Ostatnio tekstów wiele pojawia się o Kościele…
Z mojego punktu widzenia faktem bezspornym jest to, że pedofilia jest bronią w wojnie medialnej z Kościołem, używa się tej broni do jego dyskredytacji, do niszczenia jego autorytetu.
Po przeczytaniu tego zdania można podnieść zarzut – a czy pedofilia nie jest problemem w Kościele? Czy Kościół nie pomaga ukrywać pedofilów zamiast wydać ich na łup świeckiej sprawiedliwości?
Krótkie odpowiedzi – jest lub była. Pomaga lub pomagał.
Teraz czas na moje pytanie – czy z faktu ujawnienia nauczyciela – pedofila należy wywieść wniosek, że wszyscy lub większość nauczycieli to pedofile a zatem należy zamknąć wszystkie szkoły? Ależ nie. Wyjątki nie uprawniają nas do szkalowania ogółu nauczycieli. Z wyjątków nie wywodzimy wniosków o prawach ogólnych. A gdyby to dotyczyło pedofila w stroju strażaka, policjanta, prokuratora odpowiedź byłby pewnie taka sama – to incydent a nie standard.
Czy w wypadku księdza – pedofila odpowiedź będzie taka sama?
Mam wątpliwości. Nie chodzi tylko i wyłącznie od pedofilię.
Nie chodzi też o to, aby Kościołem wstrząsnąć. Naprawić go. W tonie głosów mówiących o pedofilii nie czuć troski, ale triumfalizm.
Tak, tu chodzi o coś więcej. Chodzi o Boga samego.
Ostateczne zwycięstwo cywilizacji, jaką nam się proponuje nie jest możliwe bez zniszczenia Boga. Bóg wprowadza nas w świat absolutnych wartości moralnych .
Tam dobro nie jest złem a zło nie jest dobrem. Bóg jest światłem w którym nie ma żadnej ciemności.
I to jest właśnie problem dla kultury opartej na relatywizmie i permisywizmie. W świecie tej kultury nic nie jest jednoznacznie dobre lub złe, nie można powiedzieć o kimś, że jest nieuczciwy, bo to zależy kiedy i w stosunku do kogo. Powtórzę – to zależy (słowo – klucz). Nieuczciwość jako taka nie istnieje.
Im mniej Boga (nieważne w jakiej religii wyrażonego) tym większy margines dla kultury relatywizmu.
Nie ma szans na jej zupełny triumf dopóty dopóki są ludzie, którzy wierzą, że Bóg istnieje i pomiędzy dobrem a złem przebiega ostra granica.
Zawsze ktoś może powiedzieć – ależ wartości absolutne można wywieść nie mieszając do tego Boga. Można. To prawda. Ale bez umocowania poprzez wiarę w Boga są one tylko poglądem wyrażonym przez człowieka a człowiek błądzi i przyznać należy, że jest to rzeczą ludzką.
Mówiąc jeszcze inaczej o tym samym – w świecie bez Boga żyje się wygodniej. Nie trapi nas sumienie (o ile takie pojęcie wówczas jest uzasadnione). Nie czujemy strachu, że Ten Ktoś Wyżej mógłby nas ocenić a nawet potępić. Czujemy tylko strach, że ktoś może coś, co uważamy za złe lub niekorzystne dla nas ujawnić, odkryć przed światem. Dopóki świat tego nie widzi dopóty to nie istnieje. Tylko przemoc (tym w ostateczności jest prawo – przemoc, jaką jesteśmy gotowi znosić w imię spokoju) jest w stanie skorygować nasze zachowanie. Opinie, oceny, zdanie innych możemy odrzucić – ot tak po prostu jest odrzuca się kamyk w morze. Ostatecznie jaka jest ich wartość?
Pedofilia podobnie jak i wiele innych spraw za które Kościół należy potępić nie jest powodem od odejścia od Boga. Jest tylko pretekstem. Usprawiedliwieniem zrzucenia z siebie jarzma ciężaru postępowania wedle wartości absolutnych.
Czyż bowiem słabość innego człowieka może być prawdziwym powodem do odrzucenia dobra?
Oczywiście, że nie.
Wiem, że naprzeciwko mojego rozumowania można wytoczyć armatę pt. ja nie wierzę w Boga, bo Boga nie ma.
Nie upieram się, lecz z dwóch (są jeszcze inne opcje) niewiadomych dt. pochodzenia życia czyli:
- życie jest dziełem Boga (wówczas skąd się wziął Bóg? - to główny zarzut)
- życie pochodzi od kamienia (bo do tego cofając się na drodze postępu ewolucyjnego musimy dojść)
wybieram to, co jest lepsze i bardziej wzniosłe, godne i dające poczucie sensu. Wybieram Boga, bo wolę być dzieckiem Boga a nie kamienia.
Strach o jakim pisałem wyżej (strach przed oceną naszego życia przez wyższą istotę) jest szczególnie widoczny, gdy rozmowy przenoszą się sfery rozważań – czy istnieje życie po śmierci ?(nb. ten temat podobnie jak śmierć stanowi temat tabu naszej cywilizacji – świetnie pokazał to film Clinta Eastwooda). Wielu z tych, którzy odrzucają taką możliwość powołując się na naukę kieruje się strachem – bo gdyby takie coś istniało wówczas ponosiłbym odpowiedzialność za swoje życie (nie jest to wcale pewne ale taka teza nie jest miła) i to mogłoby być dla mnie nieprzyjemne.
Podsumowując to, co napisałem:
- toczy się wojna z Kościołem, a pedofilia to tylko rodzaj broni używanej do zniszczenia przeciwnika
- walczy się na różne sposoby (a to z uporem maniaka pokazując akt apostazji Palikota, a to pokazując z tym samym uporem księdza, który odszedł od Kościoła, bo znalazł swą prawdziwą ziemską miłość itd.) – czy ktoś z taką samą mocą nagłośnił nawrócenie się Anny Rice – tej od książki „Wywiad z wampirem” na przykład.
- wojna z Kościołem wynika z istoty kultury przesiąkniętej relatywizmem – istnienie osób uważających, że nie wszystko jest relatywne jest obcym ciałem w jej organizmie.
To tyle.
Howgh!
Krzysztof.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)