Paweł Łęski Paweł Łęski
193
BLOG

Wernyhora prawda czy fikcja/2

Paweł Łęski Paweł Łęski Kultura Obserwuj notkę 0

Wernyhora prawda czy fikcja/2


Rok 1926 to unormowany już byt narodowy w granicach, które nie uległy zmianie do 1939 roku. Prócz stabilizacji gospodarczej rok ten przynosi ograniczenie swobód demokratycznych, w imię "sanacji stosunków panujących w społeczeństwie". I znów to uzdrowienie niektórzy komentują poprzez literaturę.


W artykule "Wychowanie państwowe, a twórczość Wyspiańskiego" Walerian Kwiatkowski opowiada, jak interpretowało się w Korpusie Kadetów "Wesele" Wyspiańskiego. Otóż wykładowca był opinii, że przewrót majowy wyrwał z rąk chłopskich ster państwa. Przecież nawet Wyspiański przestrzegał przed dopuszczeniem chłopstwa do spraw wielkich, jakimi są rządy nad Polską. Tu podobnie jak Jan Augustowicz opowiadał o wielkim zadaniu, jakie Wernyhora dał społeczeństwu i o jego nieurzeczywistnieniu z winy chłopstwa. Wernyhora jest symbolem koncepcji wielkiego czynu, który nie dochodzi do skutku.


Momentem przełomowym w interpretacji "Wernyhory" były jednak, jak się okazało, nie zmiany politycznego myślenia społeczeństwa, lecz dwa artykuły, które się ukazały w 1932 roku. Autorami ich byli Kucharski i Gryzmała-Siedlecki.


Kucharskiego artykuł "Wernyhora i złoty róg", w sposób ściśle matematyczny, gdyż stosuje nawet na potwierdzenie swoich słów wykresy, atakuje postać Wernyhory, przyjmując nową tezę, że jest szatanem. Dla czytelników było to oczywiście szokiem, przyjmujących niezachwianie i z wiarą sposób myślenia krytyki, przypisującej Dudarowi cechy tylko dodatnie. Opinie Kucharskiego zostały poddane krytyce między innymi przez Wiktora Zwodzińskiego w artykule "W obronie tradycyjnej interpretacji "Wesela"".


Taki sam oddźwięk wywołał artykuł Grzymały-Siedleckiego "Z nieprzebranej studni "Wesela"", w którym sugeruje, że Wernyhora daje na uzyskanie niepodległości recepty zaczerpnięte ze swojego świata pojęć, jakim jest świat "znachora prostaka". O głosach oburzenia, jakie wywołała ta interpretacja, mówi Siedlecki później w artykule "Kościuszko i Wernyhora", podtrzymującym dawne, negatywne opinie o wpływie "Pana Dziada". Uważa w nim także, że Wyspiański tę postać celowo odromantycznił, przedstawiając ją jako "kwintesencję polskiej lekkomyślności". Słowa zaś, mówiące o sprowadzeniu ludzi, którzy mają nic nie robić tylko czekać przybycia archanioła-cudu, za potwierdzenie tego.


"Toteż od wieku oczekujemy, nasłuchujemy, czy nie posłyszymy zbawczego tętentu od wielkiego gościńca przyszłości. Ileż razy zamiast hufców skrzydlatych, ujrzeliśmy jakiegoś nieszczęsnego herolda narodu - bez złotego rogu". W ten sarkastyczny sposób pisał Walery Gostomski w "Arcytworze dramatycznym Wyspiańskiego - "Weselu"". Był rok 1945. Czyli znów powrót do aktualizacji politycznej dramatu.


Zjazd literatów w Szczecinie w 1949 roku rozpoczął okres literacki zwany w historii realizmem socjalistycznym. Przynosi on poddanie władzy centralnej całej twórczości kulturalnej. ograniczenia administracyjne mają także wpływ na tworzenie się nowych interpretacji "Wesela". Powstają opracowania wychodzące z założeń filozofii materialistycznej i w ten sposób interpretuje się utwór. Krytycy w tym okresie skupiają się przede wszystkim nad konfliktem klasowym przedstawionym w "Weselu". Nazywają "dramatem niemożności", wynikłych ze sposobu myślenia grup inteligencko-szlacheckich. Wernyhoryzm to zdecydowanie negatywna postawa. Tego typu recenzji była większość. Pomińmy je milczeniem.


Nie wszyscy jednak jednoznacznie określali postać Wernyhory, choć pozostawali pod wpływem ideologii epoki. Konstanty Puzyna w "Zagadnieniach "Wesela"" poszukiwał w dramacie pamfletu politycznego. Wyspiański w utworze, jego zdaniem, wykpił prymitywną wyobraźnię Tetmajera, której kwintesencją jest Wernyhora. W recenzji, kreśląc postać Dudara, Puzyna odwołał się do artykułu Kucharskiego i Siedleckiego. Zarzuca jednak Siedleckiemu, że postawę Wernyhory potraktował zbyt łagodnie, nie zauważając w niej pustki myślowej.


Zmiana sytuacji po 1956 roku, przyniosła także wprowadzenie nowej polityki kulturalnej. wynikiem tego był m.in. powrót do starych interpretacji "Wesela", charakteryzuje się eklektycznym sposobem interpretacji Wernyhory. Aniela Łempicka w książce "Wesele we wspomnieniach i krytyce" z 1961 roku docenia dodatni charakter emocjonalny , jakim obdarza Wyspiański Wernyhorę. Doszukuje się jednak, w stosunku Wyspiańskiego do tej postaci ironii. Ironią jest chłopomańska wiara w cuda, wszystko do końca zrobi się samo. Czyli Wernyhora jest postacią, przedstawioną przez Wyspiańskiego pozytywnie, a nie spełnienie się do końca jego misji, wynika z niemocy samych uczestników "Wesela". W Wernyhorze jest zaród klęski, gdyż idee XIX- wieczne tracą na aktualności w XX wieku.


Kim był według Wyspiańskiego i krytyków Wernyhora?

Już w scenie 22 poprzedzającej przybycie Wernyhory Kuba sugeruje, że ma przybyć jakaś niezwykle ważna osobistość. Wielkość tej osoby wynika według niego z akcesoriów jakie jej towarzyszą, a więc

„koń ogromnieć(…)

Ubiory na nich czerwone

Siwa broda a lira u siodła”

Ale chyba wielkość Wernyhory bardziej wypływa z jakiejś metafizycznej siły, która z niego bije. Przecież gdyby się dokładnie przyjrzeć postaci, to obiektywnie ma ona więcej z „człowieka podłego stanu” niż niezwykłej osoby. Zapuszczona długa broda, lira – to rekwizyty „Dziada z Kalwaryje”

Komentatorzy „Wesela” sugerują nawet, że Wernyhora jest uosobieniem sił diabelskich, bowiem „znika sprzed oczu Gospodarzowi, jak każda siła zła i nieczysta” na proste a mimowolne wyrzeczenie słów „wszelki duch”. Atmosferyczną oznaką jego niesamowitego działania staje się wicher… Z wąsów Wernyhory pryskają przy siadaniu iskry. Tak motywuje szatańskość Wernyhory Eugeniusz Kucharski w artykule „Wernyhora i złoty róg”.

Podobnego zdania był Łada-Cybulski, który nawet łączył ze sobą Wernyhorę Słowackiego i Wyspiańskiego uważając, że obie te postacie są nosicielami zła. Teorie swoje umieścił w kilku numerach czasopisma „Zet” i przedmowie do francuskiego wydania „Wesela”. Ściągnął w ten sposób na siebie krytykę tych, którzy w Wernyhorze widzieli „dobrego ducha” m.in. T. Sinko.

Pogodzić fe dwa nurty krytyki usiłował Henryk Życzyński. Zgadzał się on co do tego, że Wernyhora z punktu widzenia dramaturgii ma moc diabelską, ale w sposób niezwykłej spekulacji myślowej udowodnił, że takiego charakteru nie ma w naszej historii. „Wernyhorę, który przybywa na wesele mógł Wyspiański uważać za szatana, który przybrał postać Wernyhory, ale duchem Wernyhory nie jest. Podobnie Hamletowi mógł się pojawić szatan udający ojca, ale nie ojciec w roli szatana"

Jednak przeciwnicy tej teorii zastanawiają się nad tym, dlaczego znika "ten diabeł" na słowa "wszelki duch", zaś gdy w toku rozmowy Gospodarz woła "Jezus, zmiłuj się nad nami" Wernyhora nawet nie reaguje. Co więcej - Wernyhora sam  w opowiadaniu bierze na usta imię Bogarodzicy, co diabłu trochę by nie przystało - sugeruje Pigoń w "Gościach z Zaświata na weselu".

W każdym razie jest w Wernyhorze większa siła niż w widmach pozostałych. On to przecież jest nawet w stanie zmienić dalszy tok akcji dramatu. Rola jaka została nadana Wernyhorze wynika prawdopodobnie z funkcji, jakie spełnia ta postać w literaturze romantycznej. Uwydatnia tym Wyspiański chęć odwołania się do tradycji polskiego romantyzmu a nie jak uważa Kucharski, chęć walki z majakami i urojeniami ideologicznymi romantyków. Łagodniej choć podobnie jak Kucharski, do tego podszedł Estreicher w "Narodzinach Wesela"; dla niego, co prawda, są to wątpliwości, ale nie walka i krytyka.

Jeżeli Kucharski chciał widzieć poprzez Wernyhorę rozrachunek z przeszłością romantyczną, krytykę sposobu myślenia grup inteligencko-szlacheckich, to dla Estreichera było to tylko zwrócenie uwagi na wątpliwości "czyśmy do wyzwolenia dorośli, czy inteligencja polska nie "bałamuci narodowo?". Wątpliwości podobne ujawnił Henryk Życzyński w artykule zamieszczonym w czasopiśmie "Ruch literacki" pod tytułem "Wernyhora Wyspiańskiego". Widzi on także w "Wielkim Panu" pobrzmiewanie starych, nic nie znaczących haseł, nie opartych na przesłankach realnych i żywotnych. Oskarża za to samą postać Gospodarza i jego wyobrażenia związane z niepodległością.

Scena 24 II aktu przynosi nam rozmowę Gospodarza z Wernyhorą. Wernyhora wita się z "Panem Włodzimierzem" słowem "sława". Nie sądzę by te ruskie przywitanie mogło zjednać przychylność pod strzechą bronowickiej chaty. Gospodarz jednak nie okazuje antypatii znakomitemu gościowi. Nawet chciałby dla nadania wizycie większego splendoru przywitać go wspólnie z żoną, na co nie chce się zgodzić Wernyhora. I już w tym miejscu zaczynają się kłótnie krytyków literackich, którzy nie są zgodni, dlaczego Wernyhora nie chce się spotkać z Gospodynią. Analizując  tę scenę autor artykułu "Wernyhora i złoty róg" tłumaczy to w ten sposób : Kiedy już (Wernyhora) stanął w izbie, Gospodarz przejęty widokiem tak znakomitego gościa jest zmieszany, plącze się w powitaniach i raz po raz bąka o żonie. Czuje, że taką znakomitość winni by powitać oboje w swych progach; chciałby żonę wywołać z alkierza... Gość wstrzymuje "Ostań Panie Włodzimierzu". Jest w tym pozornie jakby chęć pokrycia zmieszania Gospodarza i pogadania z nim w cztery oczy. Ale ów nawrót do niewiasty, równoczesny opór gościa przeciw jej wywołaniu - powraca w dialogu z takim uporem i z tak natrętnym podkreśleniem, że staje się podejrzany. Ten Wernyhora musi mieć jakieś wewnętrzne powody, by się z tą prostą i po prostu myślącą kobietą nie zetknąć. Coś w tym jest. W dalszym przewodzie Kucharski stwierdza , że Wernyhora żarliwie nawołuje do niezbyt ukonkretnionego czynu. Nawołując zaś, skupiony jest przede wszystkim nad stroną werbalną swej wypowiedzi. Polecenie Wernyhory tj. rozesłanie wici i zgromadzenie ludu, mają to być jakieś mistyczno-reżyserskie akty, wystarczające same sobie i nie pociągające jakichkolwiek następstw. Należy "wytężyć słuch" po prostu po to , ażeby słuch był wytężony. Kucharski uważa, że cała niekonkretność  zaleceń może być zdemaskowana przez Gospodynię, reprezentującą zdrowy, chłopski rozsądek, gdyż tylko prosty lud "widzi wszystkie rzeczy po prostu, zdrowo i jasno jak są w rzeczywistości".

Inni krytycy są zdania, jakoby: " nie pozwala zawołać Gospodyni, żeby omówić ważne sprawy w cztery oczy i bez babskiego wtrącania się w narady". Taką interpretację zamieścił Karol Wiktor Zawodziński w " W obronie tradycyjnej interpretacji "Wesela"". Zastanówmy się, czy nie może istnieć inna, prostsza motywacja, dla której Wernyhora chce uniknąć spotkania z Gospodynią. Czy nie wynika ona konkretnie z formy "Wesela" z ustalenia, że każde widmo będzie rozmawiało tylko z jedną osobą. Będzie odzwierciedleniem imaginacji tylko tego człowieka, któremu się pokaże, bo:

"Co się komu w duszy gra

Co kto w swoich widzi snach

Czy to grzech, czy to śmiech

Czy to kapcan, czy to pan

Na wesele przyjdzie tam".

Słowa te potwierdza autor na następnych kartach utworu. Dziennikarz zwierza się, po rozmowie ze Stańczykiem Poecie:

" Zdało mi się, że moja dusza 

Ze mnie wyszła i koło mnie świeci"

"Dusza" niczyja inna jak tylko samego Poety. Czyli widma są na pewno uosobieniem duszy każdego z rozmówców. Dlatego, gdyby Wernyhora rozmawiał również z Gospodynią oznaczałoby, że jest on także urzeczywistnieniem jej myśli. Prawdą jest, że pokazuje się on kilku osobom, ale przecież z nikim nie zamienia słowa. "Pan Dziad z lirą" jak wszystkie osoby dramatu rozmawia tylko z pojedynczymi osobami. Wyjątkiem jest Chochoł, który spełnia jednak całkiem inne funkcje niż pozostałe osoby dramatu. Spełnia funkcję nadrzędną. On to organizuje całą część fantastyczną i zamyka ją klamrą kompozycyjną. Kucharski zaproponował schemat związków semantycznych, wyrażonych w utworze, w którym to Chochoł znalazł się w pozycji nadrzędnej.

Tak o wyglądał:

                                                                                Chochoł

                                                                                      I

_________________________________________________________________________________________

I                           I                  I                     I                 I                                    I

A                        A2               A3                 A4               A5                             A6

Widmo      Stańczyk        Hetman       Rycerz               Upiór                    Wernyhora

                                                                                                                          Złoty Róg

                                                                                                                          a      b      c

Chochoł należy do innych kategorii widm. Argumentów na to dostarcza Stanisław Pigoń w "Gościach z Zaświata na weselu". W artykule występuje przeciw komentatorom, którzy tłumaczą "zjawy dramatu" jako "imaginację" osób działających, jako "wyemanowane i upostaciowione myśli ich, uczucia i tęsknoty". Uważa, że "Wesele" jest swoistą transpozycją obrzędu "Dziadów" z utworu Mickiewicza ( co zresztą wcześniej spostrzegł sam wielki Bolesław Prus). I idąc za tą tezą wysuwa argumenty godzące w imaginacyjną interpretację części fantastycznej "Wesela". Przed zapowiedzią Chochoła przecież jest zaproszenie państwa młodych:

"(...) zaproś gości

tych, którym gdzie złe wtórności

dopiekają-którym źle-

których bieda, piekło dręczy,

których duch się strachem męczy

a do wyzwolenia się rwie".

Cytat ten oznaczać ma, że na wesele przyjdą duchy czyśćcowe a nie odbicia gości weselnych. Tutaj dokonuje Stanisław Pigoń podziału, uważając, że całkiem inne zaproszenie tyczy się Chochoła. Mówi Rachela:

"Zaproście 

wszystkie dziwy, kwiaty, krzewy,

pioruny, brzędzenia, śpiewy...

Poeta- "i Chochoła".

W wypadku Chochoła : " Mowa jest o duchach elementarnych, w szczególności o duchach ziemnych i powietrznych. One to bowiem są w demonologii ludowej upostaciowieniem uduchowionych aktów przyrody". Został on pomyślany właśnie jako duch elementarny, czy na poły elementarny, jakim jest występujący szeroko w demonologii ludowej Słowian a także i w Polsce tzw. Bóg domowy, duch opiekuńczy domostwa. Nazywa się go w Polsce rozmaicie: Ubożem, Dziadem a na Białorusi Chochołem. Chochoł więc jest duchem elementarnym, duchem opiekuńczym domostwa, zaś pozostałe się widma to "duchy ludzi zmarłych, mianowicie: piekielne oraz czyśćcowe (czekające "wyzwoleństw")" Z interpretacji wynika, że Chochoła należy traktować oddzielnie. W dalszej części artykułu Pigoń wyraża przekonanie, że to Chochoł zmienia się w zjawy. Przybiera różne postacie, pokazuje się różnym ludziom. Wynika z tego, że Wernyhora jest jedną z postaci Chochoła.

"Przypominasz krwawe łuny

I jęk dzwonów i pioruny

I rzeź krwawą, krwawe rzeki"

Część krytyków zastanawiając się nad opowieścią Wernyhory o rzezi, uważa, że całe opowiadanie tworzy obraz pogmatwany i amorficzny. I z tego punktu wychodząc  udowadnia, że nie brał on udziału, ani nie był świadkiem żadnej rzezi. Gdy wychodzi się tylko z takiego założenia, rzeczą gruntownie niesłuszną  jest takie twierdzenie. Chyba właśnie trudności w tworzeniu scalonego, konkretnego obrazu występują w opowiadaniach ludzi, którzy przeżyli coś równie strasznego jak Wernyhora. Wynika to z wielu przyczyn. Podstawową jest napięcie psychiczne, jakie uzyskuje opowiadający, gdy przypominają mu się jakieś wstrząsające wydarzenia. Już owo napięcie sprawia, że gubi się w opowiadaniu. Drugą przyczyną jest nawał informacjji, jakie chce przekazać; wiele istotnych rzeczy działo się w tym samym momencie, relacjonujący chce do każdej rzeczy ustosunkować się, chce przekazać swoje refleksje i stan emocjonalny, który w tym momencie był jego udziałem. Po trzecie, gdyby rozpatrywać to z punktu widzenia medycznego, to u chorych, którzy przeżyli szok na skutek jakiegoś wydarzenia zdarza się, iż w momencie retrospekcji szok powraca, a wraz z nim mała komunikatywność tych osób.

Jeśli odstąpimy od lektury "Wesela", zaś zagłębimy się w historię, to z niej niezbicie wynika, że Wernyhora był świadkiem opisywanych wypadków. Przecież Wernyhora, jako postać historyczna, związany jest ściśle z walkami Konfederatów Barskich. O czym Wyspiański wiedział. Argumentów, że chodzi tu być może o Konfederatów Barskich należy szukać w wierszu:

"Kiedy ojce klną na synów

Kiedy syny przeklną ojca"

Dwuwiersz ten świadczy o tym, że chodziło o jakąś walkę bratobójczą. Nie należy krytykom odbierać przy tym słuszności, iż gość opis rzezi znał werbalistycznie z lektury Słowackiego. Nie świadczy to jednak, że   "Dziad z lirą" nie był świadkiem opisywanych zdarzeń, lecz jeszcze raz do chęci odwołania się do tradycji romantyzmu. Część krytyków, co z naszej perspektywy może wydawać się zabawne, domaga się przy każdej okazji niezwykłaj logiczności od Wernyhory, poleceń mogących mieć od razu zastosowanie w powstaniu narodowym. Jeżeli byśmy chcieli te wskazania potraktować serio, Wernyhora przestałby spełniać funkcję symboliczną, ale stałby się logicznie myślącym człowiekiem, który musiałby wskazać Gospodarzowi drogę rozwiązania konkretnych problemów a więc m.in. jak przerzucić broń dla powstańców, kto ma stanąć na czele powstania, jaki regulamin przyjąć w wojsku - rosyjski czy austriacki... itd. Brak logiczności i pogmatwanie krytycy tłumaczą chęcią otumanienia Gospodarza, dzięki czemu Wernyhora mógłby wprowadzić w życie swoją szatańską myśl - sprowadzenie na manowce sprawy polskiej. Wernyhora więc według nich reprezentuje siły diabelskie.

Komentatorzy nieprzychylni tym teoriom, uważają, że nie może być on zwiastunem zła, gdyż występuje w imieniu odrodzenia się państwowości polskiej i do niej nawołuje przez co spełnia funkcję pozytywną. Odwołajmy się do legendy o Wernyhorze. Był on twórcą przepowiedni o upadku i zmartwychwstaniu Rzeczpospolitej, przepowiedni szczególnie utrwalonej w okresie porozbiorowym. W momencie, gdy pierwszy człon przepowiedni już się spełnił, naród zaczyna łączyć Wernyhorę bardziej z drugim członem. A więc, gdy w literaturze pojawia się Wernyhora jest on symbolem odrodzenia, gdy pojawia się z poleceniem "czynu" jest tojednoznaczne z niedalekim zmartwychwstaniem Polski. To, że towarzyszy jego poleceniom brak jasności, wydaje się być przywilejem wszyskich wróżbitów. I będą te myśli miały charakter "niemrawy", będą to "sprzeczności zatrute i paralityczne", jeżeli będziemy na nie patrzeć powierzchownie. Odbierzemy wieloznaczność słowom wieszcza to zubożymy symboliczną wymowę jako postaci dramatu. Słowom, które (o dziwo!), jak to w siedemnaście lat później okazało się, w dużym stopniu sprawdziły się. Upatrywał Wyspiański niepodległości od strony "traktu krakowskiego" i stamtąd się doczekał. A zauważył to A.Wajda w swoim "Weselu" przebierając Wernyhorę w mundur Naczelnika.

Jak uniwersalnym może stać się dramat, w którym do końca nic nie jest powiedziane definitywnie, w którym można doszukać się analogii do sytuacji historycznej, a każde słowo dramatu może być interpretowane na różne sposoby świadczy fakt, że właśnie rozkazy-polecenia "Pana z lirą" były tłumaczone na różne sposoby, nie tylko przez krytyków literackich, filmowców, historyków ale i polityków. "Pomówmy o przymierzu" - dla wielu krytyków jest jasne, że musi w tym wypadku chodzić o przymierze szlachty z ludem. Otóż właśnie - nie, znalazło się wielu, którzy wychodząc z założenia, że Wernyhora jest Ukraińcem, myśleli, że tu chodzi o federację Polski z Ukrainą. Jakże ta myśl zgadzałaby się z polityką prowdzoną przez niektóre grupy społeczne państwa, a później partie i wreszcie konkretnych ludzi. Hasła, które i dziś nie tracą na aktualności. Nawet charkteryzacja Wernyhory na Piłsudskiego w filmie Wajdy, pamiętając o kresowym rodowodzie Naczelnika i związkach z Petlurą, wbrew być może samym intecjom reżysera, ma wydźwięk wieloznaczny.

Za traktowaniem "Pana Dziada" jako symbolu zmartwychwstania, a więc nie jako "śmiechu", a jeżeli "grzechu" to tylko naszej dumy narodowej, jest sam Wyspiański. Przykład jego odnajdziemy w rapsodzie Wyspiańskiego "Wernuhora":

"Ręce mam wolne, a usta mam czyste

Mogę im śpiewać chwały wiekuiste

A wokół wszystko umarło"

Właśnie "chwały wiekuiste" mają oznaczać przepowiednie tyczącą się zmartwychwstania Polski. Pzepowiednię, która żyła w narodzie mimo, że "wokoło wszystko umarło". O tej przypowiedni mówi także ten dwuwiersz:

"Widziałem jako są w uwięzi dusze

I Zakrzyknąłem trzykroć więzy skruszę"

"Więzy skruszę" mazawołać Wernyhora, a więc ma przynieść Polsce odrodzenie. Ma wyrwać ją "z długiego snu".

Zainteresowanie krytyki związane było nie tylko z samym Wernuhorą, ale także i przedmiotami - symbolami, które z nim się łączą. Najważniejszym był oczywiście "złoty róg" i czynniki, które determinują jego funkcje. A nawet, wg Życzyńskiego, krytycy sprowadzają problem Wesela do satyry na te czynniki, które wpływają na utratę złotego rogu. Zwolennicy teorii o szatańskości Wernyhory np. Łada Cybulski widzieli w złotym rogu pokusę diabelską, hasło, które poprzez przedwczesność doprowadzić ma do rozpadu narodu, lub hasło przebrzmiałe, mogące doprowadzić do tego samego. Ciekawy komentarz złotego rogu przedstawił St. Kotowicz w "Syntezie i analizie "Wesela"". W interpretacji wyszedł od legendy o Wernyhorze, a złoty róg wplótł w tą legendę. "Złoty róg" ma być symbolem przepowiedni Wernyhory, myślą, którą kiedyś wypowiedział, a teraz przekazuje ją pokoleniu Gospodarza, aby ją wprowadzić w czyn; i tej "Myśli Rycerny Głos spotężni narodowego ducha i otworzy mu oczy na prawdę jego przeznaczenia". Odmiennie definiuje złoty róg ksiądz Jan Pawelski. Interpretacja ta być może wynika z filozofii, jaką ze względu na powołanie wyznawał. O ile większość komentatorów poszukiwała synonimu złotego rogu w kręgu słowa "hasło", jeżeli uważali, że siła złotego rogu płynie z zewnątrz, że jest ona podporządkowana naszej woli, to Pawelski w swojej egzegezie stwierdził, że złoty róg jest w nas samych, a spełnienie się jego przeznaczenia uzależnione jest od naszej woli. Złoty róg to nasz duch narodowy, bez którego nie jest możliwe powstanie. Na powstanie składają się dwa czynniki - siła materialna: "Kosynierzy", lud występujący w dramacie i duchowa - złoty róg, bez którego istnienia powstanie nie jest możliwe. Bo tylko on może masy ludowe poruszyć do czynu.

Zwolennikiem i prekursorem interpretacji "złotego rogu" jako hasła zmartwychwstania był Wilhelm Feldman, który poglądy swoje ogłosił już w 1901 roku w artykule " O złoty róg". Artykuł utrzymał w tonie głęboko patriotycznym, być może pragnął by komentarze utworów stawały się trybuną, szerzącą idee niepodległościowe. Jednak w swoim, zmienił niektóre fakty dramatu, stwierdził mianowicie, że róg spełnił nałożone przez Wernyhorę zadanie i "zagrzmiał". Może traktuje swoją wypowiedź jako przypuszczenie - wizję dokonania się przeznaczenia "złotego rogu", a tylko patriotyczne serce krytyka podpowiedziało, żeby ująć to w trybie dokonanym. Nie daje on jednak dostatecznych po temu wyjaśnień. W artykule Feldman wiąże "Wesele" z literaturą patriotyczną tego okresu tj. przełomu 19 i 20 wieku, a "złoty róg" z bohaterami tych utworów. Oni to na hasło "złotego rogu" staną do walki o niepodległość. A więc powstanie prawie całe polskie społeczeństwo: "Doktor Piotr, który rzucił ubóstwiającego go ojca za to, że przywłaszczył sobie nadwartość, był Raduski, który robotę prowadził w Łżawcu i ów student, który pisywał niegdyś listy do Jana z Oleju i w mundurze sałdata opowiadał chłopom o Kościuszce, i Żyd Sjeger Bernard, i Borowicz, i syn chłopski Radek, był tu Doktor Judym (...) i brat jego z giserni (...) był Paweł i Aleksander, znani nam z opowieści Sirki, zimni, okryci jeszcze lodem syberyjskim (...) była garść tkaczy i chemików z Łodzi Rejmonta..." Zaszeregował tym samym Feldman dramat Wyspiańskiego w rzędzie utworów o charakterze patriotycznym, utworów nawiązujących do tradycji niepodległościowej w literaturze, a nie chcących dokonać z nią rozrachunku, jak uważało i uważa wielu krytyków zarówno okresu międzywojennego jak i nam współczesnych.


Nurt interpretacyjny Feldmana nie spotkał się z przychylnością nie tylko krytyków, ale i polityków. Według ( prawdopodobnie, gdyż nie ma pewności co do autorstwa artykułu "Pokolenie frazesu") Ignacego Daszyńskiego, właśnie tacy krytycy jak Feldman należą do przebrzmiałego "Pokolenia frazesu". Zawartość treściową "Wesela" Feldman przyjmuje serio, a nie jako cyniczny rozrachunek z przeszłością. Zwolennikiem "cynicznej" interpretacji jest właśnie wielki, polski polityk, socjaldemokrata, poseł w parlamencie wiedeńskim. Celowo podkreślam funkcję Daszyńskiego, gdyż wypowiedź tycząca się "Wesela" i Wernyhory określa jego imperatywy polityczne. Jednoznaczne jest dla niego, że Wyspiański " poniżył 20-letnią walkę duchów" w Polsce do poziomu słomianego "Chochoła". Ośmieszył tych zwolenników frazesu, jak sam mówił : "onanistów duchowych", którzy opływając w werbalistyce nie mogą i nie chcą znaleźć " drogi i hasła dla mas". Wernyhora zaopatrzony w złoty róg, jest niczym innym jak tylko przeżytą epoką, której symbole nie mają już realnego zastosowania w dzisiejszych czasach.


Według Kucharskiego złoty róg to niezwykły, magiczny fetysz, uzyskujący swoją wielką moc w momencie, gdy "znajdzie się w ręku żywego i przychylnie dlań usposobionego człowieka". Stanowisko to popiera cytatem: " możesz nim powołać chór" czyli "możesz" - a więc nie masz lub musisz. Nie ma w tym nic wiążącego, nic zobowiązującego do czynu, do którego Gospodarz daje się użyć. Czyli, jeżeli człowiek ten chce to uczynić to uczyni. Czego wg niego symolem jest róg - nie mówi. Odwołuje się do innych komentatorów, wskazując ich błędną interpretację. Błąd ten znajduje w ich stosunku emocjonalnym do tego symbolu. Wychodzi, mówiąc po krótce, z założenia, że Wernyhora jest postacią o charakterze ujemnym. W związku z czym akcesoria, jakie są mu podporządkowane posiadają charakter podobny. Gani wszystkich poprzednich komentatorów za niefrasobliwość w przekazywaniu narodowi symbolu ujemnego za dodatni. Przytacza "Rotę" Konopnickiej, w której to przedmiot ten ma charakter pozytywny.


Większość komentatorów, za punkt wyjścia, brało epitet "złoty", sugerujący poczucie czegoś wartościowego. Wg Kucharskiego jest to błędna interpretacja. Przecież Wyspiański napisał "Wesele" w celu rozrachunku z dawną, uwzniośloną literaturą romantyczną, na którą teraz nie powinno być miejsca. A przyjmowanie złotego rogu za talizman duchowy ginącej Polski jest błędem. Symbol ten powinien wyśmiać całą literaturę polityczną, nasyconą takimi przedmiotami, winien przynieść opamiętanie, "że tak dalej w Polskę bawić się nie wolno". Symbolem także moralnie ujemnym jest złota podkowa, która jako narzędzie przekupnego diabła, ma sprawić, że zdrowo myślący lud da się nabrać na wernyhorskie hurra - mrzonki.


Nie wszyscy byli zgodni z tą teorią, gwałtownie się jej przeciwstawiając. Wynikało to w dużej mierze z niechęci do Kucharskiego, jako do osoby, która chce podważać wymowę tego, co nasza kultura literacka spójnie związała z historią narodową, nawet jeśli jest to historia "ginącej szlacheckiej Polski". Żeby śpiewając "Rotę" nikt nie musiał się wstydzić, iż Konopnicka nie zrozumiała wymowy symbolu, który za Wyspiańskim umieściła w swojej pieśni. Te wszystkie kłótnie interpretacyjne wynikają w dużej mierze z charakteru samego autora "Wesela". Otóż nie chciał on za życia prostować żadnych sformułowań tyczących się jego sztuki. Estreicher wspomina, iż wielokrotnie bywało, że Wyspiański podczas spotkań, przy rozmowach z czytelnikami, nie zabierał głosu na temat swoich sztuk, tylko słuchał. Nie lubił komentować tego co napisał. Stąd też można było na wiele sposobów interpretować te same fakty zawarte w sztuce. Był zwolennikiem doktryny Słowackiego " dosyć jest jednym zarysem pokazać piękną postać duchową, że dbać nie potrzeba o nie opowiedzenie, a chronić się tylko przesytu, a wszyscy słuchacze powinni być obdarzeni platońską i attycką uwagą".

Cdn

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj Obserwuj notkę

There have been many comedians who have become great statesmen and vice versa.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura