Czwarty
Skąd awantura o obchody rocznicy pierwszej tury wyborów 1989 roku? Chyba stąd, że pani Szczepkowska ogłosiła, iż "4 czerwca skończył się w Polsce komunizm". Nasze elity chcą uczcić tę rocznicę (a nie Okrągłego Stołu) jako rocznicę obalenia komunizmu - cóż, miło zobaczyć jakiś ukłon w stronę społeczeństwa. Co do lęku, że część tego społeczeństwa zrobi "zadymę", to nie wiem, czy nie jest to lęk pozorowany. Czy rząd rzeczywiście wierzy, że związkowcami steruje PiS, czy też stara się im napluć w twarz (choćby ustami, pardon - piórem prezydenta Gdańska), żeby zawczasu zdyskredytować wszelką powazniejszą opozycję? Bo jeśli kryzys gospodarczy się pogłębi, protestów o podłożu ekonomicznym będzie coraz więcej.
Ministrowi Nowakowi, wyczulonemu na pojawianie się w różnych miejscach posła Kurskiego, chciałbym przypomnieć, że politycy PiS wykorzystali do swoich celów nawet piosenkę Kabaretu pod Wyrwigroszem, co jeszcze nie znaczy, że byli jej inspiratorami. Jeżeli miłościwie nam panujący wszelki sprzeciw kojarzą z PiS wyłącznie dla celów propagandowych, można to zrozumieć, bo nasza inteligencja słabo broni się przed manipulacją i tym łatwiej się jej poddaje, im dłużej słyszy ten akronim jako inwektywę.
Co do sporu o miejsce głównych obchodów, to uważam, że:
1) wybory odbyły sie w całej Polsce, więc najodpowiedniejszym miejscem jest stolica - w dodatku najludniejsze miasto,
2) data jest przereklamowana - tak na prawdę nie da się wskazać konkretnej daty dziennej "upadku komunizmu",
3) huczne obchody rocznicowe są przejawem - o, zgrozo! - polityki historycznej, bo władza narzuca obywatelom określony sposób myślenia o ich przeszłości - gdzie są krytycy z pozycji liberalnych i "europejskich"? Pod ziemię się zapadli?
Jako wieloletni adept nauk politycznych i historii rozumiem, że postsolidarnościowa elita polityczna potrzebuje takich uroczystości, aby budować swój prestiż i nieco dłużej utrzymać się przy władzy; "zwykli ludzie" potrzebują "pompy" (© Maciej Rybiński) nieco mniej, więc nie spodziewajmy się nazbyt masowego uczestnictwa. Zwłaszcza, że władza woli się zabarykadować na Wawelu, bo masowe uczestnictwo kojarzy jej się z pisowskimi zadymiarzami.
Jarko, Donko i dwóch Leszków
Dzięki partii Libertas życie nasze polityczne ciekawszym sie staje. Ponieważ demokracja od bardziej prymitywnych form walki o władzę różni się formą (bez przemocy), ale nie istotą (o sukcesie przesądza głównie liczba szabel czy też głosów, które pretedenci mają za sobą), spróbuję rzecz wyłożyć obrazowo:
Komes Donko, przekonawszy rycerstwo, że dalsze rządy króla Leszka II i jego brata - księcia Jarka - grożą państwu katastrofą, ekskomuniką i cesarską inwazją, opanował większość królestwa i zepchnął wraże siły do twierdz. W tej sytuacji ostatnim liczącym się bastionem Leszka i Jarka stał się zamek królewski. Donko chętnie wziąłby go szturmem, a po zdobyciu dorżnął watahy, ale byłoby to rażące naruszenie prawa i dobrych obyczajów, skutkujące ekskomuniką, buntem i cesarską inwazją. Więc Donko siedzi pod zamkiem i oblega, czasem każe z katapulty strzelić, czasem wypad załogi odpiera.
Donkowi zaś ludzie wzięli w posiadanie wszystko, co się dało. Posłuch mieli, rzekłbyś, absolutny, a imienia "Jarko" nikt już synowi nie nadawał, żeby się przed sąsiadami nie ośmieszyć. Był za Donkiem eks-król, Leszek I, przed laty pozbawiony władzy; był stary kanclerz Władko, co znał wszystkich książąt i biskupów w Rzeszy; był i podkanclerzy, co od Jarka uciekł.
Lecz Leszek I zaczął bruździć. Dopiero co okrzyknięty ojcem narodu (w odpowiedzi pyskaczom, co plotki rozpuszczali, że za młodu spotykał był się ze szpiclami ruskiego namiestnika), zaczął się zadawać z miejscowym odłamem gwelfów. Do obozu tychże uciekło wcześniej wielu takich, co i z Jarkiem zadarli, i z Donkiem dogadać się nie mogli. Wykurzyli wprawdzie Jarkowych ludzi z jednego grodu, ale go Donkowym dotąd nie oddali. A Leszek I do nich na białym koniu jeździ i mowy przed wojskiem wygłasza, gdy go zaś Donek wypytuje, odpowiada, że to dla pieniędzy i że popiera gwelfów tylko w Cesarstwie, a w kraju jest całym sercem za Donkiem.
Wojna domowa trwa...


Komentarze
Pokaż komentarze