Dopiero co przeczytałem newsa, że nie znaleziono dowodów na nielegalne podsłuchy za rządów Prawa i Sprawiedliwości – śledztwo umorzono. Dziś czytam, że "Dziennik" wycofał się z oskarżeń o "korupcję" i "niemoralne propozycje" w TVP. Pewnie w końcu również okaże się, że polityczne naciski w prokuraturze były co najwyżej takie, jak za każdej innej władzy po '89 roku. I w sumie nie będzie o czym mówić.
Zaznaczam: nie wiem, jak było za poprzedniego rządu; mówimy o tym, co da się udowodnić przed sądem. Jeżeli jednak przez 2 lata budowano obraz autorytarnego państwa PiS, a teraz brakuje dla niego podstaw (historyk powiedziałby: źródłowych), to chyba coś jest nie tak? Trudno uwierzyć, że "pisowskie złogi" w prokuraturze i sądownictwie są tak trwałe i wciąż tak silne, żeby uniemożliwić wytropienie zbrodni "kaczyzmu", których nikt nie widział, choć wszyscy wiedzą, że były.
Masa ludzi młodych i w kwiecie wieku, studentów i absolwentów szkół wyższych, poszła w 2007 roku do urn niczym pospolite ruszenie – nie po to, żeby dać władzę Platformie, ale po to, by odsunąć od władzy Jarosława Kaczyńskiego. Szeroko rozumiany "obóz postępu" – politycy, urzędnicy, dziennikarze, showmani, wykładowcy etc. – zrobił milionom wyborców wodę z mózgów. Po dwóch latach nie zmienił zapatrywań ani odrobinę, wciąż traktuje PiS jak głównego wroga, ale czasu na udokumentowanie zarzutów nie znalazł. Czyżby chciał ze studentów zrobić idiotów?
Jedyna nadzieja w ogłupieniu publiczki, która będzie się zaśmiewać do łez opowieściami Powiatowego o "burakach" z PiS-u a nie pytać o jakieś dowody. Bo przecież rozsądni ludzie nie będą dyskutować o tym, co oczywiste, nieprawdaż?


Komentarze
Pokaż komentarze (11)