"Mam wrażenie, że coś jednak się stało ważnego, że coś się zmieniło. I nie jest to bynajmniej zmiana na lepsze. Tysiące osób przyszło bowiem w jedno miejsce po to, by zamanifestować swój sprzeciw wobec Krzyża, i wobec grupki osób, która wokół tego krzyża się modli.(...)
Nagle okazało się, że ściąga ich w jedno miejsce negacja krzyża, że media chętnie pokazują ich zachowanie, i że nie widzą nic złego w wyśmiewaniu pobożności, symboli i prawd wiary… Tak może się zacząć polski zapateryzm. Oby nie! Ale uczestnicy tej akcji otrzymali ważny komunikat: można bezkarnie naśmiewać się z wiary i pobożności. A władze miasta i media pomogą im w tym." Tomasz Terlikowski
Ze smutkiem muszę zgodzić się z tymi słowami.
Długo miałem zróżnicowane zdanie na temat "sporu o krzyż". Uważałem, że katastrofa w Smoleńsku, jako najtragiczniejsze wydarzenie w najnowszej historii Polski powinna zostać upamiętniona. I że to upamiętnienie powinno mieć miejsce na Krakowskim Przedmieściu - jako symbolicznym miejscu, w którym setki tysięcy Polaków łączyło się w kwietniu w żałobie. Niemniej byłem raczej zwolennikiem postawienia pod Pałacem w miejsce Krzyża pomnika albo tablicy ku pamięci wszystkich ofiar. Z różnych powodów, ale choćby dlatego, że nie wszystkie ofiary tragedii w Smoleńsku były katolikami, były i osoby niewierzące; jak i dlatego, że ten Krzyż stał się symbolem tylko jednego polityka ( co w moim odczuciu stało się bez czyjeś specjalnej winy, był to pewien naturalny proces ). Zważywszy, ze teraz w Pałacu ma urzędować osoba reprezentująca konkurencyjną opcję polityczną było to dość niezręczne.
Martwiło mnie jednak, że zamiast tych argumentów na pierwszy plan wysunięta została kwestia neutralności światopoglądowej Państwa. Pisałem o tym, że logiczną konsekwencją usunięcia krzyża z pod Pałacu wyłącznie z powodów świeckości Państwa byłoby usunięcie krzyży też ze szkół, urzędów i z Giewontu.
http://zbigniew-kaliszuk.salon24.pl/209702,krzyz-pod-palacem-a-neutralnosc-swiatopogladowa-panstwa
Niestety moje obawy nie okazały się płonne. Polityczny spór o pamięć dla zmarłych, przemieszał się ze sporem o miejsce religii w Polsce.
W ostatnich dniach każdego wieczoru pod Pałacem prezydenckim odbywają się szydercze imprezy. Modlące się osoby są wyzywane, wyszydzany jest krzyż i wiara katolicka.Wśród wielu chamskich wybryków wyróżniło się m.in. przyniesienie krzyża z puszek po piwie "Lech" i udawanie jego obrony.
Przyglądałem się wczorajszej manifestacji przeciwników krzyża samemu będąc pod Pałacem. Jakie atrakcje czekały na ludzi? Przebrany Papież pozdrawiający tłum z balkonu, "modły do byle czego" (jak to określili organizatorzy), okrzyki „Krzyże do kościoła, bydło do obory”, transparenty "Mohery na stos", "Przeproście i spie...". Wszystko ku wielkiej uciesze tłumu. Szydercy lubowali się też w podchodzeniu do modlących się osób i robieniu im jak jakimś specjalnym okazom zdjęć. Była też meksykańska fala, skakanie w rytm piosenki "Kto nie skacze ten za krzyżem", wołanie "Do Kościoła". Wszystko działo się w jednym celu - wyśmianiu modlących się osób, moherowych beretów a w przypadku wielu osób, także wszystkiego co katolickie. Organizatorzy ze swojej platformy nawoływali, że Polska jest świecka.
Wszystko działo się przy przyzwoleniu miasta, które wydało zgodę na taką manifestację i ku uciesze większości mediów.Wczorajsza manifestacja została przez nie okrzyknięta wesołym piknikiem. Jakże inny to stosunek niż wobec grupy "obrońców krzyża", która te same media bezlitośnie obrzucały ( i ciągle to robią) najgorszymi epitetami od fanatyków do osób opętanych przez szatana. Reakcja mediów na wczorajszą demonstrację jak i wcześniejsze milczenie (czy nawet życzliwość - "Gazety Wyborczej", czy "Metra") w stosunku do tego co się działo pod Pałacem wieczorami nie pierwszy raz pokazują ich olbrzymią stronniczość.
Najbardziej przykre w tym wszystkim jest zachowanie wielu katolików, księży, czy nawet hierarchów. Kościół, który tak krytycznie oceniał zachowania części obrońców krzyża 3 sierpnia, gdy nie uniemożliwili przeniesienia krzyża, teraz gdy krzyż jest jeszcze bardziej profanowany, gdy szydzi się z naszej wiary - milczy. Wielu katolikom zaś to co się dzieję zupełnie nie przeszkadza, a nawet się podoba, bo przecież trzeba zrobić porządek z fanatykami, którzy tylko szkodzą naszej wierze. Mam wrażenie, że wielka niechęć do Jarosława Kaczyńskiego powoduje, że część osób jest zdolna uzasadnić przed samym sobą i zaakceptować największą nawet "chamówę", jeśli dopieka ona politycznym rywalom. Nawet jeśli dotyka ona wiary w którą ponoć się wierzy.
Niestety ciesząc się, że dogryźliśmy wczoraj ( i w inne dni) moherom, czy też nie wahając się posłużyć argumentem o laickości Państwa byle tylko zawalczyć z pamięcią o Lechu Kaczyńskim katolicy wykazują się wyjątkową krótkowzrocznością. Nie dość, że pozwalamy w ten sposób na szydzenie z naszej wiary, to jeszcze otwieramy drzwi do rugowania jej z przestrzeni publicznej. Nie jest przypadkiem, że SLD zorganizowało dziś kolejną demonstrację, tym razem w obronie świeckości Państwa. Partia ta głosi m.in. chęć usunięcia lekcji religii ze szkół.
Z wczorajszej manifestacji zapamiętałem też jeszcze jeden obrazek. Stałem niedaleko grupy modlących się osób. W którymś momencie pewien Pan z błagalnym wzrokiem spojrzał na mnie i osoby stojące obok i od serca powiedział "zaśpiewajcie z nami, to jest polska piękna pieśń, możemy ją zaśpiewać razem". Pieśń, religijna rzeczywiście była poruszająca. Ciężko się przyznać, ale bałem się zaśpiewać. "Wyjść przy tłumie nieprzychylnych osób na mohera? Nie. Przyszedłem jako neutralny obserwator. nie będę się angażował" myślałem sobie. Ta sytuacja dała mi po czasie dużo do myślenia. Mogłem naocznie się przekonać, że obraz wytwarzany przez media na podstawie jednego (fakt, karygodnego) wydarzenia z 3 sierpnia i wyrywkowych wypowiedzi i filmów na youtube jest niezwykle mocno przesadzony. Ci ludzie głównie się modlą. Może miejsce jest nie takie jak powinno być, ale co jest złego w modlitwie? Co by się stało złego jakbym zaśpiewał pieśń religijną? Co więcej ci ludzie mają szczytne cele. Dla swojego Państwa i wiary znoszą najgorsze wyzwiska, kpiny, bycie traktowanym jak małpy. Ja nie potrafiłem na głos zaśpiewać nawet jednej piosenki, a oni znoszą najgorsze rzeczy. Jakaż to inna postawa niż ich oponentów, którzy są agresywni z czystej złości. Jakaż to inna postawa niż tych katolików, którzy ciskali na nich gromy, a którym najwyraźniej nie przeszkadza gdy się szydzi z ich wiary. Nawet jeśli postawa "obrońców krzyża" jest błędna to nie zasługują na szyderstwa ale duszpasterską troskę i naszą modlitwę.
Mam nadzieję, że będziemy w stanie dokonać w sobie autorefleksji...


Komentarze
Pokaż komentarze (2)