Jałowość. Poczucie wyczerpania. Utrata energii.
„Jałowość wołająca o śmierć”, że powtórzę za Poundem. Poczucie, że „życie jest gdzie indziej”*, ale nie wiemy już gdzie a zatem i nie zmierzamy tam.
Z każdym krokiem coraz mniej energii, bo „powietrze aż dyszy z gorąca” jak napisał Dickens.
Nie wiem jak jest z Wami, ale ja mam wrażenie, że w opisie naszej sceny politycznej doszliśmy do kresu, że – w ogóle – sama scena polityczna, system władzy – doszedł do kresu. Że system władzy jest trupem i że naszym władcom ze śmiercią do twarzy. Że im bardziej ten system jest taki jaki jest tym lepiej dla wszystkich rządzących. Że powinniśmy zaznawać szczęścia i pogody wciśnięci pomiędzy tuska, kaczyńskiego, millera, chorągwie unii europejskiej, traktaty, dyrektywy, znaki dobrobytu.
Ten zamek naoliwiono ze środków funduszy europejskich!
Ten 2 m. kawałek płotu odmalowano z funduszy ue!
Czad i wiocha :) A się puszymy jak puszczyki i pawie.
Doświadczamy niewygód, ale beneficjenci naszej demokracji ich nie doświadczają.
Są zadowoleni. Wiedzą, że nic realnie zmienić się nie może. Widzą, że sterowanie pilotem – Masz wolny wybór! – działa. A jeśli działa to nie warto się wysilać. Wiedzą, że nikt nie śmie oczekiwać prawdziwego wyboru. Kaszanka albo kaszanka.
Ja wiem – dobra kaszanka nie jest zła :)
Tak – doktryna mniejszego zła zwyciężyła. Było warto.
Bo gdyby nie zwyciężyła to co – to zmiana byłaby zmianą a to znaczy, że tysiąc stołeczków spod tysiąca dupeczek się wykopie. O w mordę jeża! – to kto by chciał takiej demokracji…:)
A zatem cokolwiek by się nie wydarzyło to nie przyniesie ze sobą trzęsienia ziemi. Prognoza na najbliższe lata jest jasna – nie przewiduje się zmian jakości, w porywach roszady personalne.
Tylko ciśnienie rośnie szaraczkom:)
Inni żyli w wiekach ciemnych i czasach pogardy a my żyjemy w czasie byle jakim. Żyjemy byle czym. Trawimy rzeczy drugorzędne i trawimy na nich czas. Przerabiamy je, pakujemy je i próbujemy sprzedać notkę jako coś świeżego. Hit na strony główną bo któż nie marzył o tej nobilitacji no któż :) Co ja mówię hit – co najmniej drugie mniej niż zero.
Nie każdemu jest to dane jednak – działa tu prawo szlachectwa :) Nazwiska a nie myśli. Ot – nasza Polska cała i samorządowa i rządowa. W pełnej krasie i powabie.
Rzeczy z drugiej ręki. Kwintesencja naszego bytu. Po prostu chodzi o to, aby ogół nie myślał i sobie nie wyobrażał, że coś tam może i coś może chcieć, bo – jak pięknie to wyraził wiecznie nam posłujący żelichowski – po co babcię denerwować niech się babcia cieszy…
A że przepijemy domek babci cały – no to trudno :) I kalosze i bambosze i sandały – też trudno:)
A ile chcę się zapytać mamy żyć do przeżycia?
Jedno? No właśnie. I stracimy je na drugorzędne waśnie.
A w tym czasie a to podateczki podniosą, a to emeryturkę skrócą, a to katastracik se wprowadzą, a to nowych urzędników ds. pierdzenia zatrudnią…
Wiadomo tak musi być. Niech tam sobie robią co chcą, byle polska wieś spokojna pochylona nad grillem i kranem z ciepłą wodą.
Wiadomo.
A, że taki problem jest, że roboty nie ma – oj tam, oj tam – są poważniejsze sprawy wśród dworaków i dworzan…:)
Przed nami VATerloo!
*Milan Kundera jakby co.



Komentarze
Pokaż komentarze