Ghural Ghural
65
BLOG

Czołem o ziemię i wynocha na zmywak

Ghural Ghural Polityka Obserwuj notkę 5

Na początku, jako urodzony asekurant, muszę się zaasekurować. Oświadczam więc, że nie uważam się za lepszego od nikogo ze starszych tylko dlatego, że jestem młodszy. Mam przynajmniej minimum szacunku dla siwych włosów; nie jestem głosicielem rozpanoszonego kultu boga Fitnessa i bogini Viagry, choćby dlatego, że moja fizyczność nie daje mi podstaw do odgrywania roli supermana. Będąc studentem, aktualnie na utrzymaniu Rodziców, nie widzę w tym powodu do wynoszenia się ponad dojrzałych mężczyzn, ojców utrzymujących rodziny, również tych, którzy pracują lub pracowali w stoczni. Nie wyznaję lewackiej ideologii „wojny pokoleń” jako „nowej walki klas” i nie słucham dzikiej muzyki, by pokazać, jaki jestem zbuntowany. Ponadto wszystkim, których odwadze coś zawdzięczam, jestem wdzięczny.

Kiedy jednak czuję się zaatakowany jako człowiek swojego pokolenia, bo ktoś po tym pokoleniu bezmyślnie (albo, o zgrozo, z premedytacją) „jeździ”, zaczynam kąsać, bo uważam, że mi wolno. Nawet nie potrzebuję samousprawiedliwienia, że niby nie mam wyboru. Mam, ale będę kąsał.

Pojawił się Zyzak. Każdy powinien się opowiedzieć: za lub przeciw Zyzakowi. Więc opowiedział się też Mirnal w notce pt. Magiel imienia Zyzaka, czyli plecenie zyzaków. Gdybyż po prostu „zjechał” Pawła Zyzaka jako oszusta, który manipuluje źródłami albo partacza, który nie umie ich wykorzystywać. Ale – nie! Mirnal ma pretensje, że dwudziestoczterolatka nazywa się historykiem.

Zyzak ma 24 lata i jest... historykiem. To brzmi jak żart. Równie dobrze można byłoby innego młodzika nazywać generałem albo profesorem. W takim wieku można być muzykiem, poetą, aktorem i w ogólności – artystą, zatem umówmy się, że Zyzak jest artystą historykiem, czeladnikiem historykiem, ale przecież jeszcze nie historykiem! Później mamy m. in. efektowne porównanie do młodocianych piratów drogowych. Problem w tym, że tych ostatnich – nawet, jeśli są sprawcami wypadków – nie przestajemy nazywać kierowcami. Inaczej trudno byłoby im przypisywać jakąś odpowiedzialność. Ale z historykami ma być inaczej. Młody historyk? Miał parę latek, kiedy szliśmy na wybory 4 czerwca 1989? Przecież to gorzkie żarty ze wszystkich, którzy zmagali się z życiem w komunie i bezczelna obelga rzucona w twarze Polaków walczących z ówczesnym systemem! Tak, starsze pokolenie – wszyscy, jak jeden mąż, bojownicy o wolność – nie może pozwalać gówniarzom na takie kpiny. W Polsce Michnika, Wałęsy i Mirnala trzeba mieć minimum pięć „dych” na karku, żeby zabierać głos na temat Dziejów Narodowych. I, najlepiej, magisterkę obronioną na kierunku humanistycznym przed Rokiem-Owym Tysiąc Dziewięćset Osiemdziesiątym Dziewiątym.

Może trzeba więc wyjaśnić, że P. Zyzak historykiem JEST, jest bowiem magistrem historii – i tylko magistrem. Nie trzeba być Kubicą, żeby nazywać się kierowcą. Nie trzeba być profesorem-doktorem-habilitowanym, żeby napisać książkę o przeszłości, nazywaną książką historyczną. Wolno, nawet należy od magistra wymagać – choć może nie tyle, ile od profesora.

Równie dobrze folksdojczów mógłby krytykować dzisiejszy chłopaczek, który pracuje i mieszka w Niemczech pośród swoich serdecznych niemieckich przyjaciół; taki młodzian nie ma żadnego wkładu w rozwój Polski [...] a feruje wyroki – jacy to oni byli sprzedajni podczas okupacji. Otóż na folksdojczów wyrok wydali starsi, którzy uczyli młodzież po wojnie, jakie to podłe – być folksdojczem! Gdyby zaś „chłopaczek” zechciał zostać historykiem (ale to przecież niemożliwe, bo za młody!), to by się w trakcie studiów albo pisania pracy magisterskiej dowiedział, że i folksdojcze byli różni, że tu ciężko było się na folkslistę załapać, a tam wpisywali na nią, kogo popadło...

Świeżo upieczony magister historii pisze zatem książkę o naszym nobliście... Ma dostęp do archiwów i w parę miesięcy kseruje dokumenty, przy których pozyskaniu nie ryzykował utratą nawet paznokcia. I zapewne z tego powodu, że jest świeżo upieczony i nie ryzykował, nie wolno mu interpretować tych dokumentów? A może nie wolno kserować? (Kserowanie to być może też zarzut: myśmy pisali przez kalkę, na maszynie, a gówniarz sobie kseruje!) Może czytać też nie wolno? Widzicie, niby wszystko jest dla ludzi, ale też wszystko zależy od wieku. Jeśli jeszcze ktoś czyta książki o Indianach, to wie, że młodzi skaczą sobie do oczu podczas narady w wigwamie[...], natomiast na koniec – kiedy przychodzi do chłodnej oceny sytuacji – głos zabiera senior rodu, plemienny nestor, który podczas pyskówek nie brał czynnego udziału, jedynie w zadumie wsłuchiwał się w rozmaite głosy młodzieńczych a gorących głów [...], zafrasował się, pyknął z fai i w paru zdaniach podejmował decyzje […]. Badanie historii w demokratycznym państwie ma właśnie tak wyglądać: smarkacze mogą sobie anonimowo popyskować na forum, ale poważne wypowiedzi zarezerwowane są dla „plemiennego nestora”. Takiego nikt nie wybiera, nikt też go nie zweryfikuje – przecież od wszystkich jest starszy, więc nie wypada. Ku czci pana Mirnala proponuję to nazwać wigwamizacją nauki.

Sądzę, że słyszę tutaj nutę, która nie jest mi obca. Zaznaczam, że dla mnie brzmi ona złowrogo. Ponieważ część starszego pokolenia tak myśli o młodszych Polakach. Przynajmniej czasami. (Interpretuję tylko – miejmy nadzieję, że błędnie! – zasłyszane, prywatne wypowiedzi.) Ponieważ nie chodzi tylko o historię, chociaż i to słyszałem: „Ha, ha! 'Stan wojenny – pamiętamy'! A co oni mogą pamiętać! Jeszcze ich na świecie nie było!” W naszym kraju „gówniarzem” można nazwać nawet trzydziestolatka, któremu udało się dostać na kierownicze stanowisko, a podlegający mu portier jest w wieku emerytalnym. Czy taka podległość służbowa jest niesprawiedliwa, upokarzająca?

Cóż, też mi nie jest miło, gdy widzę przy kasie w supermarkecie ludzi po pięćdziesiątce, którzy pewnie pół życia uczciwie przepracowali, a teraz chwytają się brzytwy, żeby nie wylądować na bruku. Ale to jeszcze nie powód, żeby formułować hasła na poziomie „wasze ulice, nasze kamienice”. A mam dziwne wrażenie, że część pokolenia naszych Rodziców chętnie przeznaczyłaby nas – urodzonych w latach 80. – do kiepsko płatnych prac fizycznych, bylebyśmy tylko z tej Anglii czy Irlandii pieniądze przysyłali. (Zastrzeżenie: nikt tego nie zrobi SWOIM dzieciom.) Starsi po to całe życie harowali, żeby mieć kasę i pozycję, a nie odstępować je gówniarzom! Dużą winę mają kolorowe pisma i tabloidy – pokazują kariery młodych ludzi, którzy sobie na to nie zasługują […]; poczytał taki Zyzak o Dodzie i proszę, jak się rozzuchwalił...

Niech się dzieciarnia szacunku uczy. Niech pamięta, że niemal wszystko zawdzięcza Wałęsie i „Solidarności”. Niech bije czołem przed najbardziej rozpoznawalnym w świecie żyjącym rodakiem. Jak młodzi pójdą spać, to starsi chętnie rozpoczną „długie nocne Polaków rozmowy” o tym, jacy to debile nami rządzą; no, ale do udziału w takich dyskusjach trzeba dorosnąć.

 

Tylko pamiętajcie, Plemienni Nestorzy. Mamy ujemny przyrost naturalny. Szkoła, telewizja i „Gazeta Wyborcza” mogą nauczyć młode pokolenie, że za samą działalność w „Solidarności” należą się dziś stołki w wysokich gabinetach (bo „myśmy walczyli”). Ale kiedy pojawią się pustki w lodówkach, bo każdy pracujący będzie miał na utrzymaniu dwóch emerytów, to społeczeństwo zacznie zadawać pytania. Nie wszystkie z nich, o, Nestorzy, chcielibyście usłyszeć.

 

PS. Tęsknię za „Polską Wildsteina” – taką, w której dociekać prawdy wolno każdemu, nie tylko kolesiom zatwierdzonym przez towarzystwo.

Ghural
O mnie Ghural

Jaki jestem? Pewnie trochę dziwny. Miotam się między anarchizmem a reakcjonizmem.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka