Jest mi smutno. Być może dlatego, że kwiecień – jak pisał poeta T.S. Eliott – „to najokrutniejszy miesiąc”.
Było mi smutno w dniu 10 kwietnia 2010 roku dlatego, że zginął Prezydent mojego kraju. Nie piszę – mój Prezydent, bo nigdy na niego nie głosowałem – ale Prezydent Polski. Człowiek symbolicznie reprezentujący Polskę na świecie.
Było mi smutno, gdyż zobaczyłem upadek polskiej państwowości w tym co się działo po katastrofie. Zobaczyłem Państwo, które nie jest w stanie walczyć o jak najlepszy status prawny dla prowadzonych przez siebie działań. Zobaczyłem bowiem pętaków przy władzy a nie polityków. Pętaków, którzy boją się, że gdy postawią się twardo i zażądają czegokolwiek to zostaje już tylko wojna z Rosją.
Było mi smutno, gdy w chwili, gdy jeszcze ciała w Smoleńsku nie ostygły i gdy ciało Prezydenta nie zostało znalezione a zatem nie było podstaw do stwierdzenia śmierci od razu Marszałek RP uzurpował sobie władzę Prezydenta RP. To była śmierć praworządności, gdyż tylko oficjalny akt zgonu Lecha Kaczyńskiego mógł być podstawą do przejęcia władzy w trybie art. 131 Konstytucji RP.
Było mi smutno, gdy widziałem trumny z ciałami Polaków załadowane jak odpady na ciężarówki.
Było mi smutno, gdyż w tamtych dniach poznaliśmy wartość naszych sojuszy i układów. Milczenie NATO i milczenie UE było wystarczająco wymowne.
Było mi smutno w dniu pogrzebu Prezydenta, gdyż lista nieobecnych pokazała naszą nieważność polityczną w świecie, pokazała, że nie warto być tu w tak ważnej dla Polaków chwili w celach prestiżowych. Nie było bliskich sąsiadów Polski – nikt nie przybył z odległych szwedzkich, duńskich, fińskich, bułgarskich, austriackich a i chorwackich i serbskich krain.
Było mi smutno, gdy okazało się, że polskie środowisko naukowe jest tak miałkie, jeżeli chodzi o odwagę w dochodzeniu do prawdy. Wystarczy tylko wspomnieć odmowę pomocy w organizacji konferencji naukowej przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Byle tylko się nie wychylić. Byle tylko nie stać osobą kojarzoną z tymi, którzy władzy nie mają a zatem nic nie mogą a jeszcze mają potężnych wrogów.
Było mi smutno, gdy patrzyłem na propagandową dyskredytację ludzi robiących kariery naukowe poza Polską, którzy zaangażowali się w wyjaśnianie katastrofy dlatego, że są Polakami. Wydaje się, że nawet największej sławy profesorowie i nobliści zostali by odarci ze swojej wiedzy i kompetencji, jeżeli tylko stanęli by oko w oko z propagandą uprawianą w imieniu rządu.
Jest mi smutno, gdy od kilku dni obserwuję ogromne natężenie złej woli tych, którzy są przeciwnikami Antoniego Macierewicza. Natężenie złej woli polega na żałosnej próbie wywołania wrażenia, że wyżej wymieniony nie tylko powiedział, że 3 osoby przeżyły katastrofę, ale że te osoby nadal żyją.
Jest mi smutno. Być może dlatego, że kwiecień – jak pisał poeta T.S. Eliott – „to najokrutniejszy miesiąc”.



Komentarze
Pokaż komentarze (39)