Jak Polska może zareagować na ultimatum Brukseli?
Reinhard Veser
20.07.2021, 19:56
Prawicowy rząd w Warszawie nie jest jeszcze pewny, jak postępować z orzeczeniem ETS w sprawie organu dyscyplinarnego. Z jednej strony istnieje ryzyko utraty twarzy, z drugiej strony istnieje ryzyko wysokich kar.
Organ dyscyplinarny Sądu Najwyższego w Polsce powinien spotkać się w poniedziałek. Byłaby to pierwsza rozprawa po orzeczeniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (ETS) z czwartku zeszłego tygodnia, w którym stwierdził, że polski system dyscyplinarny dla sędziów jest niezgodny z prawem UE. Ale spotkanie zostało przełożone na koniec września - oficjalnie ze względów formalnych.
W polskich mediach mówi się jednak, że w rzeczywistości sędziowie nie wiedzą, jak się zachować w obliczu wniosku ETS o natychmiastowe wstrzymanie pracy tej izby. Prezes Sądu Najwyższego zapowiedział w zeszłym tygodniu, że Izba będzie orzekać ponownie. Powołała się na polski Trybunał Konstytucyjny, który dzień przed wyrokiem ETS uznał za niekonstytucyjny jakikolwiek wpływ sędziów europejskich na funkcjonowanie polskich sądów.
Drogi kurs konfrontacji dla Polaków
Nie tylko postawa sędziów Sądu Najwyższego jest sprzeczna sama w sobie. Nawet prawicowy rząd w Warszawie najwyraźniej nie jest jeszcze pewien, jak zareagować na orzeczenie ETS. To postawiło go w trudnej sytuacji. Z jednej strony, po wielu mocnych słowach, jakie wypowiedział w sporze o tzw. reformę sądownictwa wobec Komisji Europejskiej i ETS, z trudem może się wycofać bez utraty twarzy. Z drugiej strony, grozi zapłacenie kar, jeśli polski rząd nie wykona wyroku ETS w ciągu miesiąca, Komisja Europejska dała do zrozumienia, że konfrontacyjny kurs w tej sprawie może być dla Polski bardzo kosztowny.
A grzywny mogą być tylko wstępem do znacznie surowszych sankcji finansowych. Podobnie jak w przypadku Węgier, Komisja Europejska może czasowo wstrzymać wypłatę środków z funduszu odbudowy po pandemii ze względu na wątpliwości dotyczące kontroli praworządności; a jeśli ETS zatwierdzi nowy mechanizm praworządności jesienią, co uważa się za prawdopodobne, będzie miał nawet możliwość wycofania znacznych środków dla Polski.
Polska jest jednym z największych beneficjentów Funduszu Odbudowy Korony. Przysługujące z tego miliardy są warunkiem koniecznym do realizacji ogłoszonego przez rząd w maju pakietu szerokich świadczeń socjalnych pod nazwą „Polski Ład”. Mają zapewnić „Zjednoczonej Prawicy” pod przywództwem „Prawa i Sprawiedliwości” (PiS) zwycięstwo w wyborach parlamentarnych w 2023 roku. W tym samym czasie rozdarty intrygami i sprzecznościami merytorycznymi obóz rządowy miał się ponownie skonsolidować. Od zwycięstwa kandydata PiS Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich rok temu chwieje się od kryzysu do kryzysu i kilkakrotnie jest na skraju załamania.
Twarde skrzydło antyeuropejskie w obozie rządowym
Zaraz po ogłoszeniu w zeszłym tygodniu wyroku ETS w sprawie organu dyscyplinarnego minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro powiedział, że „takie decyzje” nie mają wpływu na Polskę. Ziobro jest przedstawicielem prawicowego, twardego antyeuropejskiego skrzydła w obozie rządowym, który również kategorycznie odrzucił unijny fundusz odbudowy po pandemii jako zagrożenie dla suwerenności Polski. W głosowaniu nad tym w polskim parlamencie rząd był więc zależny od głosów opozycji.
Z wypowiedzi różnych polityków PiS wynika, że wyjściem mogą być szeroko zakrojone zmiany w ustawach regulujących pracę polskich sądów i Sądu Najwyższego. Te nowe regulacje byłyby następnie przedmiotem nowych ocen Komisji Europejskiej i ewentualnie postępowania przed ETS, które znowu – podobnie jak w przypadku izby dyscyplinarnej – mogłoby ciągnąć się ponad dwa lata.
Jednak kolejna możliwa konfrontacja między Polską a UE zbliża się na początku sierpnia. 3 sierpnia, na wniosek premiera Mateusza Morawieckiego, polski Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygnąć, czy traktat UE jest zgodny z polską konstytucją. Nie ma wątpliwości, że to sąd kierował tą decyzją (...)



Komentarze
Pokaż komentarze (2)