Jako ewidentny przedstawiciel zoocenozy lokalnego biotopu stwierdzam ze smutkiem, że mój ekosystem, czyli salon24 cierpi. Cierpi z powodu głębokiego pęknięcia wywołanego przez AGO-wars. No, może przesadziłem z tym "głębokim", ale wyczuwalne jest z pewnością. Potwierdza to zapis dyskusji pod ostatnią notką szanownej Pani Specjalistki ds. globalnych negocjacji z klimatem etc., etc., etc. Cała, zainteresowana tematem zoocenoza salonu24 rzuciała się tam sobie do gardeł stosując niewybredne chwyty paszczowe.
W ogóle, to nasza lokalna zoocenoza dzieli się na:
- osobniki wyznające AGO do stopnia szpuntowania "antyklimatycznych" (dziękuję, Pani Specjalistko!) otworów ciała, które emitują złowrogi CO2,
- osobniki zwalczające AGO, które demonstracyjnie nabierają co drugi głębszy wdech a następnie zioną prowokacyjnie litrami CO2, chociaż praw do zwiększonej emisji nie wykupili, oraz
- osobniki niezainteresowane, które emitują CO2 obojętnie i w sposób niezaangażowany, a całą sprawę mają tam, skąd dobywają się, złowrogie ponoć dla natury, dmuchy metanu.
Słowem - pełna homeostaza.
Pojawia się zatem pytanie - kto cierpi skoro "dzień, jak codzień i pyskówki bez zmian"? Ano - Pan cierpi, Pani cierpi, nawet ekosystem, jakoś tam pewnie cierpi o czym świadczy obecność Igora w ramach inkryminowanej dyskusji, jako bezwzględnego arbitra elegantiarum słowa. Słowem - cierpimy...
...
... tylko po co?
...
Jak doszło do tego, że sympatyczny skądinąd temat troski o środowisko naturalne tak nas zantagonizował? Skąd ta zajadłość zoocenu, całe to kąsanie po łydkach, wiszenie u gardzieli i kopanie się po kostkach, w przypadku tematu, który, jak mało który, powinien łączyć - nie dzielić?
Przecież znakomitej większości z zaciekle walczących, dobro środowiska szczerze na sercu leży! Założę się, że papierków na ziemię nie rzucają. Ba! Pewnie nawet źdźbło trawy butem brutala przygięte wyprostują i pogładzą dobrotliwie! I nimbostratusem się wzruszą. Skąd zatem wzięli się ci "antyklimatyczni ekstremiści" z jednej, a "ekofaszyści" z drugiej? Skąd ta zatwardzająca serca nowomowa?
Ano, jak to mówią - jak nie wiadomo o co chodzi, to już wiadomo. Brzytwa Ockhama tnie nieubłaganie i w tym wypadku. W sumie to trochę żenujące, że znowu chodzi o banalne pieniądze. Jednak jeszcze bardziej żenujące jest to, że tak łatwo daliśmy się ogłupić! My wszyscy! Blogerzy dumni i prześwietni!
Stara rzymska zasada - "divide et impera" po raz kolejny okazała się skuteczna. Jakże znakomicie działa na korzyść tych wszystkich, którzy wykorzystują powstałe zamieszanie, i z zapałem nabijają sobie kabzy! Zwróćcie uwagę - dopóki ekologia była ideą pozabiznesową, bez dotowanych instytucji i synekur, prawie wszyscy kibicowali trosce o środowisko. A teraz...?
Ale cóż, żeby rządzić - trzeba dzielić! I to właśnie zrobiono, i to jak sprytnie! Tak sprytnie, że sami już nie zdajemy sobie z tego sprawy - czy to niosąc dumnie sztandar AGO, czy też skacząc po nim z przejęciem. Genialne w swej prostocie!
Zamiast wspólnie troszczyć się o otoczenie w którym żyjemy, pozwoliliśmy zapędzić się na nie-swoje barykady AGO i anty-AGO. Zoocenoza szczerzy się na siebie, ślini i warczy, zwierając się co jakiś czas w zajadłym boju o nie swoje interesy. Trafnie ujął to Lem w "Pamiętniku znalezionym w wannie":
"Ach, Gmach! Racją Gmachu - Antygmach! Antygmach, ach!"
A kasa radośnie brzęczy!.... Jak to na wojnie.
Aleśmy głupi!


Komentarze
Pokaż komentarze (12)