37 obserwujących
3038 notek
757k odsłon
  340   0

Inteligencja gdyńska, kim byli ci ludzie? 

Inteligencja gdyńska, kim byli ci ludzie? Jak wyglądała galeria obrazów ich codziennego życia? Niektórzy z nich mogli liczyć na łaskę szczęścia i sprzyjającą aurę. Na dwa dni przed wybuchem wojny, unikając śmierci lub w najlepszym wypadku trudnego, smutnego końca w KL Stutthof, rodzina Filipkowskich wyjeżdża z Gdyni.




"Pamiętam ten widok z okna, z mojego dziecinnego pokoju. Wspaniały widok na Zatokę Gdańską ze szczytu Kamiennej Góry i na cienką linię Helu na horyzoncie. Linię przy której w słoneczny dzień połyskiwały czerwienią dachy Jastarni, Juraty, wieża kościoła. Cały zarys Półwyspu Helskiego. To są widoki niezapomniane."- wspomina Tadeusz Filipkowski- "Pierwsza połowa lat 30-tych dwudziestego stulecia. Gdynia, miasto mojego dzieciństwa. Miasto, które rosło. Rosło jak na drożdżach, które się rozwijało. Przy ulicach sadzono rachityczne drzewka, podparte palikami i wytyczano szlaki przyszłych arterii. Tych arterii, które dzisiaj ocienione są dorodnymi, starymi drzewami. To jest ta Gdynia moich marzeń. Gdynia, która śni mi się do dzisiaj. Z rodzinnego domu na Kamiennej Górze patrzyłem z własnego pokoju codziennie na to molo południowe i na Zatokę.




W Gdyni, moi rodzice znaleźli się na początku 33-go roku. Ówczesny komisarz rządu Rzeczypospolitej sprowadził do Gdyni, mogę to powiedzieć z dumą, wybijającego się wówczas urbanistę w kraju, czyli mojego ojca. Ojciec zdobył pierwsze miejsca w konkursach urbanistycznych na budowę Radomia, na zabudowę Poznania. Był asystentem profesora Tadeusza Tołwińskiego. I stał się jednym z twórców urbanistycznego funkcjonalizmu, czyli powiązania rozwoju miasta z funkcjami jakie to miasto ma pełnić. I zaproponowano mu posadę w Gdyni.




Profesor Wojciech Wenda zbudował najnowocześniejszy port nie tylko na Bałtyku, ale jeden z najnowocześniejszych w świecie. Początkowo miał to być tylko port marynarki wojennej. Potem stwierdzono, że Polska potrzebuje otwartego dostępu do morza, mając te 140 skromne kilometry wybrzeża. Port rozwijał się w sposób planowy. Natomiast miasto rozwijało się niezwykle chaotycznie. Praktycznie bez planu. Gdynia była wówczas niewielkim kąpieliskiem. W 26-tym roku otrzymała prawa miejskie. Gdynia mogła zaoferować ludziom jedno – pracę. Pracę na miarę ambicji ale i potrzeb ludzi. Pamiętajmy - Polska była krajem niezwykle ubogim. Szalało bezrobocie. Ciągnęli ludzie do Gdyni, bo tam była praca. Powstawały całe kolonie robotnicze, często złożone z bieda-domków w Chyloni, w Grabówku. Czasami to przypominało klasyczne slumsy. Zaszła potrzeba porządkowania tego.




Ojcu powierzono zadanie porządkowania urbanistycznego miasta. Pracownia projektów miasta Gdyni. Ci ludzie tworzyli obraz nowej Gdyni. Proszę zwrócić uwagę, to są wszystko młodzi, trzydziesto... trzydziestoparoletni ludzie. Mój ojciec miał 37 lat. To byli jego rówieśnicy na ogół, działający z wielkim entuzjazmem, przygotowani zawodowo do tego zadania, mający szczęście. Mogący zaspokoić swoje ambicje twórcze. Każdy, kto budował Gdynię, był z tego dumny. Ja buduję Gdynię. Najmłodsze, najpiękniejsze miasto Polski. Ten zespół stworzył plany naprawdę niezwykle ambitne. Zaprojektowano z udziałem ojca miasto na 250 tysięcy mieszkańców. Tyle właśnie dzisiaj Gdynia liczy. Molo południowe też jest dziełem właśnie tego zespołu. Jedyna polska ulica, która wybiega w morze.




Kim byli ci ludzie i twórcy. Ojciec był żołnierzem Legionów marszałka Piłsudskiego. To było pokolenie, które wywalczyło wolność Rzeczypospolitej. Niesłychana ambicja i duma z tego, że tworzy się wizytówka Polski. Że udowodniamy, że ta biedna, powstała z trzech zlepków Polska, może tworzyć rzeczy nowoczesne. Rzeczy zdumiewające i zadziwiające. Chodziłem do przedszkola. Codziennie rano z Kamiennej Góry podwoził mnie ojciec samochodem pod budynek komisariatu rządu. Podprowadzał przez . jezdnię ulicy Świętojańskiej do przedszkola, które mieściło się naprzeciwko komisariatu rządu. Zostawiał mnie tam i szedł do pracy. I kiedyś zdarzyło się, że przedszkole nie było czynne. Wyszedłem i odbyłem swój pierwszy w życiu samodzielny spacer po Gdyni. Miałem chyba wtedy około czterech lat. Przeszedłem przez prawie całe miasto, aż po Kamienną Górę. Pomnik Sienkiewicza na Kamiennej Górze. W Dniu Święta Morza jednostki marynarki wojennej ustawiały się zawsze na redzie portu. I był to przegląd całej polskiej floty wojennej. Znałem nazwy wszystkich jednostek. Od małych aż po duże kontrtorpedowce – Wicher, Burza, czy najnowocześniejszy niszczyciel „Błyskawica”, „Grom”. Łodzie podwodne, jeden z najnowocześniejszych wówczas w Europie – „Orzeł”. W lecie, przed.. dosłownie oknami naszego domu, w zatoce ustawiał się Dar Pomorza. I tam ćwiczył młody rocznik przyszłych marynarzy, czyli miałem całą lekcję wychowania marynarskiego przed własnym wzrokiem. Ojciec nie pracował ośmiu godzin, tylko znacznie więcej. Ale niedziele starał się zawsze poświęcać rodzinie. Orłowo było najpopularniejszym kąpieliskiem w okresie 20-lecia. Pełna, człowiek obok człowieka, krótkie, drewniane molo i nieodłączny niedźwiedź. Do obowiązków letników należało robienie sobie z nim zdjęcia.

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura