RUCH JUTRA
Nazywa się to Jutro. Nie partia, nie NGO. Ruch.
Pierwsze przykazanie słyszysz już przy wejściu, na muralu w holu:
Żyjemy dla tych, którzy się jeszcze nie narodzili.
Brzmi pięknie. Kto by się kłócił z dziećmi.
Tyle że w środku nie ma dzieci. Nigdy ich nie ma.
Pracujesz dla nich jako copywriter. Piszesz kazania, przepraszam, komunikaty. "Planeta to jedyna katedra." "Każdy oddech ma koszt." "Bądź lekki." Wymyśliłeś hasło: "Miłość to nie zostawiać śladu."
Na cotygodniowych spotkaniach jest liturgia. Najpierw rachunek sumienia węglowego. Wstajesz i mówisz ile zjadłeś mięsa, ile razy leciałeś, czy używałeś klimatyzacji. Potem chór. Potem wizualizacja. Na ekranie pojawiają się Oni. Dzieci Przyszłości. Zawsze piękne, zawsze uśmiechnięte, zawsze w liczbie mnogiej, zawsze rozmyte. Render z AI. Dzieci, które będą wdzięczne, jeśli dziś znikniesz.
I tu zaczyna się paranoja.
Bo na tym samym spotkaniu jest drugi rytuał. Panel antynatalny.
Dziewczyna na scenie, z ogoloną głową, mówi: "Urodzić dziecko w 2026 roku to akt agresji klimatycznej. To 58 ton CO2 rocznie. To gwałt na Matce Ziemi." Wszyscy klaszczą. Najgłośniej te w koszulkach "Childfree for Future".
Zauważyłeś to dopiero gdy twoja siostra zaszła w ciążę.
Przyszła na spotkanie Jutra, dumna, z brzuchem. Myślałeś, że ją przytulą. Bo przecież Jutro kocha dzieci. Te przyszłe.
Zapadła cisza. Taka gęsta, że słychać było wentylację. Potem współczucie. Potem szepty. "Czy ona wie jaki to ślad?" "Czy to było planowane?" "Czy nie mogła adoptować? Chociaż psa?" Jedna z koordynatorek podeszła i pogłaskała ją po ramieniu jak nieuleczalnie chorą. Dała jej ulotkę: "Jak kochać nie rodząc."
Wtedy zrozumiałeś. Oni nie kochają dzieci. Kochają ideę dzieci. Dziecko abstrakcyjne jest czyste, bezwonne, nie płacze, nie zużywa pampersów, nie potrzebuje mieszkania. Można je kochać bez końca i stawiać na ołtarzu. Dziecko prawdziwe jest problemem. Zostawia ślad węglowy.
Zacząłeś czytać w nocy. Nie raporty IPCC. Historię.
Trafiasz na katarów. Perfecti. Wierzyli, że materia jest dziełem złego boga. Że świat jest więzieniem dla dusz. Że największym grzechem jest sprowadzać nowe dusze do tego więzienia, więc odmawiali seksu, małżeństwa, mięsa, a na końcu odmawiali jedzenia, żeby umrzeć czysto. Nazywali to endura.
Jutro to samo. Tylko zamiast złego demiurga jest zła ludzkość. Zamiast wyzwolenia duszy jest neutralność klimatyczna. Zamiast endury jest sterylizacja, childfree, eutanazja śladu.
Różnica jest jedna. Katarzy chcieli, żeby nikt się więcej nie rodził, bo chcieli końca świata. Jutro chce, żeby nikt się więcej nie rodził, żeby świat ocalić dla tych, którzy się nigdy nie urodzą.
Wczoraj dostałeś awans. Masz napisać kampanię "Pusty wózek to pełne serce". Na makiecie jest pusta kołyska z mchu. Ma stać na Rynku. Ludzie mają do niej przynosić kwiaty. Dla Nienarodzonych.
I po raz pierwszy poczułeś strach nie przed tym, że planeta umrze, tylko przed tym, że oni wygrają. Że zostaniemy ostatnim pokoleniem kapłanów, którzy wysprzątali świątynię tak dokładnie, że nikt już do niej nie wejdzie.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)