Zamki na Piasku Zamki na Piasku
254
BLOG

W pudle są tylko czarne bile, ale wciąż możesz obstawić białą

Zamki na Piasku Zamki na Piasku Polityka Obserwuj notkę 7

 A chocbyście zmienili PO na PiS a potem na SLD i na PSL lub Ruch Poparcia to i tak nic nie zmienicie :)

Można tysiąc razy wkładać rękę do pudła z bilami i mieć nadzieję na wyciągnięcie tej w białym kolorze a i tak zawsze wyciągnie się tą czarną. Bo w pudle są same czarne bile. To cała tajemnica.

Można się dąsać z tego powodu, ale to dąsanie to tylko płacz nad tym, że z chmury sypie śnieg lub deszcz, że noże są ostre, że na Alasce jest zimno. 

Taka jest własciwość chmur, noża, Alaski. Taka jest właściwość systemu w Polsce, który pozwala nie liczyć się z  suwerenem.

To jest nasz wybór. Naszym wyborem jest to, że nabraliśmy przekonania, że istotą demokracji jest głosowanie. O tym jak jest to absurdalne niech świadczy fakt, że nawet, gdy do urn wybierze się 10% uprawnionych to nadal będzie demokracja większości.

Istotą demokracji jest władza. Reszta to fasada. Ważne jest to czy możesz kontrolować władzę wykonawczą i ustawodawczą korzystając ze swojej władzy suwerena. Zapisanej w Konstytucji notabene. Ale kto czyta Konstytucję dziś? Ważne jest to czy możesz rozliczyć władzę wykonawczą i ustawodaczą z tego jak działa w Twoimi imieniu. Tu i teraz. Nie w kolejnym akcie głosowania, ktory jest następnym, coraz bardziej rozpaczliwym aktem nadziei na białą bilę.

Nie ma białej bili. 

Są jednak pomysły jak ją wyciągnąć. Jedyną z ostatnich nadziei białych i reformatorów są jednomandatowe okręgi wyborcze. To podobno pozwoli wybrać lepszych, godniejszych, sprawiedliwszych. Samych debesciaków. Być może, ale ja w to nie wierzę.

Przyszły nowe czasy i stare sposoby uległy zużyciu. Technologia, która dziś mamy w ręku jest odpowiedzią. Nie ma już żadnego poważniejszego powodu, aby nie zastąpić urn wyborczych i komisji, które nad urnami się pochylają  - Internetem.

Nie ma powodu dla ktorego mielibyśmy go nie użyć jako instrumentu sprawowania kontroli nad tymi, którzy mówią w naszym imieniu.

Teraz  - dajmy na to - na topie są związki partnerskie. Gdybyśmy nie zostali kompletnie pozbawieni władzy moglibyśmy zażądać referendum nt. Czy chcemy, aby teraz tym właśnie zajmował się Sejm i komisje stojące u jego boku? Jeżeli większość powie, że nie to nie. Koniec i kropka Panie i Panowie. Zajmujcie się tym, co jest ważne dla większości. Ktoś powie, że straszne, że dykatura większości, ale jak większość ma nie decydować to nie mówmy o demokracji. Po prostu. Mówmy o innym systemie władzy. Tyrani, oligarchii czy czymkolwiek innym, ale nie o demokracji.

Nie może być bowiem tak, że ustawę o związkach partnerskich będzie się tak długo przepychac aż ją się przepchnie. Bo to, że przy okazji przetrącone zostaną kregosłupy moralne paru gowinów sceny konserwatywnej to pewne i wcale mnie to nie martwi a i też nie dziwi - nigdy to nie były silne kręgosłupy. Lepsze w osateczności konfitury w niewoli niż suchy chleb na wolności. A przepycha się ją, bo cierpi na tym córka pani Holland i pewnie jeszcze kilku wpływowych ludzi świata kultury i sztuki.

Nie ma najmniejszego powodu, abyśmy my jako suweren nie mieli prawa do zadawania wiążących pytań władzy wykonawaczej. Na które władza - chce czy nie chce - ma prawny obowiązek udzielić odpowiedzi.

Byłoby pięknie. Ale samo się to nie zmieni. Nie ma szans na zmianę przez żaden ze znanych demokracji polskiej sposobów - akt głosowania czy strzelisty akt sprzeciwu czyli niegłosowanie.

W pudle są tylko czarne kule.

Jest trzecia droga, która trzeba iść, gdy rzeczywiście myśli się o sobie (kogo w końcu dotyczy głupie prawo i podatki  zapytaj samego siebie - mnie i Ciebie a czy koniecznie polityka skrytego za immunitetem - tym starym wynalazkiem?).

Trzecia droga to tworzenie nowej siły politycznej choćby tylko po to, aby zmienić system, zmienić tak bardzo, że ordynacji wyborczej zwracającej władze suwerenowi nie można byłoby wydrzeć inaczej niż przez referendum.

Inaczej nic się nie zmieni.

Inaczej spotkamy się za 5 lat w tym samy miejscu zastanawiając się nad wyborem tego, który mniej ukradnie.

Klasyczne, polskie mniejsze zło - ukradł połowę a mógł wszystko. Dobry człowiek. Dużo jest teraz dobrych ludzi.  

To tyle.

Howgh!

Krzysztof.

PS. To, co mnie zawsze rozśmieszało to argument na rzecz publicznych pieniędzy, jakie trzeba przekazywać partiom. Dajmy je, bo inaczej zostaną zlobbowani. Tak oto czasami uda się przez przypadek powiedzieć prawdę. Prawdę czyli politycy są nieuczciwi w swej istocie. Czy przez zastrzyk publicznej forsy stali się uczciwsi? Pewnie, że nie. Są tylko jeszcze bardziej niezależni, jeszcze bardziej mogą nie zabiegać o pozyskanie nowych członków i członkiń dla swojej partii. Po co konkurencja w biegu do rządowych i samorządowych synekur? 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka