W jaki sposób grafoman staje się poetą? Przez brak punktu odniesienia.
Ta metoda jest sprawdzona w prowadzeniu w Polsce polityki przez wszystkie rządy od przeszło 20 lat a lata rządów tuskowej administracji stanowią jej ukoronowanie. Podam przykład oczywisty - autostrady. Wielu rozpiera duma, że powstały. Wreszcie. Wprawdzie krótsze, ale są. Duma urodzona z braku punktu odniesienia. Punkt odniesienia - infrastruktury innych państw europejskich (jak to robią inni).
A co byłoby, gdyby autostrad powstało o połowę mniej? Lub jeszcze o połowę mniej? Jestem pewien, że:
a) nic by się nie stało poza pohukiwaniem, ale przecież stanęły na drodze obiektywne trudności (zrozumcie obywatele - N-I-C S-I-Ę N-I-E D-A-Ł-O Z-R-O-B-I-Ć )
b) nadal byłby to sukces.
Jak napisałem wyżej - wielu z nas żyjących w Polsce nie ma punktu odniesienia (nie byli nigdy poza Polską). Nadto nosimy w sobie wirusa pogodzenia się. Wirusa tak silnego, że aż nie chce się wierzyć, iż jesteśmy potomkami tych spod Wiednia czy Grunwaldu czy też tych, co powstawali w styczniu i listopadzie. Rozszerzona nazwa tego wirusa - pogodzenie się z tym, że władza marnotrawi publiczne pieniądze.
Zgodnie z ideologią w/w wirusa w kontekście autostrad - przeciętny Polak mówi i myśli - dobrze, że zbudowali choć trochę, bo przecież mogli nie zbudować nic, bo po drodze pieniądze by się rozeszły.
Przyjacielem w/w wirusa jest utrata wymagań obywateli wobec państwa.
Nie żądamy niczego nawet jak za to płacimy.
Nawet w sferze prywatnej mamy z tym kłopot - żądać tego, co za co się płaci.
Wracjąc przez chwilę do autostrad...
Władza nie czuje, że autostrady i nie tylko (chodzi mi o całą infrastruturę sieci komunikacyjnej) mają związek prowadzeniem biznesu. Przekładają się na decyzję inwestycyjne (a w zasadzie ich brak). Dla władzy drogi są po to, aby jeździć na wakcje. Dla biznesu dobre drogi są po to, by szybciej i taniej przemieszczać różne dobra, jakie konsumujemy. Dobre drogi to nie tylko komfort jazdy, ale i niższe koszty (paliwa, zużycia pojazdu). Dla wielu ludzi szybkie koleje w stylu TGV zrewolucjonizowałyby dostęp do różnych rynków pracy w Polsce. Zwiększyłby mobliność Polaków bez konieczności zmiany miejsca zamieszkania w promieniu 200 - 300 km. Ale władza ta, jaką znamy nie myśli o tym i nic ją to nie obchodzi. Jedyne interesy, jakie zna to:
- jak umożliwić wygranie przetargu swojemu kolesiowi
- jak kiepsko sprzedać, to na co pracowało się przez lat 40
- jakie nakładać podatki.
Kasa, misu kasa, a reszta?
Jakoś to będzie - oj tam oj tam....
Władza nie ma żadnej wizji rozwoju. Jest otwarta tylko na to, by brać na klatę - jak mówi premier - to, co się wydarzy.
Nie ma żadnej strategii. Bez strategii zaś nie ma sukcesów. Bez strategii można liczyć na szczęście i na nic więcej.
To tyle. Hough!



Komentarze
Pokaż komentarze