Pierwszy krok w kierunku taniego państwa. Jaki będzie kolejny? Rowery zamiast samochodów? Wątpliwe... A uzasadnienie posła Adama Szejnfelda jest po prostu ... niczym powiew świeżego powietrza po zatęchłej atmosferze panującej w kaczoreżimie: "Od początku byliśmy przeciwni idei marszałka Ludwika Dorna, by się odgradzać od społeczeństwa".
A tak na poważnie, ogrodzenie centrum parlamentarnego Polski nie wydaje mi się czymś kuriozalnym. Wręcz przeciwnie, curiozum jest to, że dotychczas tego nie zrobiono! Wskazywał na to Krzysztof Leski w jednym ze swoich wpisów i w tym względzie całkowicie się z nim zgadzam. Sam mieszkałem w bezpośrednim sąsiedztwie Sejmu do niedawna, jako dzieciak bawiłem się na gzymsach zabudowań sejmowych, później często korzystałem ze skrótu przez uliczki Sejmowe. Zawsze zdumiewała mnie niefrasobliwość osób odpowiedzialnych za bezpieczeństwo parlamentarzystów. To, że jak dotąd żadna tragedia się nie wydarzyła wydaje mi się raczej słabym argumentem przeciw budowie ogrodzenia. Argument przytoczony przez pana Szejnfelda jest po prostu ABSURDALNY! Toż w całym naszym kraju każdy ma płoty, płotki, mury, domofony i inne ustrojstwa służące zapewnieniu bezpieczeństwa. I jakoś nikt nie uważa tego za bzdurę. Ja tu czegoś nie rozumiem... Rozumiem natomiast czysto populistyczne zagranie ze strony PO, taki jeszcze jeden "gwóźdź do trumny PIS" - nie dość, że chcieli wyrzucić w błoto 5,5 mln złotych to jeszcze się od społeczeństwa odgrodzić!
Zarówno odwołanie budowy ogrodzenia, jak i sposób poinformowania o tym uważam za, łagodnie mówiąc - niezasadne.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)