Sporo, sporo pisze się ostatnio o rosyjskich agentach wpływu i ich roli w trakcie konfliktu rosyjsko-gruzińskiego. A mnie tam najbardziej poruszył Marek Borowski, wskazujący po podpisaniu umowy Rice-Sikorski o tarczy, że jedynym "państwem zbójeckim", do którego utemperowania mogłyby posłużyć instalacje w Polsce, jest Iran. I że Amerykanie powinni poszukać bardziej pokojowych środków rozwiązywania swoich sporów z tym państwem. Czy jakoś tak. Poputczików, względnie agentów moskiewskich z "tamtej strony" mogliśmy się spodziewać... ale irańskich?!
Okazuje się jednak, że ekspertami w pozyskiwaniu przyjaciół we wrażym obozie są - i długo chyba pozostaną - Chińczycy. Wszystkim Czytelnikom polecam serdecznie ciekawy wywiad ze Stevenem W. Mosherem, autorem Hegemona. Oto fragment:
"Są państewka, które mają 10 tysięcy mieszkańców, a dostają od Chin miliardy dolarów. Chińczycy budują im stadiony, domy i drogi. Uzależniają je od siebie".
A teraz Konrad Godlewski: Według ministra Drzewieckiego, Chińczycy mają nam o połowę taniej wybudować stadiony na Euro 2012. Dzięki nim, zaoszczędzimy wiele juanów (podkreślenie Autora). Ups, przepraszam, pomyłka. Przecież nie jesteśmy "państewkiem, które ma 10 tysięcy mieszkańców", więc to nas nie dotyczy. Poza tym, to nieprawdopodobne, żeby państwo członkowskie UE, i to całkiem pokaźnej wielkości, uzależniło się od ChRL i sprzedało jej swój głos w ONZ. Jedźmy dalej:
"To nie dotyczy zresztą tylko państw. W USA jest wielu ekspertów od Chin, którzy pracują jako konsultanci tamtejszych przedsiębiorstw. Mają ekskluzywne apartamenty w Pekinie, są zapraszani przez rząd Chin na konferencje i atrakcyjne wycieczki. Jak zapraszają ich na poczęstunek, to nie na herbatę, ale na ucztę z 12 dań. Ci ludzie nie krytykują Chin, bo boją się, że wszystko to stracą. Zostali kupieni".
W Krakowie i Poznaniu powstały już Instytuty Konfucjusza. Nie obawiam się oczywiście, że wokół takich placówek skupią się milionowe chińskie granty i dotacje. I że jak muchy zlecą się do nich badacze spragnieni promowania w ojczyźnie kultury Państwa Środka, którzy o totalitarnym mocarstwie będą mówić w samych (lub prawie samych) superlatywach. Takie lęki godziłyby w dobre imię wspólnoty akademickiej, podważając autorytet osób zasłużenie się nim cieszących. Nawet gdyby w naszych mediach zaroiło się nagle od prochińskich komentarzy ekspertów, rzucać takie kalumnie mógłby tylko człowiek tkwiący w zgniliźnie rynsztoka, człowiek o moralności alfonsa, człowiek poniżej pewnego poziomu, zapewne głosujący na PiS.


Komentarze
Pokaż komentarze