Paweł Łęski Paweł Łęski
54
BLOG

SZÓSTY

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 1

SZÓSTY


Londyn, 3 grudnia 1986


Lord Victor Rothschild publikuje w "Timesie" jedno zdanie na własny koszt.


I am not, and never have been, a Soviet agent.


W pokoju 31 w Leconfield House, gdzie MI5 trzyma akta Cambridge, ktoś zakreśla to zdanie czerwonym długopisem i dopisuje ołówkiem: No Trace. W żargonie Służby to znaczy: nic na niego nie mamy. Albo: wyczyściliśmy.


Młodszy oficer, nazwijmy go Ellis, ma 29 lat i ma sprawdzić, dlaczego 20% akt Cambridge Five nadal jest zamkniętych. Dostaje teczkę bez numeru. W środku zdjęcie: trzech młodych mężczyzn w Tring Park. Burgess w szaliku, Blunt z fajką, pośrodku Victor w Bugatti. Na odwrocie data: 1933 i rachunek. £100 za obraz. Poussin. Eliezer i Rebeka.


Ellis jedzie na Bentinck Street 5.


Cambridge, 1933


Nikt nie werbuje na dziedzińcu. Werbuje się w Apostles. To nie jest klub. To pokój bez okien, herbata, Marks czytany na głos, a potem cisza, w której każdy udowadnia, że jest mądrzejszy od imperium.


Victor nie był marksistą. Sam tak mówił: "mildly left-wing". Ale płacił. Za czynsz Burgessa, który pił. Za obrazy Blunta, który nie miał pieniędzy. Za kolacje Philby'ego, który zawsze wiedział, kto awansuje w Foreign Office. 


Victor miał kontakty. Mógł wprowadzić każdego do pokoju, w którym decydowano. Do Menziesa. Do White'a. Do Vansittarta. Sowieci nie potrzebowali, żeby kraść dokumenty. Potrzebowali kogoś, kto otwiera drzwi.


To jest pierwsza wersja paranoi: nie szpieg, tylko odźwierny.


Londyn, 1940


Wojna czyści życiorysy. Victor idzie do MI5. Dostaje B1C - materiały wybuchowe, sabotaż, rozbrajanie niemieckich pułapek z czekoladą i puszek z groszkiem, które wybuchają, gdy je otworzysz. Dostaje Medal Jerzego za to, że sam rozkręca bomby w kuchni na St James's Street.


I jednocześnie jego mieszkanie jest nadal meliną dla Burgessa i Blunta. W aktach jest notatka z podsłuchu z 1942: Blunt mówi: "Victor wie."


Ellis znajduje drugą notatkę, z 1964. Blunt już się przyznał. Pytają go: a Rothschild? Blunt odpowiada: "On dawał mi pieniądze na Poussina. To wszystko." 


I wtedy w teczce jest luka. Strony 44-71 wycięte żyletką. Ktoś zostawił tylko mały, odręczny dopisek na kalce: Because he was in MI5 they learned things from him. This doesn't make him the fifth man, and he wasn't. Podpis: Modin.


Jurij Modin, kontroler Piątki. Człowiek, który po rozpadzie ZSRR miał powiedzieć Perrymu, że piątym był Rothschild, a potem zaprzeczył wszystkiemu, co powiedział Perry'emu.


Ellis rozumie mechanizm. Piątka to nie była liczba. To była nazwa prasowa. Najpierw była Trójka. Potem Czwórka. Potem Golicyn powiedział, że jest Krąg Pięciu, a prasa już miała tytuł gotowy od Greena - Trzeci człowiek. Potrzebowali Piątego. Kiedy znaleźli Cairncrossa, potrzebowali Szóstego, żeby dalej sprzedawać książki.


Rothschild był idealny, bo nigdy nie można było go do końca sprawdzić. Bo był w środku. Bo bywał na Chequers u Heatha i u Thatcher. Bo miał klucz do archiwum MI5 i wchodził, kiedy chciał, długo po emeryturze. Kto kontroluje archiwistę?


Londyn, 1979


Thatcher wychodzi do Izby Gmin i mówi o Bluncie. Dziennikarze krzyczą: a Rothschild? Ona odpowiada suchą formułką prawników: I am advised that we have no evidence that he was ever a Soviet spy.


Ellis w 1986 roku siedzi w archiwum i rozumie, że to zdanie jest prawdziwe na dwa sposoby. Nie ma dowodów, bo ich nie ma. I nie ma dowodów, bo je wycięto.


Ostatnia kartka w teczce bez numeru to nie raport. To zaproszenie. Papier czerpany, herb Tring. Victor prosi na lunch. Czwartek. 1pm. Shell Centre.


Ellis idzie. Stary człowiek w grubych okularach pyta go, czy czytał jego książkę o gąsienicach. Mówi o fotosyntezie. Mówi o tym, jak rozbrajał bombę w Londynie, trzymając ją na kolanach, bo nie było stołu.


Dopiero przy wyjściu mówi: "Wie pan, najciekawsze w Cambridge nie było to, kto był sowieckim agentem. Najciekawsze było to, ilu z nas chciało nim być. A potem przestraszyło się i poszło do MI5. Ja też."


Ellis wraca do Leconfield House. Teczka bez numeru zniknęła z jego biurka. Na jej miejscu leży nowa, z numerem. W środku jedno zdanie wystukane na maszynie:


Piątki nigdy nie było. Był tylko krąg ludzi, którzy wierzyli, że są mądrzejsi od kraju, który ich wychował. A szósty jest potrzebny tylko wtedy, gdy chcesz ukryć, że czwarty i piąty byli przypadkiem.


Na dole ktoś dopisał ołówkiem: No Trace.

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj1 Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Kultura