KRZYWOSĄDÓW. Noc z 6 na 7 października 1945.
Dokładnie 81 lat temu. Tej nocy.
1. Rekwizycja
Mgła od rana trzymała się pól między Gołuchowem a Koźminkiem. O 22:30 szosa na Ostrów była już pusta.
Trzydziestu ludzi kapitana Jana Kempińskiego "Błyska" z Wielkopolskiej Samodzielnej Grupy Ochotniczej "Warta" leżało w rowach. Nie palili. Nie rozmawiali.
Plan był prosty. Samochód z Ostrowa Wielkopolskiego. Trzech PPR-owców wracających z odprawy. Zatrzymać, rozbroić, przesłuchać.
O 23:10 zamiast niego nadjechał PKS. Ciężarowy, plandeka, zapach chleba i słoniny. Kierowca z Katowic do Jarocina, prowiant dla MO. Dokumenty przewozowe podbite pieczątką.
"Błysk" kazał go ściągnąć z szosy. Bez strzału. Kierowcę zamknięto w stodole u sołtysa. Samochód został. Bo przyda się za chwilę.
Na podwórku sołtysa w Krzywosądowie stało już szybkostrzelne działko. Lufa prosto w drogę. W izbie paliła się jedna lampa naftowa. Sztab. Mapa powiatu rozłożona na stole od święta. I cisza tak gęsta, że słychać było muchy.
Sołtys modlił się w kuchni. Wiedział, że od tej nocy nie będzie już sołtysem. Będzie wspólnikiem.
2. Goście
O 1:47 usłyszeli silnik.
Willys? Gazik? Nie, cywilna Warszawa. Światła na krótko. Zwolniła przed zakrętem.
Zatrzymana. Rozbrojeni w trzy sekundy.
I sekretarz KP PPR Franciszek Dziągwa. II sekretarz Stanisław Starosławski. I kartotekarz Florian Stelmaszyk, najmłodszy, z teczką na kolanach.
Teczki nie było. Była pusta torba płócienna na chleb.
Zaprowadzono ich do domu sołtysa. Trzech mężczyzn w za dużych płaszczach, którzy jeszcze godzinę temu wierzyli, że jadą do domu.
3. Trzy godziny
Przesłuchanie trwało trzy godziny. To dużo. Za dużo jak na prostą zasadzkę.
Bo "Błysk" szukał czegoś, czego nie było.
Gdzie są dokumenty?
Jakie dokumenty?
Kompromitujące. Na chłopaków z lasu. Mówiliście na odprawie w Ostrowie, że je wieziecie.
Dziągwa milczał najdłużej. Starosławski pękł pierwszy. Stelmaszyk, kartotekarz, powtarzał tylko jedno nazwisko. Nazwisko, którego nie było na żadnej liście.
I tu zaczyna się paranoja.
Bo w samochodzie PPR-owców nie znaleziono żadnych dokumentów. Ani kartotek, ani list, ani donosów. Tylko legitymacje partyjne i butelka spirytusu.
Więc gdzie one są?
Wersja A: Nigdy ich nie było. To był blef Ostrowa, żeby podnieść rangę komitetu. Kłamstwo, które w tej izbie stało się prawdą.
Wersja B: Już je przekazano. Ktoś inny jechał przed nimi. A oni są tylko przynętą. I wtedy znaczy, że UB już wie o zasadzce w Krzywosądowie. Że działko na podwórku celuje w pustą szosę, a prawdziwa obława idzie lasem.
Wersja C: Ma je Stelmaszyk. Kartotekarz. Chłopak, który cały czas trzyma ręce na brzuchu, jakby chronił coś pod koszulą. A może po prostu boi się, że go zastrzelą pierwszego, bo jest najmniej ważny.
"Błysk" patrzy na swoich trzydziestu ludzi. Trzydziestu ludzi, którzy od roku żyją w strachu, że jeden z nich nosi w kieszeni legitymację PPR. I nagle rozumie, że ta noc nie jest o tych trzech z Ostrowa. Jest o tym, kto z jego własnych ludzi jutro nie wróci na zbiórkę.
4. Droga na Ostrów
Około 4:30 zgaszono lampę.
Nie ma protokołu. Nie ma wyroku na piśmie. Jest tylko rozkaz: wywieźć w kierunku Ostrowa. Przekazać grupie egzekucyjnej.
Samochód PKS, ten z prowiantem z Katowic, wyjeżdża z posesji sołtysa pełny. Kierowca z Katowic dalej siedzi w stodole. Nie widzi, kto jedzie jego wozem.
Mgła zgęstniała. Działko zostaje na podwórku, przykryte słomą. Jakby nigdy go tam nie było.
Dalsze losy pojmanych nie są dokładnie znane.
I to jest najbardziej paranoiczne w tej historii. Nie to, że ich rozstrzelano. Tylko to, że nikt nigdy nie znalazł tej teczki z dokumentami. Ani po stronie PPR, ani po stronie "Warty".
Więc może jechała innym samochodem. Może jedzie do dziś.



Komentarze
Pokaż komentarze