W dniu wczorajszym blogerka Eska zamieściła bardzo ciekawą notkę o tym, że te miliardy z UE niekoniecznie są takim dobrodziejstwem dla Polski jak pragnie się je przedstawić.
Notka - eska.salon24.pl/485868,blagam-niech-ktos-znajdzie-bledy-w-moich-wyliczeniach
O ile wiem osoby przekonane o tym, że jest jednak inaczej niż twierdzi Autorka nie potrafiły wskazać spójnych i alternatywnych wyliczeń, które obalałyby tezy Autorki i dowodziłby zarazem, że miliardy z UE są dla nas bardzo korzystne.
Argumentacja adwersarzy w znacznej części skupiła się na tym, że jeżeli jest tak źle jak twierdzi Autorka to mogło być jeszcze gorzej, bo opozycja w osobie Kaczyńskiego żądała jeszcze więcej więc to dobrze, że negocjował Tusk, bo on wynegocjował bardzo dużo i jest to więcej niż mógłby wynegocjować Kaczyński a zatem te miliardy są nam bardzo potrzebne.
Trudno zrozumieć tą argumentację, ale można wskazać zasadniczą jej cechę - jeżeli nie jesteś zadowolony z miliardów z UE musisz być koniecznie zwolennikiem Kaczyńskiego. Nie ma miejsca na działanie krytycznego rozumu. Nie ma miejsca na zadanie sobie pytania - jak jest naprawdę? Czy miliardy są dla nas korzystne czy jednak nie? Nie ma miejsca na żadną dystynkcję i subtelność rozumowania.
W takim stanie rzeczy, gdy każda dyskusja ma sprowadzać do ustawienia innych rozmówców na szachownicy politycznej (jestem za Tuskiem, jestem za Kaczyńskim) nie ma tak naprawdę pola do jakiejkolwiek dyskusji na jakikolwiek temat. Chodzi tylko o ustalenie przynależności do ludu: pisowskiego lub leminżego. Taka polska wersja systematyki Linneusza. A potem to już z górki - nie potrzebne nam przecież argumenty, gdy trzymamy dwa topory w ręku.
To jest porażające. Polityka, sympatie polityczne, w wielu środowiskach stały się przedmiotem tabu. Nie rozmawiamy na ten temat, bo chcemy uniknąć klasyfikacji. Bo nie chcemy być wrogami ludu. Łatwiej rozmawiać o seksie niż o polityce.
Jeżeli tak dłużej będzie to wyglądać to zaśpiewamy sobie w końcu za Nickiem Cave - Dokąd zmierzamy, jeżeli nie donikąd?
Wbrew pozorom nie ma takiej propagandy, która byłaby dobra dla obywatela. Propaganda zawsze jest korzystna dla władzy. Dla obywatela lepsza jest prawda, bo ta pozwala mu podejmować najbardziej racjonalne decyzje. Pozwala mu też formułować oceny oparte na faktach a nie sympatiach czy antypatiach.
Niestety jesteśmy karmienie półprawdą. Wrócę na chwilę do tych miliardów z UE. Dlaczego nie można powiedzieć tak: tyle i tyle kasy dostaliśmy z UE. Możemy ją wydać pod takimi warunkami. Poza tym musimy zapłacić skladkę w takiej a takiej wysokości?
Dlaczego? Bo to byłyby fakty.
A przecież ładniejszy jest wykres w TVN pokazujący, że jesteśmy największymi beneficjentami budżetu UE.
I ktoś mi powie - to fakt. Liczby nie kłamią.
To ciekawe jednak, że większość przynałaby, że Duńczyk i Dunka są przeciętnie bogatsi niż Polak i Polka.
A przecież PKB Danii jest o wiele niższe niż PKB Polski.
To tyle.
Howgh!
Krzysztof.
PS. Poraża mnie niskość naszych wymagań. Tą denność naszych wymagań wyraża przykładowo bardzo popularna opinia w kwestii bardzo drogich polskich dróg - nieważne, że są drogie, ale ważne, że powstały. Nie jest ważne, że mogłoby ich więcej. Ta drobna uwaga (można było za te same pieniądze zbudować więcej) może wywołać argument - A Kaczyński to ile dróg zbudował???!!! I co się dziwić, że mamy to, co mamy - ktoś krzyknie Ho!!! a my już majty w dół - lepiej niech zgwałci niż miałby bić a poza tym może będzie przyjemnie...



Komentarze
Pokaż komentarze (4)