Niedaleko Pałacu Kultury siedzą sobie dwaj żule i piją wino. Nagle patrzą - a tu leci facet na motolotni. Leci, leci i łup! w ścianę Pałacu. Na to jeden żul mówi do drugiego:
- Widzisz, Józek? Mówiłem ci: jaki kraj, taki atak terrorystów!
Ten dowcip przypomniał mi się po tym, jak prezydent Miedwiediew oznajmił, że "8 sierpnia w Osetii Południowej był dla Rosji tym, czym dla USA 11 września 2001 roku". Rozumiem więc, że dla Rosji Micheil Saakaszwili to jej własny Usama Bin Laden, Gruzja to Afganistan rządzony przez talibów a "ochotnicy" z terenów Federacji Rosyjskiej to odpowiednicy amerykańskich sojuszników (np. Polaków), względnie military contractors. Eduard Kokojty to taki Hamid Karzaj, tylko w mniej egzotycznym stroju. Rosyjscy mirotworcy nie odpuszczają i ścigają terrorystów nawet w kiblu, demolując pół Gruzji. Cóż, jaki kraj, taka wojna z terroryzmem.
Podobno Rosja ma święte i przyrodzone prawo - ba, nawet obowiązek! - bronić swoich rosyjskojęzycznych rodaków wszędzie, gdzie mieszkają. Jeżeli nie może bronić, oczywistym jest, że sięgnie po środki odwetowe, dobrane wyłącznie według własnego uznania. Polityka, którą obserwowaliśmy po napadzie na dzieci rosyjskich dyplomatów, dziś przybiera kształt oficjalnie głoszonej doktryny. Pytanie: co zrobiłby nasz północny sąsiad, gdyby jakiś rosyjski turysta - czego mu oczywiście nie życzę - został pobity i okradziony w Vanuatu? Wysłałaby na okręcie batalion "ochotników" na Nowe Hebrydy, czy wystarczyłoby dać w zęby komuś z Melanezji?
Być może rozumiem słowa prezydenta zbyt szeroko. Dodał on przecież: "Z tragedii 11 września i innych tragicznych wydarzeń ludzkość wyciągnęła wnioski. Chciałbym, aby świat wyciągnął wnioski także z wydarzeń w Osetii Południowej". Więc pewnie chodziło tylko o efekt psychologiczny straszliwej gruzińskiej agresji. Wstrząśnięta napaścią na Osetię, Rosja wzywa społeczność międzynarodową do powstrzymywania w porę szaleńców, takich jak Bin Laden czy Saakaszwili.
"Jesteśmy zainteresowani stabilnymi relacjami ze wszystkimi sąsiadami. Bez wyjątku. Nawet z tymi, z którymi mamy obecnie niełatwe stosunki - podkreślił [Miedwiediew]. - Każdy kraj, który chce się przyjaźnić z Rosją, może liczyć na odwzajemnienie tej przyjaźni - zadeklarował". To takie proste. Wystarczy tak zaprzyjaźnić się z Rosją, jak czynią to władze nowych państw na mapie Europy - Abchazji i Płd. Osetii - i już można liczyć na ciepłe uczucia Moskwy. Uczucia bezcenne podczas mroźnych zim.
- Widzisz, Józek? Mówiłem ci: jaki kraj, taki atak terrorystów!
Ten dowcip przypomniał mi się po tym, jak prezydent Miedwiediew oznajmił, że "8 sierpnia w Osetii Południowej był dla Rosji tym, czym dla USA 11 września 2001 roku". Rozumiem więc, że dla Rosji Micheil Saakaszwili to jej własny Usama Bin Laden, Gruzja to Afganistan rządzony przez talibów a "ochotnicy" z terenów Federacji Rosyjskiej to odpowiednicy amerykańskich sojuszników (np. Polaków), względnie military contractors. Eduard Kokojty to taki Hamid Karzaj, tylko w mniej egzotycznym stroju. Rosyjscy mirotworcy nie odpuszczają i ścigają terrorystów nawet w kiblu, demolując pół Gruzji. Cóż, jaki kraj, taka wojna z terroryzmem.
Podobno Rosja ma święte i przyrodzone prawo - ba, nawet obowiązek! - bronić swoich rosyjskojęzycznych rodaków wszędzie, gdzie mieszkają. Jeżeli nie może bronić, oczywistym jest, że sięgnie po środki odwetowe, dobrane wyłącznie według własnego uznania. Polityka, którą obserwowaliśmy po napadzie na dzieci rosyjskich dyplomatów, dziś przybiera kształt oficjalnie głoszonej doktryny. Pytanie: co zrobiłby nasz północny sąsiad, gdyby jakiś rosyjski turysta - czego mu oczywiście nie życzę - został pobity i okradziony w Vanuatu? Wysłałaby na okręcie batalion "ochotników" na Nowe Hebrydy, czy wystarczyłoby dać w zęby komuś z Melanezji?
Być może rozumiem słowa prezydenta zbyt szeroko. Dodał on przecież: "Z tragedii 11 września i innych tragicznych wydarzeń ludzkość wyciągnęła wnioski. Chciałbym, aby świat wyciągnął wnioski także z wydarzeń w Osetii Południowej". Więc pewnie chodziło tylko o efekt psychologiczny straszliwej gruzińskiej agresji. Wstrząśnięta napaścią na Osetię, Rosja wzywa społeczność międzynarodową do powstrzymywania w porę szaleńców, takich jak Bin Laden czy Saakaszwili.
"Jesteśmy zainteresowani stabilnymi relacjami ze wszystkimi sąsiadami. Bez wyjątku. Nawet z tymi, z którymi mamy obecnie niełatwe stosunki - podkreślił [Miedwiediew]. - Każdy kraj, który chce się przyjaźnić z Rosją, może liczyć na odwzajemnienie tej przyjaźni - zadeklarował". To takie proste. Wystarczy tak zaprzyjaźnić się z Rosją, jak czynią to władze nowych państw na mapie Europy - Abchazji i Płd. Osetii - i już można liczyć na ciepłe uczucia Moskwy. Uczucia bezcenne podczas mroźnych zim.


Komentarze
Pokaż komentarze