26 obserwujących
1867 notek
460k odsłon
313 odsłon

13 stycznia 1936 roku ogłoszono wyrok w sprawie zamachu na szefa MSW

Wykop Skomentuj

image

13 stycznia 1936 – Ogłoszono wyroki w procesie ukraińskich nacjonalistów oskarżonych o udział w zamachu na ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego w 1934 roku.


Goebbels w ciągu nocy dwa razy budził Hitlera by zdecydować co robić. Dla Niemców sytuacja była fatalna. Dopiero co wrócił z Warszawy ze spotkania z polskim ministrem spraw wewnętrznych. Akcja polskiej dyplomacji była bardzo energiczna i trzeba było na nią jakoś zareagować. Do zamachu miało nie dojść, na jego odwołanie nalegali Niemcy. Miało to związek z czasowym polepszeniem stosunków z Polską po dojściu Adolfa Hitlera do władzy. Również kompletnie zaskoczył Konowalca. Był osobistą decyzją jego konkurenta Bandery, który chciał wykorzystując zamach, rozciągnąć kontrolę nad Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów. Konowalec wiedział, że Berlin przynajmniej na razie, nie jest w żadnej mierze zainteresowany działaniami przeciwko Polakom. Niemcy rzeczywiście oburzeni, skierowali swój gniew przeciw Banderze i jego zwolennikom, ale zamachowiec Maciejko zdążył już uciec. 


Przygotowania do zamachu rozpoczęły się wiosną 1934, gdy do Warszawy przyjechał jeden z liderów OUN Mykoła Łebed. Przeprowadził on rozpoznanie w stolicy, w czym pomagała mu Daria Hnatkiwska. Jak się później okazało, współpracowników Łebedia obserwowała od dawna polska policja, ale postanowiono ich nie aresztować, działo się to w czasie, gdy Pieracki próbował porozumieć się z umiarkowanymi organizacjami ukraińskimi. Ukraińcy mieli świadomość tego, że OUN jest rozpracowywana przez polskie służby. W związku z tym Stepan Bandera wydał rozkaz odwołujący zamach na Pierackiego. Nie dotarł on jednak do Warszawy na czas.


Niemcy zdecydowali aresztować Łebeda. Płynący statkiem z Wolnego Miasta Gdańsk wyszedł na ląd w Świnoujściu. Nie wiedział, że wśród legitymujących go gestapowców stoi polski konsul. Wyciągnął niemiecki dowód osobisty na którym widniało fałszywe nazwisko - Skiba. Gestapowcy zabrali Łebeda do Berlina, tu czekał na niego samolot Lotu, którym poleciał do Warszawy. Przy Łebedu znaleziono notatki, sprawa stała się jasna. Wraz z nim postawiono przed sądem, w jednym z najważniejszych procesów II RP, 11 oskarżonych o organizację 15 czerwca 1934 roku zamachu na wiceministra spraw wewnętrznych Pierackiego.


 


Upływ krwi udało się zatamować. Następnie lekarze dokonali trepanacji czaszki i wydobyli kulę. Stan ministra pogarszał się z każdą chwilą. Tętno słabło. O godz. 5 minut 15 po południu nastąpiła agonia.


Wszystkie akty terroru nacjonalistów ukraińskich były dotąd przeprowadzane na terenach wschodnich. Tak było w wypadku zastrzelenia posła Hołówki czy Baczyńskiego. Zresztą terror skierowany był głównie do osób pochodzenia ukraińskiego dążących do współpracy z Warszawą. Nie spodziewano się zamachów na terenie Polski centralnej, w „Kawce”, bo tak bojowcy nazywali Warszawę.


Większość polskich polityków, chciała czuć się swobodnie , zachować przywilej prywatności. Walery Sławek codziennie z pracy wychodził do kawiarni na ciastka, nigdy nie zabierał ze sobą ochrony. Inwigilacja ze strony służb była dla nich niewygodna i upokarzająca. Taki był duch tamtych czasów. Bez ochrony chodził również minister spraw wewnętrznych. Rządzącym Polską pułkownikom posiadanie ochrony przynosiłoby ujmę. 


Zamach był przygotowywany od tygodni. Mózg tego zamachu był we Lwowie, baza organizacyjna w Krakowie. Łebed od września do grudnia 1933 roku oraz w maju i czerwcu 1934 roku przeprowadzał wnikliwą obserwację w celu ustalenia trybu życia ministra, wybrania czasu, miejsca i warunków najbardziej odpowiednich do zabójstwa. Przygotowanie zamachu dla Łebieda było sprawą honoru. Poprzednią akcją w Gródku Jagiellońskim całkowicie się skompromitował. Z pół miliona złotych jakie miało być uzyskane z napadu udało się uzyskać tylko kilkanaście tysięcy a i to w większości zostało odzyskane przez policję. W akcji zginęło czterech bojowców, wielu aresztowanych. Zlecenie wykonania zamachu powierzono analfabecie Hryhori Maciejce. Maciejka również miał swój powód do rehabilitacji. Wcześniej pomyłkowo zatrzymał innego bojowca i oddał w ręce polskiej policji. By zmazać hańbę teraz podjąłby się nawet zamachu samobójczego. Uzbrojony w bombę, pistolet samopowtarzalny Hispan kaliber 7.65, fałszywe dokumenty, pieniądze, informację o miejscu schronienia po zamachu, które otrzymał od Łebeda, czekał na ministra przed budynkiem Klubu Towarzyskiego przy Foksal. Przyszedł tam wczesnym rankiem. Kilkakrotnie oddalał się i zjawiał ponownie w okolicy budynku. Pomimo podejrzanego zachowania, nie zwrócił na siebie uwagi portiera, w rękach trzymał kartonowe, obwinięte w papier pudełko, w nim bombę. Mechanizm zapalnika bazował na reakcji chemicznej wywoływanej przez połączenie kwasu azotowego, cukru i piorunianu rtęci.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura