Paweł Łęski Paweł Łęski
85
BLOG

Październik. Polesie. Mikaszewicze. 1919 rok

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 0

Październik. Polesie. Mikaszewicze. 1919 rok


Stacja kolejowa w niczym nie przypomina granicy państwa. To koniec świata. Drewniany dworzec, dwa rozmiękłe perony, magazyn torfu, bagno które wsysa podkłady kolejowe i parowóz stojący w mgle jakby od zawsze. Przed wojną - węzeł. Teraz - dziura między dwiema armiami, gdzie nie obowiązują mapy.


Oficjalnie Mikaszewicze to punkt wymiany jeńców i poczty. Nieoficjalnie - jedyne miejsce, gdzie Warszawa może porozmawiać z Moskwą, żeby nikt w Paryżu, Londynie i we własnym Sejmie się nie dowiedział.


Kpt. Ignacy Boerner, legionista, osobisty wysłannik Naczelnika, wysiada z wagonu 2 klasy z jedną walizką. W walizce nie ma dokumentów. Cały rozkaz Piłsudskiego ma w głowie. I to go doprowadza do szału.


Rozkaz brzmi tak:

Powiedz Marchlewskiemu, że Polska nie pójdzie za Berezynę. Nie teraz.

Ma to usłyszeć Julian Marchlewski - polski szlachcic, komunista, człowiek Lenina, który przyjedzie z drugiej strony drutów drezyną z Łunińca. Ma uwierzyć, że Piłsudski zostawi bolszewikom oddech.


Ale Boerner wie, że oddech oznacza wyrok śmierci dla kogoś innego. W tym samym momencie na południu Armia Czerwona bije się z Denikinem. Białym generałem, którego popiera cała Ententa. Jeśli Polacy staną nad Berezyną i nie uderzą - Sowieci będą mogli zdjąć dywizje z frontu polskiego i rzucić je na Denikina. Rozbić go. A potem...


Potem wrócą po nas.


I to jest istota paranoi w Mikaszewiczach.

Bohaterowie w błocie

BOERNER - 44 lata. Socjalista, konspirator, matematyk. Piłsudski mu ufa bezgranicznie. Ale w Mikaszewiczach zaczyna rozumieć, że dostał rozkaz, którego nie można zapisać, nie można wykonać i nie można nie wykonać. Każdy w Warszawie, od Dmowskiego po generała Szeptyckiego, uzna go za zdrajcę, jeśli się wyda.


MARCHLEWSKI - wysłannik Lenina. Łysy, w binoklach, kaszlący od tytoniu. Mówi po polsku lepiej niż Boerner. Przywozi ofertę rozejmu, ale jego prawdziwe zadanie to wybadać: czy Piłsudski blefuje? Lenin nie wierzy Polakom. Uważa, że to podstęp Anglików.


POR. ZALESKI - fikcyjny. 23 lata, z II Oddziału Sztabu Generalnego, tłumacz i szyfrant Boernera. Nasz punkt widzenia. Ma pilnować, czy w polskim patrolu nie ma bolszewickiej wtyczki. I jednocześnie ma pilnować Boernera, bo Oddział II nie ufa socjalistom Piłsudskiego. W kieszeni nosi ulotkę komunistyczną znalezioną w plecaku własnego żołnierza: "Żołnierzu polski, nie idź na Moskwę!".


Wszyscy podsłuchują wszystkich.

Jak wygląda ten thriller?

24 października, dzień pierwszy. Rozmowy zaczynają się nie w sali, a w bydlęcym wagonie odstawionym na bocznicę, dokładnie na linii rozejmowej. W środku stół z desek, dwie lampy naftowe, piecyk który dymi. Na zewnątrz - polscy i bolszewiccy wartownicy stoją plecami do siebie, 20 metrów od siebie, w błocie po kostki.


Marchlewski przychodzi z teczką pełną gazet "Prawda". Boerner przychodzi z niczym. Pierwsze zdanie Boernera, które ma zmienić historię wojny domowej w Rosji:


"Naczelnik Państwa nie wyda rozkazu przekroczenia linii Berezyny."


Marchlewski milczy. Zapisuje ołówkiem. To jest to, na co czekał Kreml. To oznacza, że mogą zdjąć 43 tysiące bagnetów znad Berezyny i rzucić na Orzeł, przeciwko Denikinowi.


Ale Boerner natychmiast dodaje warunki Piłsudskiego. I tu zaczyna się targ jak na bazarze w Łucku:

1. Nie ruszycie Petlury. Ukraina ma zostać buforem. 2. Oddacie Dyneburg Łotyszom. Chcemy mieć Łotwę jako sojusznika na północy, nie was. 3. Koniec z waszą agitacją w moim wojsku. Mam u siebie bolszewików w mundurach i mam ich dość. 

Marchlewski śmieje się. Mówi: "Towarzyszu kapitanie, wy chcecie żebyśmy byli bardziej polskimi patriotami niż wy sami."


Tydzień drugi - paranoja. Porozumienie wisi na włosku. Z Warszawy przychodzi zaszyfrowany radiogram: "Londyn pyta o Mikaszewicze. Zaprzeczajcie." Francuska misja wojskowa w Warszawie już wie. Ktoś z polskiego MSZ puścił farbę.


Zaleski odkrywa, że jeden z kolejarzy na stacji, niejaki Sawicki, codziennie nadaje z prowizorycznej radiostacji w tartaku. Dla kogo? Dla Czeka? Dla II Oddziału? Dla Francuzów?


Marchlewski nagle znika na dwa dni. Wraca przeziębiony, twierdzi że był chory. Ale Zaleski widział ślady błota na jego butach - szedł od strony polskiej. Kto się z nim spotkał w nocy w lesie?


Boerner zaczyna wątpić we wszystko. A co jeśli rozkaz Piłsudskiego to nie geopolityczna szachownica, tylko osobista zemsta? Piłsudski nienawidzi Denikina, bo Denikin to carski generał, który chce Rosji "jednej i niepodzielnej" - czyli z Warszawą jako gubernialnym miastem. Woli Lenina, bo Lenin przynajmniej obiecuje Polsce niepodległość. Ale czy to nie jest obłęd? Ratować bolszewików, żeby pobili białych?


Połowa listopada - finał. Porozumienie zapada bez podpisów. Uścisk dłoni w wagonie. Żadnego papieru. Tak chciał Piłsudski. "Słowo oficera".


Tej samej nocy Sowieci ładują dywizje na wagony i jadą na południe. Trzy tygodnie później Denikin zostaje rozbity pod Woroneżem i Orłem. Biała Rosja upada.


Na peronie w Mikaszewiczach Boerner patrzy na odjeżdżającą drezynę Marchlewskiego. Zaleski podchodzi i mówi: "Panie kapitanie, wygraliśmy czy przegraliśmy?"


Boerner nie odpowiada. Wie, że właśnie kupił Polsce 8 miesięcy. I że za 8 miesięcy ci sami bolszewicy, których dziś uratował, staną nad Wisłą.


Ostatni kadr: Zaleski znajduje w wagonie po Marchlewskim zostawioną gazetę "Prawda". Na marginesie, po polsku, ołówkiem, ktoś napisał: "Dziękujemy. Do zobaczenia w Warszawie."


Mgła nad Łanią zasnuwa tory.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura