Haaretz/Jak Ojciec Netanjahu uznał Arabów za dzikusów
Benzion Netanjahu, nieżyjący ojciec premiera Benjamina Netanjahu, od historyka Josepha Klausnera jako swojego intelektualnego mentora w pełni przyjął jego pogląd na Arabów jako pół-dzikusów.
Adi Armon
05.07.2018 | 16:18
19 grudnia 1919 r. SS Ruslan zakotwiczył w porcie Jaffa. Statek, nazwany nieco hiperbolicznie "syjonistyczny Mayflower", wypłynął kilka tygodni wcześniej z Odessy z setkami pasażerów na pokładzie, wśród nich Joseph Klausner, który został mentorem Benzion Netanyahu. Na pokładzie była także poetka Rachel Bluwstein, a także tancerz i malarz Baruch Agadati, architekci Zeev Rechter i Yehuda Magidovitch, malarz Yitzhak Frenkel; Yisrael Gurfinkel (później, Guri), który był ojcem poety Haima Gouri; Rosa Cohen, przyszła matka Icchaka Rabina; i Moshe Glickson, który edytował Haaretz od 1922 do 1937 roku, a jego twarz "zmieniła się na zieloną", gdy statek "kołysał się jak pijak", jak to wyraził Klausner. Klausner miał 45 lat.
Netanjahu urodził się w Warszawie w 1910 r.,
Siedem lat wcześniej Klausner, urodzony w 1874 roku, po raz pierwszy odwiedził Palestynę, Liban i Egipt. W serii zatytułowanej "Olam Mithaveh: Rishmei Masa Be'Eretz Israel" ("Wschodzący świat: wrażenia z podróży w Palestynie"), opublikowanej w odcinkach w latach 1913-1915, w czasopiśmie Hashiloah, którą zredagował Klausner, a później w książce "Am Va'aretz Kamim Litihiya" ("Ludzie i kraj wracają do życia", 1944), Klausner opisał swoje wrażenia z regionu i przedstawił Arabów, którzy tam mieszkali - nie tylko negatywnie ale jako dzikusów.
Wcześniej, podczas postoju w Stambule, Klausner był zaskoczony chaosem "dzikiej Turcji". "Wszyscy krzyczą i głośno kłócą się, dyskutują i gestykulują w dziwny sposób, gdy nie potrafią wyrazić czegoś słowami. Kobiety, które były wśród nas były przestraszone całym zgiełkiem i dziwnym "podskakiwaniem" - ponieważ wszystkie rodzaje tych dziwnych stworzeń rzucały się na nas i wydawało się, że wkrótce będziemy rozdarci na strzępy. Ale Żydzi, którzy już byli w starożytnej krainie, uspokajali ich i tłumaczyli, że jest to normalne zachowanie Wschodnich mieszkańców, aby zrobić wielkie zamieszanie z niczego i że w rzeczywistości nikogo by nie skrzywdzili. Ale ja sam lubię ten cały zgiełk. "
Klausner, który urodził się w miejscowości Olkeniki koło Wilna, nie był przyzwyczajony do takich widoków. Przypominały mu opowieści z Biblii. Bliski Wschód zahipnotyzował go. Pejzaże, budynki, mężczyźni, kobiety, dzieci, zwierzęta, rośliny - wszystko to wpłynęło na jego wyobraźnię i opisał tam swoje doświadczenia za pomocą zestawu orientalnych obrazów.
"Wielkie cnoty arabskie"
Początkowo miał dużo dobrego do powiedzenia na temat Arabów w Palestynie: "Szybkość i pracowitość tych żeglarzy są cudowne", pisał o miejscowej ludności, która wiosłowała w łodziach, które dowoziły ich ze statku do Jaffy. "Możesz im zaufać nawet w czasie największego zagrożenia. Po raz kolejny uświadomiłem sobie wielkie zalety narodu arabskiego i dowiedziałem się, że nie powinniśmy "lekceważyć" ich lub mówić o nich "jako o osłach" (jak ostrzegał Ahad Ha'am), jak to mamy zamiar zrobić ". Jednak Klausner później wielokrotnie odnosił się do Arabów jako do "dzikusów", głównie po to, by wskazać na brak kultury lub cywilizowanego zachowania.
Klausner użył wcześniej terminu "dzikus" w swojej książce "Haadam Hakadmon" ("Człowiek prehistoryczny"), na podstawie antropologii, opublikowanej w Warszawie w 1900 r. Przez Tushiya Press. Tam Klausner nawiązał do dzieła Zygmunta Zaborowskiego "The Prehistoric Man", opublikowanego po francusku w 1878 roku; parę książek o prehistorycznym wieku napisanych przez Moriza Hoernesa i opublikowanych po niemiecku w 1892 i 1897 r., a także o pracach badaczy rasy takich jak Karl Penka, autor "The Aryan Origin" (1886) i Ludwig Wilser, autor " Pochodzenie Niemców "(1885) i" Prehistoryczne początki Aryjczyków "(1899). Dziesięciolecia przed nazistami Penka i Wilser położyli podwaliny pod doktryny rasowe gloryfikujące czystość i wyższość rasy aryjskiej. Książka Klausnera była zbiorem fragmentów tych dzieł przetłumaczonych na język hebrajski.
Dziki odgrywa kluczową rolę w tej książce. "Znajdujemy się teraz u progu nowej ery" - napisał Klausner w rozdziale zatytułowanym "Starożytność semitów i początek ras aryjskich". "Narody przybywają na ziemię; to znaczy, jednostka przestaje być dzika w prawdziwym sensie tego słowa. ... Plemiona, które zgrupowały się i stały się jednym narodem zdolnym do ustanowienia królestwa dla siebie, nie są już dzikusami. Pośród nich są quasi-dzicy, na przykład ludzie z Meksyku i Peru w przeszłości, a wśród nich są tacy, którzy osiągnęli wielką i bardzo rozwiniętą kulturę, a jednak brakuje im ciągłego ruchu, życia i postępu, a więc tego, który nie ma wpływu na rozwój świata jako całości, na przykład królestwo Chin. "W przeciwieństwie do nich,
Kategoria quasi-dzikich Klausnera obejmowała Arabów. W krótkim artykule zatytułowanym "Podejrzenie", który opublikował w 1907 r. W czasopiśmie Hashiloah pod pseudonimem Ish Ivri (Hebrew Man), ostrzegł przed wpływem kultury arabskiej na Żydów. "Nie chciałbym- pisał - aby Żydzi naśladowali Arabów i Beduinów, przez co mam na myśli wpływ prymitywnej kultury ... My, Żydzi, którzy przez 2000 lat i więcej mieszkaliśmy pośród kulturowych narodów nie możemy i nie powinniśmy ponownie schodzić na kulturalny poziom quasi-dzikich narodów. "
Rzeczywiście, kilka lat później, w dzienniku podróży z 1912 roku, opisuje swoją wizytę w Tyberiadzie: "Obserwowałem tam dziwnych i quasi-dzikich Żydów. ... Jakże niesamowicie to się potoczyło! Jak to się stało, że miasteczko zarządzane jest przez dzikusów!
Zwiedzając wioskę Silwan w Jerozolimie, Klausner napisał: "Przylegającą do arabskiej wioski jest mała wioska Jemeńczyków, którzy żyją w pokoju z Arabami w okolicy, którzy są znani jako surowi i dzicy ludzie". Mieszkańcy Metula byli "Odizolowani i zaniedbani ... w osadzie dzikich Arabów - muzułmanów, chrześcijan i Druzów - którzy ich nienawidzą." A kiedy podróżował dalej na północ do Nabatieh, w Libanie, napisał, że ludzie, którzy tam mieszkali, są "najbardziej zaciekłymi i najostrzejszy ze wszystkich plemion arabskich na północy kraju Izraela. To ci, których osadnicy w Metula walczyli przez wiele lat, aż wreszcie Żydzi wszczepili sobie szacunek nawet w sercach tych okrutnych dzikusów. "
Dwa artykuły z 1929 r., "Badanie horrorów w ziemi Izraela", opublikowane w Moznaiyim, oraz "Wnioski z zaburzeń w ziemi Izraela", opublikowane w Hadoarze, przedstawiają światopogląd Klausnera i jego stosunek do Arabowie w tym okresie. W tych i innych artykułach Klausner przekonywał: "Prawda jest taka, że naród arabski jako całość nie jest dziki, lecz raczej quasi-dziki, a przywódcy arabscy nie są wykształceni, lecz raczej quasi-wykształceni. I to jest wielka tragedia. "Według niego," Ci liderzy podburzają masy za pomocą kłamliwych sloganów i aluzji do rabunku, które padają na podatne uszy wśród złodziei i quasi-dzikusów ".
Problem, twierdził, polega na tym, że Brytyjczycy postrzegają Żydów, a nie Arabów jako "tubylców", zamiast odnosić się do tych pierwszych jako emisariuszy kultury europejskiej. "W każdym miejscu, w którym znajduje się europejska osada na ziemi azjatyckiej lub afrykańskiej" - pisał Klausner - "rząd europejski postrzega osadników jako pionierów w dziele cywilizowania, którego celem jest przekształcenie quasi-dzikusa w cywilizowane miejsce . Żydzi również przybyli do Ziemi Izraela jako pionierzy cywilizacji: w rzeczywistości przekształcili piasek, bagna i skaliste tereny w rozkwitające kolonie, i doprowadzili tu najwyższą kulturę europejską do zaniedbanej i schyłkowej krainy quasi-dzikich. Arabowie nienawidzą Żydów za to: nie ma miejsca na świecie, w którym "tubylcy" nie będą odczuwać wstrętu do Europy za ich kulturę, którą wnieśli do kraju, a czyniąc tak, "zrujnowała" kobiety, młodsze pokolenie i ogólnie cały "stary dobry" porządek rzeczy. Z powodu tej nienawiści Anglicy najwyraźniej byli zaniepokojeni i zamiast chronić cywilizowanych ludzi, którzy wzbogacili całą ziemię - a przede wszystkim Arabów - stanęli po stronie nienawidzących Żydów ".
"Miliony czerwonoskórych"
Młody Benzion Netanjahu również przyjął to stanowisko w odniesieniu do Arabów i ich wizerunku jako "quasi-dzikich", głównie w niektórych swoich artykułach w redakcji "Hayward", którą redagował do śmierci ojca w 1935 roku. W artykule " Koniec uciszenia hańby! ", Który został upubliczniony w Hayarden w dniu 6 sierpnia 1934 r.," BN "twierdził:" Tak jak dzicy Arabowie ścigali żydowskich uchodźców z Hiszpanii na klifach Algierii w 15 wieku, więc jest teraz polowanie na uchodźców z piekła diaspory u bram do ojczyzny. "
W innym artykule "Osada wiejska i osadnictwo miejskie" opublikowanym w Hayarden w grudniu 1934 r., "B. Netanjahu "porównał Ziemię Izraela do Ameryki, Żydów do obywateli Stanów Zjednoczonych i Arabów do Indian. "Podbój ziemi jest jednym z pierwszych i najbardziej podstawowych projektów każdej kolonizacji" - napisał. "Państwo nie jest po prostu arytmetyczną koncepcją liczby ludzi, ale także koncepcją geograficzną. Członek rasy anglosaskiej, który był w ciągłym konflikcie z czerwonoskórymi, nie zadowalał się tworzeniem wielkich metropolii Nowego Jorku i San Francisco na brzegach dwóch oceanów graniczących ze Stanami Zjednoczonymi. Wraz z tym starał się zapewnić sobie drogę między tymi dwoma metropoliami. ... zdobywcy Ameryki nie zostawili ziemi w rękach Indian,
W krótkim artykule zatytułowanym "On the Roads" opublikowanym w Hayarden w dniu 21 listopada 1934 r., Pod pseudonimem "Nitai", Netanjahu nawiązał do wieści o siedmiu uzbrojonych mężczyznach w centrum kraju, którzy brutalnie okradli arabskich i żydowskich podróżników na drodze między Nablus i Jenin. Federalna federacja robotnicza Davar poinformowała 18 listopada o "nowej bandzie rabusiów na wzgórzach Efraima" i zacytowała jednego z kierowców, którzy zostali okradzeni. Następnego dnia Hayarden zrelacjonował "Atak Robbersa w pobliżu Sychem", używając biblijnego imienia nie tylko dla Nablus, ale także nazwy biblijnego utożsamianego z Jeninem: En Ganim. Napad, twierdził Netanjahu, był dowodem niebezpieczeństwa czekającego na Żydów w Kraju Izraela, którzy koncentrują się w miastach, uważają, że ich sytuacja gospodarcza i bezpieczeństwa jest bezpieczna i nie rozumieją zakresu własnej ślepoty. Nie są świadomi, że ich sytuacja przypomina sytuację starożytnego rzymskiego miasta Pompeje, które zostało zniszczone w I wieku ne w wyniku erupcji Wezuwiusza. Nie są świadomi, jak pisał, prawdziwej natury Arabów jako "quasi-dzikusów" i ich złych intencji.
"Nitai" napisał: "Codziennie czytasz w gazetach, we wszystkich gazetach, o jednym temacie, jednym zagadnieniu, które angażuje miliony obywateli krajów świata i jest:" Broń! Bitwa czai się za ekranem czasu! Straszny Dzień Pański! Niech już nadejdzie! ... W każdym miejscu - żelazo! ... Tylko tutaj - spokój olimpijski! Dopiero tutaj - walczymy przeciwko "wojnie" ze wspaniałym poetyckim patosem, mówiąc o podbojach i ataku "imperializmu" - robimy wszystko, co tylko możliwe, z wyjątkiem jednej "małej" rzeczy: nie uczymy narodu, by się bronił z najostrzejszym oporem, gdy nadejdzie "wielki i straszny dzień", którego nie możemy powstrzymać! Edukacja wojskowa za granicą - niedopuszczalna; w kraju, wśród pustynnych dzikusów, między Hajfą a Suezem, na skrzyżowaniu w Indiach, Egipcie, Sudanie - nie do przyjęcia! Tylko jedna rzecz jest do przyjęcia: porzucić masy naszego ludu na wir ludzkiej rzezi! Bez obrońcy! "
Pięć lat później, w lutym 1939 roku, Netaniahu wyruszył w swoją własną podróż do Egiptu, Francji i Wielkiej Brytanii. Kilka miesięcy przed podróżą napisał o swoim rozczarowaniu polityką światową i lokalną. "Ja w każdym razie" - pisał 4 lipca 1938 r. W liście do Klausnera - "wciąż jestem całkowicie skłonny do ponurego pesymizmu. Nigdy nie przypuszczałem, że Brytyjczycy nagle staną się tak źli. W tym również widzę zwycięstwo Hitlera, spadek wartości judaizmu na świecie, fale okrucieństwa, odepchnięcie nas z powrotem do getta, wąską umysłowość i głęboką głupotę, które dzielą nas od wewnątrz, ostateczny koniec do wszystkie plany polityczne Syjonizmu. "
W hotelu Extadey w centrum Kairu Netanjahu napisał kilka listów do Klausnera. "Minął już tydzień, odkąd jestem w Kairze i nie wiem, czym jest to miasto - orientalnym lub zachodnim, cywilizowanym lub lewantyńskim, arabskim czy mieszanym motłochem" - napisał Netaniahu w liście z 14 lutego. Wiem jednak, że potrzeba siedmiu dni, aby przyzwyczaić się do dziwnego zapachu, który wypełnia przestrzenie tego miasta, a ściślej mówiąc: po siedmiu dniach zmysł węchu zostaje oszołomiony i najwyraźniej w ogóle cokolwiek przestaje pachnieć. A oto dowód: rano obudziłem się i już nie czułem dziwnego zapachu. To też jest dobre! "
"Siedzą jak myszy"
Podczas wizyty w Egipcie, której celem było znalezienie środków na publikację dzieł Klausnera, Netanjahu był rozczarowany brakiem zaangażowania w ideę syjonistyczną ze strony Żydów i własną zależnością od filantropii. "Niech diabeł porwie syjonistów, którzy doprowadzili do syjonizmu" - napisał w swoim liście z 14 lutego. "Nie mają pojęcia, te stworzenia, w jaki sposób powstaje ruch i jak naród jest prze do wyzwolenia. A podobne stworzenia chcą walczyć z Hitlerem! Siedzą jak myszy na swoich złotych dinarach (bogactwo tutaj jest olbrzymie i Arabowie odziedziczą to!) I odzywają się "przyjemnością życia w Kairze" i "odkupieniem Izraela" jednym tchem. "
W swoich listach z Egiptu Netanjahu miał nadzieję uzyskać zaufanie Klausa do prowadzenia negocjacji dotyczących tłumaczenia jego dzieł i poprosił go o cierpliwość, aż wróci do niego z odpowiedzią. "Uwierz mi i zaufaj mi!"
Początkowe wysiłki Netanjahu okazały się daremne, a w liście wysłanym z Kairu 24 lutego opisał zarówno bolesne uczucie samotności, jak i aspiracje polityczne: "Mój nauczyciel i wielki przyjaciel, otrzymałem twój list ... i muszę podziękować jeszcze raz, proszę pana, za waszą postawę wobec mnie - postawę przyjaciela, nauczyciela, ojca. Nie możesz sobie wyobrazić, jak bardzo jestem zraniony w najgłębsze zakamarki dzięki wielu wielu, jak wielkie były moje rozczarowania - za to, że uwierzyliście w ludzi, ich uczciwość, ich przyjaźń, czystość ich intencji - i ile wewnętrznej siły mam musiałem męża, aby pogodzić się z tymi rozczarowaniami. Ponieważ Bóg jest moim świadkiem, we wszystkim, co zrobiłem, zawsze przypisywałem sobie i moim własnym dobrem najniższy priorytet. ... W każdym razie - odczuwam tak straszną samotność, że czasami trudno mi to znieść. A kiedy w tę samotność przychodzi głos mojego wielkiego przyjaciela, głos obfity w uczciwość, zaufanie, prostotę i mądrość, to naturalne, że jestem trochę zachęcony - mimo że moja siła nigdy nie spadła do tego stopnia, że porzuciłem moje plany, które moim zdaniem są dalekosiężne i zdecydowanie ukierunkowane na nasz wielki narodowy cel. "
Netanjahu napisał również: "Dobry i drogi przyjacielu i nauczycielu! Prawdą jest, że mogłem rozpaczać i łączyć moje osobiste życie z cenną działalnością narodową. Jeśli nie rozpaczam z tego powodu, to nie dlatego, że surowe ciosy, którymi zostałem trafiony, nie zrobiły mi krzywdy, a nie z powodu małej ilości mentalnego oszołomienia, jakie napotykają w nas wizje. Powodem, dla którego nie rozpaczam, jest to, że nie mogę znaleźć - ducha, który mój ojciec zaszczepił we mnie od dzieciństwa - jakiegokolwiek innego punktu w moim osobistym życiu i ponieważ mam wyraźne odczucie - Nie! Jasna pewność! - widzę drogę do stworzenia dużego ruchu narodowego i dlatego, że jestem w stanie w jakiś sposób temu pomóc. Niech pan nie myśli, proszę pana, że jestem arogancki. Ani trochę! Jestem pewien, że wielu widzi tę drogę w ten sposób, ale nikt nie chce podejmować wysiłków, by samemu nią przejść i poprowadzić innych wzdłuż niej. To żydowska apatia, która pozwala przesuwać się w dół po starym zboczu, tę apatię, która musi zostać wyrwana z nas przez burzę. "
Do frustracji Netanjahu w Kairze należało jego głębokie rozczarowanie reakcją Klausa na jego listy, które najwyraźniej wyrażały niezadowolenie ze sposobu, w jaki Netanjahu przedstawiał go innym. 1 marca 1939 r. Netanjahu napisał, ponownie, używając bardzo formalnego języka: "Drogi, profesorze Klausner, otrzymałem twój list, proszę pana, i natychmiast odpowiadam na to. Ku memu żalowi muszę przyznać, że wiele linii w nim sprawiło mi wiele przykrości. Było mi smutno, gdy czytałem, że ty, sir, myślę, że robię z ciebie zwykłego "pisarza" dobrze znanego rodzaju, właśnie wtedy, gdy walczę jak lew tutaj dla twojego honoru i szacunku dla twojego wyjątkowego charakteru. ... Było to dla mnie smutne, gdy po tym, jak wzbudziłam w tobie podziw nawet w kręgach, które wcześniej nie słyszały twojego imienia, wzbudził ogólne zainteresowanie projektem, które obecnie wygląda jak utopia. ... Jestem zmuszony przeczytać, że robię z ciebie "pisarza" i tak dalej. ... Pan, oczywiście, myli się oczywiście z oceną stanu rzeczy, a ten błąd sprawił, że czuliście się przykro i bardzo zasmuciliście mnie. "
Netanyahu kończy swoją skargę apelem o zaufanie: "Drogi prof. Klausner! Bardzo szczerze proszę, proszę pana, żeby nie był zły i nie odnosił się do sprawy z wewnętrznego napięcia i zniecierpliwienia, a ponadto - nieufności. Niech Bóg chroni mnie przed takimi uczuciami, które nie mają miejsca w sercu tak wspaniałej osoby jak ty, sir!
Z Kairu Netanjahu pojechał do Paryża, a stamtąd do Londynu, przybywając w marcu 1939 r., Pół roku przed wybuchem II wojny światowej. Stamtąd też powtórzył w liście z 15 marca swoje odczucia za każdym razem, gdy rozczarował go list Klausa: "Byłbym zachwycony, gdybyś wiedział, proszę pana, jak drogi jest dla mnie zaszczyt, jak bardzo go strzegę i jak uważam, jestem o tym. Dlatego byłem trochę zdenerwowany, a także byłem zły. Przyznaję to otwarcie! "
Netanjahu dostrzegł pozytywną odpowiedź Klausnera na list "jako dowód cennego zaufania z twojej strony, sir - wzmacniając mojego ducha, który często był kłuwany przez wstrętne kolce i potrzebował zachęty".
W Londynie, który widział jako charakteryzujący się "atmosferą pleśni", Netanyahu nie czuł się dobrze, chociaż był "pewien, że nie będzie wojny w najbliższej przyszłości (w każdym razie nie w tym roku). Każdy, kto czyta tutaj angielską prasę, może to natychmiast zauważyć ", napisał 5 kwietnia 1939 r. Do Klausnera. W tym czasie spotkał się ze Ze'evem Żabotińskim, z którym rozmawiał o możliwości pracy dla ruchu rewizjonistycznego w Stanach Zjednoczonych. Spotkał się również z Celią (Zilą) Ben-Tovimem, która ostatecznie opuściła swojego męża Noego, bliskiego przyjaciela Benziona Netanayhu z czasów na Uniwersytecie Hebrajskim, i poślubiła Netanjahu w Nowym Jorku w 1944 roku.
Netanjahu wyjechał do Stanów Zjednoczonych w 1940 roku, a przed jego wyjazdem, 25 lutego, poprosił swojego ojca duchowego o list polecający. Zakończył swój list w ten sposób: "Oczywiście napiszę do ciebie w drodze, sir. Bóg, który jest w moim sercu, wie, co czuję do ciebie i twojej drogiej pani Klausner. Twoje obrazy zostały wyryte głęboko w moim sercu przez wszystkie dni mojego życia i będzie to radosny dzień, kiedy znów się spotkamy. Pozdrawiam, drogi panie, wielbicielem, który kocha twoje serce i duszę, B. Netanjahu.
Nauczyciel i uczeń
Klausner i Netanyahu, nauczyciel i uczeń, byli partnerami w ich wrogości wobec Arabów i odnoszeniu się do nich jako "dzikusów", niebezpiecznych tubylców. Nauczyciel po raz pierwszy spotkał Arabów podczas swojej podróży do Ziemi Izraela przed I wojną światową. Jego stosunek do nich, który początkowo charakteryzował się orientalistycznym zaklęciem, stopniowo odwrócił się w wyniku gwałtownych starć Żydów z Arabami w latach dwudziestych. Uczeń, który dorastał w Kraju Izraela w czasach Mandatu Brytyjskiego i był młodszy od swojego nauczyciela o ponad 30 lat, odnosił się do Arabów jako wróg od samego początku. Jego opinia o nich nie zmieniła się aż do dnia śmierci.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)