Coś nie tak jest z nami samymi.
Coś sprawia, że wybieramy tych samych ludzi do władzy mimo, że prawie nigdy nie dotrzymali słowa. Coś tam bredzimy o wyborze mniejszego zła. Argumentujemy, że nie chcemy by zwyciężyli ci najgorsi. Coś jednak sprawia, że sami chcemy, aby tak było tak jak jest.
Coś sprawia, że gdy tylko trochę poprawimy swój status społeczny to innych traktujemy jak chudopachołków, gorszych, frajerów. Okazujemy pogardę. Wyniosłość.
Coś sprawia, że pracodawca niechętnie dzieli się zyskiem z tymi, których praca daje mu sukces finansowy. Woli kupić 10 samochód lub 20 mieszkanie niż zainwestować w pracownika. Bo przecież i tak mu płaci.
Coś sprawia, że pracownik nie szanuje pracy, jaką posiada. Nie szanuje tego na co ktoś inny włożył własne pieniądze. Ten ktoś jest bogaty. Pracownik nie widzi związku pomiędzy tym, że będzie korzystał w sposób normalny z powierzonego mu mienia a kondycją przedsiębiorstwa.
Coś sprawia, że nasze chodniki są pełne dziur, są pełne śmieci, że wszelki przejaw odnowy estetycznej musi być przekreślony ręką dzierżącą spray, że lepiej jest nam w brudzie. Tak jakby zwyczajne piękno rzeczy raziło nasze dusze.
Coś sprawia, że bliski jest nam nepotyzm nawet, gdy nasz krewny jest ostatnią osobą posiadającą właściwe uzdolnienia i kompetencje do zajęcia jakiegoś stanowiska.
Coś sprawia, że dobro publiczne, dobro nas samych jako społeczeństwa, jest tylko ideologiczną konstrukcją. To tylko rzeczownik i przymiotnik nie mający pokrycia w rzeczywistych decyzjach.
Coś sprawia, że jesteśmy niewolnikami państwa, że nie jesteśmy w stanie wybić się na samodzielność, że jesteśmy skłonni oddać państwu pieniądze będące zabezpieczeniem na starość lub wypadek choroby, że nie chcemy sami podjąć rękawicy ryzyka i odpowiedzialności za przyszłość nas samych.
Coś sprawia, że oddając do państwowej kiesy dużo w formie podatków i podatków zwanych dla zmyłki składkami, abonamentem lub innym bliskoznacznym wyrazem nie jesteśmy w stanie niczego się domagać, niczego w przyzwoitej jakości. Pierwsza rozprawa za 6 miesięcy – ależ proszę. Byle tylko nie podpaść. Byle tylko nie dać się źle zapamiętać, bo ktoś jeszcze mógłby to wykorzystać przeciw nam.
Coś sprawia, że urzędnik to nadal władza pełną gębą, że obywatel nadal dla urzędnika jest wrogiem, że ten petent przyszedł i coś chce. Coś chce a przecież trzeba spokojnie wypić kawę, pogadać, nie spieszy się – tu urząd jest, spokojnie – nie pali się.
Coś sprawia, że cenimy sitwy i klany, że ten nowoczesny feudalizm nie przeszkadza nam, że godzimy się na niego, że syn adwokata musi być adwokatem, że syn lekarza musi być lekarzem, że nawet, gdy duchowy dziedzic Hipokratesa utnie nam zdrową nogę to i tak może liczyć, że tarczę i miecz swego środowiska.
Coś sprawia, że polskość nam ciąży, że jest nam z nią niewygodnie jak w ciężkiej zbroi, że nasz dzisiejszy patriotyzm to husaria bez skrzydeł, że cała polska historia jest historią stosunków polsko – żydowskich, że wciąż i wciąż musimy zażyć cykuty naszej winy i bicza naszych grzechów. Że nie ma wzorca normalnego patriotyzmu, normalnego jak generał Nil – honor, uczciwość, niezłomność w jednym człowieku.
Czy ja wiem co to jest?
Nie wiem, ale wiem, że wszystkie te zjawiska – różnego kalibru – sprawiają, że żyjemy w toksycznej atmosferze, że jest ponosimy koszt większy niż inne narody, aby uzyskać podobny efekt, że robimy coś czego nie zrobiliby inni – ot pierwszy przykład z brzegu: sprzedaż Zelmera Niemcom – trudno wyobrazić sobie, że polska firma mogłaby kupić Boscha – nie, wcale nie chodzi o to, że byłaby to polska firma, chodzi o to, że oni – Niemcy czują, że to jest ich, ich własne, że to jest ich dziedzictwo, że to jest ich przewaga. Sprzedajemy swoją przewagę.
Czegoś brak mi w kraju, który kocham.
Czego?
Gdy ktoś pyta mnie co jest dla mnie najważniejsze w pracy zawsze mówię - wizja, wiedza, konsekwencja czyli co robić? jak to robić? i nie ma wymówek, że tego nie da się zrobić.
Patrząc na Polskę widzę, że:
- nie bardzo wiadomo co chcemy zrobić, gdzie my jak naród chcemy być za 10 lat, do czego zmierzamy
- brak tej wizji zwalnia nas z wiedzy i konsekwencji i jesteśmy skazani na miotanie się ze skrajności w skrajność.
Dziś stawiamy na usługi a jutro chcemy być potęgą przemysłową i jak szaleńcy dostrzeżemy w tych ewentualnych celach konflikt, poczujemy przymus wyboru jakiegoś wariantu.
To tyle.
Howgh!
Krzysztof



Komentarze
Pokaż komentarze (4)