Poczytałem sobie trochę i posłuchałem (w internecie) o najnowszej książce George’a Friedmana Prognoza na XXI wiek. Może nawet ją kupię po powrocie do Polski... Wydaje mi się, że spojrzenie autora jest zbyt, że tak powiem, państwocentryczne. Postrzega on globalną politykę niemal wyłącznie jako pole rozgrywek między państwami – i w znacznym stopniu ma rację. Ale nie wolno zapominać o ideologiach.
Tzw. „koniec ideologii” jest bzdurą, wystarczy się rozejrzeć wokół, by zobaczyć, jak świetnie ideologie się mają i jak łatwo o ideologiczną „pomroczność jasną”. Spójrzmy chociażby na globalną „obamomanię”. Miłość do prezydenta USA, najlepiej ucieleśniona w przyznanej mu za darmo pokojowej nagrodzie Nobla, stała się środkiem wyrazu nienawiści do tego, co kojarzy się z „tradycyjną” Ameryką: kapitalizmu, konserwatywnego chrześcijaństwa czy prowadzenia wojny z talibami. Jak napisał – ironizując na temat swojego kraju – turecki felietonista: Turks view the United States as the most dangerous threat to world peace, and its president as the most trusted leader.
Jeżeli to dla kogoś za daleko, wystarczy poszukać u siebie. Najdziwniejsza w tym wszystkim jest rola części mediów – pisze o aferze hazardowej Paweł Lisicki – które jakby znudzone dociekaniem tego, kto krył się za plecami Mira, Rycha i Zbycha – warto zauważyć, że panowie ci całkiem zniknęli z afery – ochoczo rzucają się na każdy trop podrzucony im przez PO. Dlaczego? Ideologia.
Wiek XXI będzie kolejnym wiekiem ideologii. Przypuszczam, że będzie to starcie „Ameryki” z „islamem”. Ameryki rozumianej jako way of life a tym samym będącej propozycją dla całego świata, z podobnie rozumianym islamem. Islamscy fundamentaliści postrzegają islam nie tylko jako religię, ale także jako odrębną kulturę i samowystarczalny system społeczny. To także way of life, alternatywna wobec amerykańskiej. Główna słabość takiego „islamu” to fakt, że może być atrakcyjna wyłącznie dla muzułmanów. Najmocniejszy punkt – to fakt, że tychże muzułmanów przybywa w rozwiniętej gospodarczo Europie.
Właśnie Europa może być w przyszłości głównym polem walki między „Ameryką” a „islamem”. Oczywiście, w Europie nie będzie się mówiło o „Ameryce”, tylko o demokracji, prawach człowieka, prawach kobiet i wreszcie wolności religijnej – choć tę pod znakiem zapytania mogą postawić kolejne zakazy budowania minaretów, na wzór szwajcarski.
Co do prognoz dotyczących przyszłych mocarstw, właśnie absurdalny z pozoru pomysł „polskiego mocarstwa” wydaje mi się bardzo realistyczny. Zagrozić jego realizacji mogą tylko dwa czynniki: 1) autentyczna demokratyzacja Rosji, 2) centralizacja kontroli nad siłami zbrojnymi w ramach Unii Europejskiej.
W pierwszym przypadku, Stany Zjednoczone przestałyby potrzebować Polski jako sojusznika, gdyby Rosja trwale i w wiarygodny sposób wyrzekła się pretensji do sowieckiej strefy wpływów. Wydaje się to jednak nieprawdopodone. W drugim przypadku, gdyby „armia UE” (jednolita struktura bądź też armie narodowe pod kontrolą ponadnarodowych organów) miała się zająć obroną naszego terytorium, Amerykanie nie mieliby wyboru – musieliby postawić wszystko na jedną, unijną kartę. Jednak powstanie rzeczywistej unii militarnej w ciągu najbliższych czterdziestu lat wydaje się nierealne.


Komentarze
Pokaż komentarze