Państwa muzułmańskie chcą wprowadzić zakaz znieważania religii do prawa międzynarodowego. Co na to Polska?
Jak pięknie by było, gdyby wszyscy byli głęboko religijni... Tego jednak, przynajmniej w tym życiu, raczej nie doczekam. Skoro zaś jedni są wierzący a inni nie, niechże chociaż dyskusjom między wierzącymi a niewierzącymi towarzyszy minimum wzajemnego szacunku. Pytanie brzmi: ale co to oznacza? Co jest bardziej obraźliwe: pozostawienie krzyży w szkołach – dla ateistów czy usunięcie ich – dla katolików?
Dobrze by było, gdyby wolność słowa nie służyła jako parawan dla obrzucania innych błotem. Gdyby osoby sceptyczne wobec religii zajęły się propagowaniem swoich poglądów zamiast wywoływaniem skandali. Czy jedno może istnieć bez drugiego? Czy po przeczytaniu książki Dawkinsa trzeba koniecznie lecieć do galerii i prezentować tam krzyż w "kontrowersyjny" sposób?
Niedawno czytałem tekst pewnego polskiego pisarza, który ogłosił, że zamierza śmiać się w twarz chrześcijanom. Bo protestują przeciwko koncertowi Madonny 15 sierpnia, a nie przeszkadza im plastikowa figura Matki Boskiej jako pojemnik na wodę święconą. Istotnie, wydaje się, że protesty niektórych katolików w Polsce przeciwko kolejnym "obrazom uczuć religijnych" noszą, że tak powiem, znamiona przesady. (Czy to już powód, żeby śmiać się ze wszystkich?) Trzeba jednak przyznać, że wierzący są tu na przegranych pozycjach: nie istnieje żaden uniwersalny symbol ateizmu czy agnostycyzmu, który można by znieważyć w odwecie za szydzenie z symboli religijnych. Odwet – jakże niechrześcijańskie pojęcie! – rozumiałbym tu wyłącznie jako środek pedagogiczny. Zakładam bowiem, że rozmaitym skandalistom brakuje po prostu empatii. Nie rozumieją, że choć symbole religijne są "publiczne", niektórzy ludzie mają głęboko "prywatny" stosunek do tych "publicznych" symboli.
Warto tymczasem zastanowić się, jak wygląda Polska w kontekście globalnego konfliktu: symbole i wartości religijne kontra wolność słowa. Albo szerzej: prawo do (manifestowania) wiary kontra prawo do (manifestowania) niewiary.
A, tak, drodzy Pogromcy Polskiego Zaścianka – konflikt jest globalny! I wcale nie wyszedł z Polski, i niewiele ma wspólnego z Kościołem rzymskokatolickim. Jak podaje Associated Press, państwa należące do Organizacji Konferencji Islamskiej (w jednym z nich właśnie przebywam) mają ochotę "przepchnąć" przez Organizację Narodów Zjednoczonych projekt prawa zakazującego "znieważania religii". Co ciekawe, głównymi stronami lobbującymi w ONZ za takim rozwiązaniem są Algieria i Pakistan. Obydwa państwa mają rządy, które trudno uznać za radykalnie islamskie, obydwa też zmagają się z problemem muzułmańskiego ekstremizmu (i terroryzmu). Jak widać, rządy te stać na minimum kulturowej solidarności – między sobą i ze społeczeństwem – i manifestację przywiązania do własnej tradycji.
Przeciwieństwo Europy Zachodniej, która chce wyrzucać krzyże ze szkół.
Sto lat temu Republika Francuska robiła wiele, by raz na zawsze zniszczyć pozycję Kościoła. U siebie. Ale na zewnątrz – w koloniach – nie walczyła z misjami katolickimi, nie "eksportowała" swojego laicyzmu. Uważano bowiem, że europeizacja Afrykańczyków czy Azjatów bez "zachodniej" religii nie jest możliwa. Minęło sto lat i proszę: mamy na forum międzynarodowym prężną organizację muzułmańską, a państwa członkowskie to w większości dawne europejskie kolonie. Nie ma natomiast żadnej "Organizacji Państw Chrześcijańskich". I choć czasem - jak w wypadku afgańskiego konwertyty parę lat temu - ktoś się odzywa w obronie prześladowanych chrześcijan, mówi się zawsze o uniwersalnej wolności religijnej. Poniekąd słusznie, jeśli szukamy idei akceptowalnych dla ludzi różnych wyznań i światopoglądów. Ale czy gdziekolwiek na świecie istnieje jeszcze "chrześcijańska tożsamość"?
A jak na Zgromadzeniu Ogólnym zagłosowałaby Polska? Jakiej decyzji chcieliby Polacy, zwłaszcza ci religijni? Kiedy parę lat temu w Danii, a potem w innych krajach, opublikowano tzw. "karykatury Mahometa" (w istocie były to rysunki satyryczne, nie karykatury, bo trudno karykaturować osobę, której wyglądu się nie zna), najpierw "Rzepa" w przypływie liberalnej świadomości nieśmiało pokazała kilka z nich. Potem, w przypływie odpowiedzialności za los polskich żołnierzy w Iraku, pospieszył z przeprosinami premier Marcinkiewicz. A zachodni politycy usiłowali w tym czasie wytłumaczyć muzułmanom, co to jest wolność słowa i dlaczego nie mogą prześladować prywatnych mediów za obrazę proroka islamu. Jak miał postąpić szef rządu kraju, w którym karze się za obrazę uczuć religijnych?
Walka o definicję praw człowieka trwa. Obie strony mają swoje racje i mocne (przynajmniej we własnym mniemaniu) argumenty. Czy Polska wie, po której jest stronie?


Komentarze
Pokaż komentarze