesy. Jeżeli natomiast dają i nic nie oczekują w zamian to może są, eufemistycznie, jedynie nieroztropni, ale nie można nikomu zabronić nierozwagi w prowadzeniu własnych interesów. W każdym razie Ukraina nie zamierzała zgadywać naszych intecji tylko brała to, co dawaliśmy a jej było to potrzebne.

Zapominamy: elity ukrainskie przeszły twardą szkołę radziecką, gdy chodzi o politykę, to ich klimat: nie ma partnerów są tylko sojusznicy (tymczasowi) i wrogowie (stali), ustępstwo jest dowodem słabości, prawo jest tylko narzędziem do uzyskiwania najlepszym możliwych korzyści w danym czasie a nie fundamentem wzajemnych relacji, za deklarowanymi intencjami kryje się drugie dno. Wreszcie: skoro płacimy krwią za wasze bezpieczeństwo - nasze rachunki są wyrównane. 

Polski przypadek jest szczególny. Jak bardzo? Bardzo. Może tak bardzo, że nawet trudno wyobrazić sobie jak bardzo. Lepiej jednak to rozważyć na przykładach.

Węgry: warunkowanie akcesji Ukrainy do UE (zniesienie weta dt. rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych za ochronę praw mniejszości węgierskiej), jednostronne embargo na produkty rolne w w celu ochrony własnego rynku, istniejacy pragmatyzm rynkowy mimo różnic celów - Ukraina jest uzależnionym klientem np. od dostaw energii więc nie może wystąpić przeciw MOL lub OTP Bank.

Rumunia: Bukareszt jest dla Ukrainy ważnym hubem transportowym, zbrojeniowym i energetycznym. Ukraińskie przedsiebiorstwa nie sa zwolnione z żadnych opłat związanych z infrastrukturą drogową czy morską. Wspólna produkcja dronów,  eksport rumuńskiej amunicji, energii i paliw. Trwa budowa dwóch nowych linii przesyłowych prądu, a rządy porozumiały się w sprawie wspólnego wydobycia gazu z Morza Czarnego oraz przesyłu amerykańskiego LNG przez rumuńskie terminale. Po prostu biznes. Jaki? Duży. Obsługa jednego statku z ukraińskim zbożem kosztuje ok. 800 tys. USD.

Turcja: nie ma żadnej darmowej broni - Ukraina płaci z własnego budżetu lub pożyczek. Inwestycja w fabrykę dronów Baykar na Ukrainie, budowa, odpłatna, ukraińskich korwet przez tureckie stocznie. Pośrednictwo w eksporcie ukraińskiego zboża (Turcja wykorzystuje sytuację i kupuje tanio).Rządy w Kijowie i Ankarze, nie czekając na koniec wojny, już podpisały specjalną umowę o priorytetowym traktowaniu tureckiego sektora budowlanego przy kluczowych projektach infrastrukturalnych. Oprócz tego Turcja jest hubem przeładunkowym dla Rosji (materiały podwójnego zastosowania). Też nie robi tego za darmo.

Bułgaria: aby nie drażnić prorosyjskich polityków w Bułgarii sprzęt wojskowy był sprzedawany do krajów trzecich zamiast wprost na Ukrainę. Proces darmowego przekazywania broni - też taki występował - został całkowicie zastopowany przez rząd bułgarski. Ukraina i Bułgaria podpisały 10-letnią umowę o współpracy strategicznej. Kluczowym elementem tego układu, jest biznes energetyczny (umowa przewiduje uruchomienie strategicznego korytarza energetycznego zdolnego do przesyłu aż 10 miliardów metrów sześciennych gazu rocznie na Ukrainę). Bułgaria zamierza zarobic na tranzycie, gdyż sama posiada rozbudowaną infrastrukturę gazową i dla tamtejszych spółek państwowych przesył gazu (w tym azerskiego oraz LNG z greckich terminali) na Ukrainę to gwarancja gigantycznych zysków z opłat tranzytowych przez całą najbliższą dekadę. Mówiąc inaczej: biznes po cichu, troska o własną kieszeń plus balansowanie pomiędzy Brukselą a Moskwą. 

Słowacja: model bułgarski czyli nie ma donacji sprzętu wojskowego dla Ukrainy, ale słowackie przedsiębiorstwa mogą go nadal sprzedawać, co generuje bezprecedensowe zyski.

Nie chcąc nikomu sprawiać przykrości nie będę opisywał o wiele bardziej dojrzałej polityki transakcyjnej Francji czy Niemiec prowadzonej wobec Ukrainy. 

Polski model polityki, warto to sobie uświadomić, jest najmniej dojrzały, emocjonalny, nastawiony na przyjaźnie i pochwały, ewangelizujący moralnością i słusznością, skrajnie reaktywny i pozbawiony chłodnej kalkulacji, jeżeli zestawimy go z działaniami Niemiec, Turcji czy Włoch. Wyżej wymienione państwa od początku traktują ten kryzys jako przestrzeń do realizacji własnych interesów narodowych. Inaczej niż Warszawa, która tak bardzo chciała odgrywać rolę darmowego adwokata dla wschodniego sąsiada, że w efekcie została wypchnięta przez Ukrainę z grona panstw istotnych w budowaniu jej przyszłości. Polska nadal terminuje: tam, gdzie dla Niemiec czy Turcji zaczyna się polityka (wiemy, czego chcemy i szukamy na to właściwego sposobu) tam polska polityka się kończy. Realizm dla Ankary i Berlina to jedynie punkt wyjścia - Polska do tego punktu nawet nie dochodzi. 

Majac wszelkie możliwe dźwignie / środki wywierania presji w relacjach z Ukrainą: hub logistyczny w Jasionce, wetowanie, blokowanie, opóźnianie Ukrainy w procesie akcesyjnym, eksport energii i paliw, utrzymywanie Starlinków, KUKE, politykę migracyjną, tranzyt przez polskie terytorium państwo polskie nie jest w stanie wynegocjować czegokolwiek zaczynając od ekshumacji, ale nie kończąc na nich. Poza ponoszeniem kosztów Polska dodatkowo komplikuje sobie swoją sytuację geopolityczną bardziej niż powinna: zapominamy, w swych romantycznych uniesieniach, że państwo carów ma głęboką pamięć instytucjonalną. Zachowujemy się tak jakbyśmy uczestniczyli w jakimś konkursie na antyrosyjskość i jakbyśmy mogli zmienić swoje położenie geograficzne. Wystarczy być trochę neutralnym i wyważonym i raczej myśleć i działać w tym duchu niż szczeniacko manifestować to na każdym kroku. 

Teraz prawie poczułem Wasze oburzenie na swoich plecach...Jak to?! Tak to. To już będzie ostatnia część tej notki.

Demonstrowanie bezwarunkowej nienawiści lub silnych emocji w polityce międzynarodowej zawsze generuje koszty i osłabia pozycję państwa. Dojrzała dyplomacja opiera się na chłodnym realizmie i przewidywalności. Kiedy państwo pozwala, aby emocje – nawet historycznie i moralnie uzasadnione – dominowały nad pragmatyzmem, staje się zakładnikiem własnej retoryki i traci cenne pole manewru. Co to znaczy praktycznie?

Po pierwsze tracimy pozycję pragmatycznego pośrednika i jesteśmy postrzegani jako państwo mające obsesję na punkcie Rosji. Z tego względu nie będziemy zapraszani do kluczowych rozmów, bo nie rozumiemy reguł tej gry w sposób transakcyjny, ale moralny. Nadto: jesteśmy zbyt uprzedzeni.

Po drugie manifestując, że powstrzymanie Rosji jest dla nas absolutnym celem dajemy innym sygnał, który koduje następujący komunikat: zrobimy to niezależnie od kosztów. To jest zaproszenie dla innych do darmowego korzystania z polskich zasobów. Zaproszenia nie tylko dla Ukrainy.

Po trzecie, sojusze wielkich mocarstw z Rosją zmieniają się co jakiś czas. Nie bierzemy pod uwagę resetu z Rosją w polityce amerykańskiej czy niemieckiej. Nie bierzemy pod uwagę, że w pewnym momencie polityka wobec Ukrainy zmieni się o 180 stopni. Postępując jak postępujemy blokujemy sobie jakąkolwiek dyplomatyczną elastyczność.

Po czwarte i może najważniejsze: takiej polityki nikt nie uprawia,  nikt jej nie rozumie i nikt się z nią nie liczy. Nawet Ukraina mimo, że jest bardzo trudnej sytuacji. 

I to byłoby na tyle. Dodam: nie cieszę się, że Order Orła Białego został odebrany - po prostu nigdy nie było istotnych powodów do wręczenia go. To jedno. A drugie: nie cieszą mnie symboliczne, moralne zwycięstwa i prawdziwe porażki w interesach. To destrukcyjne. Możecie dalej chcieć się zaprzyjaźnić, wolna wola, ale gdy stajesz za kimś na 100% musisz mieć pewność, że ten zrobi to samo. Inaczej patrz: ugoda perejasławska w XVII wieku. Rozum przed emocjami chciałoby się powiedzieć, ale od kogo oczekiwać rozumu politycznego? 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (109)

Inne tematy w dziale Polityka