Dlaczego?
Otóż wszystkie denominacje ewangelikalne są do siebie podobne, różnią się oczywiście w wielu sprawach, ale generalnie tak wykładnia prawd wiary, jak i typ reprezentowanej przez nie duchowości są identyczne. Tak więc mówienie, że nie liczy się denominacja, bo wśród zbawionych będą baptyści, zielonoświątkowcy i inni, jest rochę bałamutne, gdyż faktycznie, są to różne związki wyznaniowe, ale należące do tego samego nurtu chrześcijaństwa. Różnica między nabożeństwem baptystycznym i zielonoświątkowym jest zapewne mniejsza niż pomiędzy NOMem a Tridentiną.
Zarzucacie nam, że uważamy nasz Kościół za jedyny prawdziwy Kościół, a jednocześnie sami uważacie się za jedynych prawdziwych chrześcijan! Bardzo często, choćby na tym forum, słowo „chrześcijanin” używane jest w bardzo wąskim znaczeniu – jako synonim ewangelikalnego protestanta. Np. zwrot „polemiki pomiędzy chrześcijanami a katolikami”. Wniosek z tego taki, że dla osób wypowiadających się w ten sposób chrześcijanami są wyłącznie ewangelikalni, zaś katolicy, prawosławni, czy nawet ewangelicy – już nie.
A co do tego, że może być zbawiony katolik – jak często piszecie -, to przecież prawie od razu dodajecie, że jeśli „narodzi się na nowo”, to długo katolikiem nie zostanie. Ewentualnie jeśli z jakichś dziwnych przyczyn zostanie formalnie w Kościele katolickim, ale odrzuci większość jego nauk (przestając de facto być katolikiem) i zacznie praktykować duchowość ewangelikalną – o, to taki katolik waszym zdaniem może zostać zbawiony.
Czyli:
Zarzucacie nam, że uważamy iż nasze wyznanie jest jedyną drogą do Jezusa. Jednocześnie uważacie, że jedyną drogą do Jezusa jest wyznawanie go w taki sposób, jak czynią to wspólnoty ewangelikalne – które w sensie formalnym składają się z bardzo wielu denominacji i niezależnych zborów, ale de facto można uznać cały ten nurt za jedno wyznanie.
Zarzucacie nam, że uważamy Kościół katolicki za jedyny prawdziwy Kościół. Jednocześnie za jedynych prawdziwych chrześcijan uważacie tych, którzy praktykują taką duchowość, jaka reprezentowana jest w ewangelikalizmie.
Uważacie, że katolik może być zbawiony – ale pod warunkiem, że przestanie być katolikiem i stanie się ewangelikalnym – choć niekoniecznie formalnie.
Sami formułujecie wobec nas zarzuty o „wiarę w jedynozbawczość” czy też rzekomą „pychę wyznaniową” – a zachowujecie się dokładnie tak samo!
I ja bynajmniej nie mam o to pretensji. Wręcz przeciwnie, uważam, że musimy wierzyć w jedynozbawczość naszych wyznań, bo inaczej nie byłoby najmniejszego sensu, by być akurat protestantem czy też akurat katolikiem. Tylko wolałbym, żeby mi to ktoś uczciwie przyznał.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)