Do tekstu Igora Janke trzeba dopisać posłowie:
Kancelaria Prezydenta ogłasza, że Lech Kaczyński leci do Gruzji. Minister Sikorski ogłasza, że nic o tym nie wie i z góry określa taką podróż jako autorski pomysł, który może wciągnąć Polskę w ten konflikt. Pojawia się informacja, że misja Kaczyńskiego została uzgodniona z G. W. Bushem i że wezmą w niej udział także prezydenci Litwy i Ukrainy oraz premierzy Estonii i Łotwy.
Jednak, według źródeł w Kancelarii Prezydenta, Kancelaria Premiera nie chce udostępnić prezydentowi rządowego samolotu, którym Lech Kaczyński miałby udać się do Gruzji. Podobno D. Tusk nie chciał spotkać się z prezydentem, aby omówić sprawy związane z tą podróżą.
Podsumujmy. Głowa państwa samodzielnie, bez konsultacji z rządem decyduje o poważnym posunięciu w polityce zagranicznej. Premier odmawia koniecznego wsparcia, bo boi się zbyt wysokich "słupków" konkurenta (do przyszłej prezydentury), gdyby ten pokazał się na świecie jako człowiek odważny, jeden z europejskich leaderów. Kancelaria Prezydenta bez żenady puszcza przeciek do mediów...
Był taki mądry, starożytny wynalazek: zakaz reelekcji. Nie jako kara za złamanie norm, lecz - jako norma. W nowoczesnej demokracji wykorzystano go w postaci szczątkowej (np. tylko 2 kadencje - w ogóle lub z rzędu), i tak nie stosując go np. do członków zgromadzeń parlamentarnych. I to był fatalny błąd. Kto wie, czy Polakom nie przyjdzie kiedyś zapłacić za ten błąd upadkiem państwa. Kolejnym.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)