Zbigniew Jacniacki Zbigniew Jacniacki
163
BLOG

Dzisiaj mija 70 rocznica upadku powstańczej Warszawy...

Zbigniew Jacniacki Zbigniew Jacniacki Społeczeństwo Obserwuj notkę 0

    Człowiek człowiekowi zgotował ten los...

 

   Rodacy, uważajcie w czyje głowy 

oddajecie swój los i los swoich wnuków...



                                                         O ile rozpoczęcie walk było fetowane , o tyle o końcu zdecydowanie ciszej...

 Szukanie winy  Niemców lub Sowietów ma skutecznie osłabić  ocenę odpowiedzialności Polaków...

 Nie, nie wszystkich . Bardzo konkretnych ...W stopniach generalskich...

Przyjrzenie się sylwetkom kilku mężczyzn powinno zaowocować refleksją , jak ważne jest branie pod uwagę kompetencji osób powoływanych na ważne decydenckie stanowiska publiczne..

Również dzisiaj...

Niestety lojalność partyjna ciagle wygrywa nad lojalnością wobec narodu polskiego...

Patrz niedawne  zachowanie prezydenta i posłów konstruujących  rząd...


Obyśmy nigdy już  nie musieli czytać kajania  się urzędników państwowych- oto wyjątek

 z odezwy do Narodu z dnia 3 października 1944 r. wystosowanej przez Radę Jedności Narodowej i Krajową Radę Ministrów, w której m.in. czytamy:


 ...Podjęliśmy jawną walkę w Warszawie nie w tej intencji, abyśmy mieli sami Niemców pobić. Byliśmy na to za słabi liczbą i uzbrojeniem. Liczyliśmy na pomoc /.../ naszych Aliantów Zachodnich. Zawiedliśmy się. Skutecznej pomocy nie otrzymaliśmy. Potraktowano nas gorzej, niż sprzymierzeńców Hitlera: Italię, Rumunię, Finlandię. Walczyliśmy więc samotnie przez dziewięć tygodni. Walczyliśmy na gruzach Warszawy, na gruzach tego wszystkiego co kochamy, co jest pamiątką naszej wielowiekowej przeszłości. Krew nasza wsiąkła obficie w Świętą Ziemię Polską. A kiedy żołnierze nasi wystrzelali ostatnie, zdobyte na nieprzyjacielu pociski, kiedy matki dzieci naszych nie miały już czym karmić, ani napoić, kiedy długie kolumny ludzi nie znajdowały już wody w wypróżnionych studniach, kiedy trupy umarłych z głodu zaczęliśmy wyciągać z piwnic - nie mieliśmy żadnych możliwości prowadzenia dalszej walki i walkę tę przerywamy. Sierpniowe powstanie z powodu braku pomocy upada w tej samej chwili, gdy Armia nasza pomaga wyzwolić się Francji, Belgii i Holandii. Powstrzymujemy się dziś od sądzenia tej tragicznej sprawy. Niech Bóg Sprawiedliwy oceni straszną krzywdę, jaka Naród Polski spotka i niech wymierzy słuszną karę jej sprawcom...(Polskie Siły Zbrojne w II Wojnie Światowej, Londyn t. III, s.884-5)


 

 

 

 



Poniżej kolejny z tekstów doktora Jacka Smolarka poświęcony Warszawie 44, 

w którym widać , jak w soczewce , że zaniedbania w doborze kadr państwowych

 mszczą się okrutnie... I do kogo wtedy należy mieć pretensję ?

 

 

 

 




 O  trzech generałach, 

którzy doprowadzili do  Powstania Warszawskiego         

       (70-ta rocznica powstania warszawskiego)                                                                                        



   Powstanie Warszawskie jako przejaw braku poczucia odpowiedzialności, rzetelnego,

 realnego rozeznania sytuacji międzynarodowej oraz militarnej na przedpolach Warszawy,   

    a także  nieudana, nieszczęśliwa demonstracja polityczno-militarna, doprowadzi w konsekwencji do jednej z największych tragedii w dziejach Polski. Już    wcześniej pojawiło się wiele    opinii , 

że należymy do grupy narodów, w których podejmuje się wyjątkowo dużo szkodliwych i błędnych decyzji na różnych poziomach władzy. Nasze dzieje często również po czasy obecne  naszpikowane są tragicznymi, szkodliwymi decyzjami. Jednakże do zawężonej świadomości historyczno-politycznej polskiego społeczeństwa prawda o tym na ogół rzadko dociera.               

  U nas  o obiektywnej  prawdzie nie decydują  fakty lecz aktualna polityka, ideologia, propaganda 

i prawdą w ostateczności stają się różne stworzone mity oraz legendy uniemożliwiające społeczeństwu wyciąganie prawidłowych wniosków z przeszłości oraz modernizację swojego najczęściej naiwnego politycznie, narzuconego mu modelu- sposobu myślenia. Różne gremia polityczne preferujące korzystne dla swoich partykularnych interesów ,,prawdy historyczne” odpowiadają zarazem za stan świadomości polityczno-historycznej polskiego społeczeństwa.. 


   Wspominając dzisiaj po latach powstanie warszawskie , podkreśla się głównie bohaterstwo walczących powstańców. Oddając hołd poległym bohaterom, gdyż na to rzeczywiście zasłużyli , 

o wiele mniej wspomina się o cierpieniu ludności cywilnej, zniszczeniu miasta, a już sporadycznie

 o okolicznościach, które do przedwczesnego wybuchu powstania, do tej tragedii narodowej doprowadziły. Rzadko pojawiają się pytania, czy w ogóle należało wywoływać powstanie, narażać ludność i miasto na zniszczenie, gdyż przecież nawet pomyślny militarnie jego przebieg nie wpłynąłby na zmianę kształtującej się sytuacji politycznej, związanej z zejściem ze sceny politycznej II Rzeczpospolitej i powstaniem III Rzeczpospolitej nazywanej powszechnie PRL-em.

 Czy rzeczywiście za końcową fazę   okupowanej II RP  należało jeszcze dodatkowo, bez sensu płacić tak olbrzymimi stratami, życiem ludzkim, cierpieniem, nie mającym w najmniejszym stopniu wpływu na zmianę stosunku tzw. Wielkiej Trójki do sprawy polskiej? 


 Pełnej prawdy o motywach jakimi się kierowały osoby podejmujące decyzję o wybuchu Powstania

 w  audycjach radiowo-telewizyjnych i publikacjach, na ogół niewiele się wspomina. O kardynalnych błędach, jakie zostały popełnione rzadko się mówi. Winą za tą tragedię obciąża się  głównie- co jest oczywiste - okupanta niemieckiego, a także (...) i Stalina, wytykając mu, że Armia Radziecka nie przyszła powstaniu z pomocą i w ten sposób określone orientacje polityczne zaszczepiają  współczesnemu społeczeństwu polskiemu postawy rusofobii wobec obecnej  (...) Rosji,  porównując ją z ZSRR zbudowanym przez kosmopolitów, internacjonalistów tworzących obecnie Unię Europejską- Stany Zjednoczone Europy.


     Już podczas wojny domagało się wielu polskich polityków i wojskowych wyjaśnienia do końca sprawy podjęcia decyzji o wybuchu powstania, o czym większość publikacji na ten temat nie wspomina. Żądali tego m. in. członkowie podziemnego parlamentu - Rady Jedności Narodowej , Jerzy Braun (Stronnictwo Pracy), Władysław Jaworski (Stronnictwo Narodowe), gen. Anders, który uznał wybuch powstania za wielkie nieszczęście i inni.


     Podejmowane decyzje przez jedną osobę lub kilka  mają często duży wpływ nie tylko na ich osobiste życie, ale także na los setek tysięcy i milionów ludzi. Decyzje nieprzemyślane, nierozsądne, doprowadzające do pogorszenia się, a nawet tragicznej sytuacji ludności w Polsce podejmowano jak wcześniej wspomniano dość często. Niekiedy prowokowane, manipulowane zwłaszcza powstania w Polsce, z wyjątkiem Powstania Wielkopolskiego (1918-1919), Powstań Śląskich  doprowadzały do tragicznej sytuacji naród polski. Głównie trzej polscy generałowie, wywołując powstanie warszawskie doprowadzili do tragedii ludność Warszawy.


 W dniu 31 lipca 1944 r. wymuszona została decyzja dotycząca wybuchu powstania przez osoby kierujące się w swoim postępowaniu głównie emocjami politycznymi, a nie względami taktyczno-wojskowymi oraz istniejącą sytuacją na froncie,   kiedy jeszcze nie rozpoczął się manewr wojsk radzieckich okrążających Warszawę. Zdecydowana większość oficerów Komendy Głównej Armii Krajowej była przeciwko wywołaniu powstania w Warszawie.  Do wybuchu powstania  doprowadzili dwaj wojskowi politycy- piłsudczycy, a nie  typowi oficerowie sztabowi -gen. Tadeusz Pełczyński oraz gen. Leopold Okulicki, którzy wymusili 31.VII.1994r. po godz. 16 przed planowanym zebraniem się KG AK na  gen. Tadeuszu Borze –Komorowskim Dowódcy AK    decyzję o rozpoczęciu 1 sierpnia 1944 r. o godz.17 powstania w Warszawie. Sprawy typowo sztabowe, operacyjno-strategiczne znajdowały się nieco wcześniej w kompetencji doświadczonych  byłych również oficerów armii rosyjskiej gen. Stanisława Tatara(1896-1980) Szefa  Oddziału III Operacji Sztabu KG AK oraz płk Janusza Bokszczanina (1894-1973)- od 5 lipca 1944 r. zastępcy szefa sztabu KG AK. Ze względu na ich realistyczne podejście do sytuacji na froncie wschodnim oraz sytuacji polityczne zostali odsunięci z zajmowanych stanowisk. Generała Tatara w kwietniu 1944 r. wysłano do Londynu, gdzie został zastępcą Naczelnego Wodza  gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Szefostwo operacji przestało funkcjonować, nastąpiła likwidacja  tej ważnej komórki, co według szefa Oddziału V-Łączności, zastępcy szefa sztabu KG AK płk Pluty –Czachowskiego ,,fatalnie się zemściło”. 


 Gen. Bór –Komorowski, na którym gen. Pełczyński i gen. Okulicki wymusili  podjęcie tragicznej dla narodu decyzji, nie nadawał się również na sprawowanie tak ważnej funkcji - dowódcy Armii Krajowej. Jako dowódca AK wypadł fatalnie, gdyż nie miał odpowiedniego przygotowania wojskowego do pełnienia tej funkcji. Będąc kawalerzystą był głównie miłośnikiem sportów konnych uczestnicząc w olimpiadach w Paryżu, Berlinie, a przed wybuchem wojny został komendantem szkoły kawalerii w Grudziądzu. Po klęsce wrześniowej znalazł się w Krakowie, skąd zamierzał przedostać się na Zachód do Paryża, ale działacz Stronnictwa Narodowego Tadeusz Surzycki- inicjator tworzenia organizacji wojskowej- nakłonił go jako nie piłsudczyka do zaangażowania się w te sprawy i objęcie funkcji dowódcy. Utworzona w krakowskim organizacja wojskowa połączyła się z organizacją Służba Zwycięstwu Polski. 


I gdy się zorientowano ,że dowódca okręgu krakowskiego nie jest piłsudczykiem- w celu jego kontroli przesunięto gen. Bora   do Komendy Głównej AK, gdzie pełnił funkcję zastępcy dowódcy AK, wykonując można powiedzieć  jedynie specjalne zadania ale nie o charakterze wojskowym. Gen. Bora-Komorowskiego jako dobrze wychowanego , gładkiego, inteligentnego, prawdomównego gen. Grot-Rowecki wykorzystywał jedynie do nawiązywania kontaktów z organizacjami politycznymi, rozmów politycznych, a nie spraw typowo wojskowych. Po aresztowaniu gen. Grota-Roweckiego w połowie 1943 r. dowódcą AK zostaje można powiedzieć fikcyjny jego zastępca. 


W depeszy do Naczelnego Wodza gen. Sosnkowskiego,  odmawiając przyjęcia nominacji na dowódcę AK, gen. Bór  uczciwie i trafnie ocenił swoje umiejętności, twierdząc: nie mam dostatecznych kwalifikacji aby wziąć   na siebie taką odpowiedzialność, czuje się w obowiązku nie przyjąć zaoferowanego zaszczytnego stanowiska. Mimo tej odmowy objęcia stanowiska dowódcy AK  wynikającej z poczucia słabych kwalifikacji wojskowych, gen. K. Sosnkowski w  formie rozkazu wysłanego depeszą wymusił przyjęcie przez gen. Bora tej nominacji pisząc: ,,Sąd o Pana kwalifikacjach należy do mnie. Rozkazuje Panu objąć to stanowisko i nie życzę sobie korespondencji na ten temat”. Tą nominację gen. Bora na dowódcę AK  członek KG AK płk Rzepecki  uznał, że ,,była tragicznym nieporozumieniem”.[1] Zresztą zdecydowana większość oficerów KG AK miała podobną opinię. 


Jeżeli zatem miało się poczucie braku  odpowiednich kwalifikacji w tym sztabowych, to nie należało w żadnym wypadku  tej ważnej funkcji przyjmować- zaproponowanej w formie rozkazu przez gen. Sosnkowskiego. Jednakże gen. Bór przyjmował każde stanowisko jakie mu proponowano. Nawet pod koniec września 1944 r. na kilka dni przed zakończeniem powstania, pójściem do niewoli czyli- obozu jenieckiego przyjął od polskiego rządu londyńskiego po dymisji gen. Sosnkowskiego zaproponowane mu nierozsądnie stanowisko Naczelnego Wodza nad wszystkimi wojskami polskimi, w tym walczącymi na froncie zachodnim.  Tak więc gen. Bór-Komorowski w sprawach wojskowych nie był osobą samodzielną. Ważne decyzje wojskowe nie były jego osobistymi decyzjami. Uczestnik i znawca powstania warszawskiego Jan Ciechanowski zwrócił się z zapytaniem w tej sprawie do gen. T. Pełczyńskiego:

,, Niech pan powie, kto dowodził Armią Krajową?.

- Dlaczego pan pyta?. 

-Bo mówią , że pańska żona dowodziła.

- Nie. Komorowski dowodził. Ale myśmy go podtrzymywali i pomagali podejmować decyzje”. 


Właśnie silne naciski osobiste gen. Pełczyńskiego i gen. Okulickiego- zwolenników jak najszybszego rozpoczęcia powstania, którzy również wykorzystywali nierzeczywisty meldunek płk Chruściela-,,Montera” o wkraczaniu wojsk radzieckich na Pragę- spowodowały wydanie przez gen. Bora przedwczesnego tragicznego w swych skutkach rozkazu. Według płk  dypl. Leona Mitkiewicza- w latach 1940-1942 szefa Oddziału II i zastępcy szefa sztabu Naczelnego Wodza w latach 1943-1945 przedstawiciela Naczelnego Wodza  w Połączonym Komitecie Szefów Sztabów w Waszyngtonie- ocena wyglądała następująco: ,, Jeśli chodzi o moją opinię o ś. p. gen. Komorowskim, to zaliczam go do pierwszej klasy gentelmanów niemal do rycerzy. Kawalerzysta. Ale opinii o nim jako dowódcy Armii Krajowej, nie mogę panu przekazać”.[2] Na posiedzeniu Kapituły Orderu Wojennego Virtuti Militari 30.10.1944 r., na którym rozpatrywano sprawę nadania  odznaczenia II klasy gen. Bór- Komorowskiemu, znajdującym się w niewoli niemieckiej, Kanclerz jej gen. broni Lucjan Żeligowski między innymi stwierdził:

 “Powstanie zakończyło się tragicznie. Zaczęło się za wcześnie. Nie wiem, czy powstanie nawet dzisiaj winno się zacząć. Pomyłka ta doprowadziła do katastrofy. Czyja to wina? Niedoświadczenie dowództwa, a później straszna tragedia. Ja np. będę głosować za odłożeniem wniosku, ponieważ nie widzę racji w pośpiechu odznaczenia. Nie widzę, kto rozkazał robić powstanie. Czy zrobił to Bór sam - czy otrzymał rozkaz? Jeżeli Bora mamy odznaczać, to musimy go widzieć czystym. Mam przeświadczenie, że po wojnie każdy z nas powinien się dowiedzieć o prawdzie powstania i rozkazu, kto go wydał. Przecież i w 1939 r. wojsko i ludność Warszawy z Prezydentem Starzyńskim walczyła, a Prezydent Stefan Starzyński nie został dotychczas odznaczony. Czemu dzisiaj taki pośpiech z Borem?”.[3]  Po naciskach politycznych, w sprawie przyznania gen. Borowi-Komorowskiemu Orderu Wojennego Virtuti Militari II klasy, gen. Żeligowski zrezygnował z funkcji Kanclerza Kapituły.


   Wywierający presje na gen. Borze-Komorowskim   gen. Tadeusz Pełczyński (1892-1986) należał w młodości do Związku Strzeleckiego, Związku Walki Czynnej, walczył jako piłsudczyk, legionista przeciwko państwom ententy, wspierał państwa centralne- Niemcy i  Austro-Węgry. W okresie międzywojennym pełnił między innymi obowiązki szefa wywiadu, II Oddziału Sztabu Głównego Wojska Polskiego i w rozmowach w dniu 26.05. 1936 r. oraz 30.05.1937 r. z szefem francuskiego II Oddziału płk Gauche deklarował ścisłą współpracę z Niemcami hitlerowskimi. Uważał że:

,,istnieje wiele wspólnych cech(points communs) między mentalnością polską i mentalnością niemiecką i że w płaszczyźnie duchowej nic podstawowego nie odgradza tych dwóch krajów”.[4] 

W czasie okupacji był komendantem Okręgu Lublin Związku Walki Zbrojnej, a następnie szefem sztabu KG AK i zastępcą dowódcy AK(10.09.1943-02.10.1944). Ciągle dezorganizował Komedę i jej funkcjonowanie. I na przykład trzy dni przed wybuchem powstania zdjął ze stanowiska kwatermistrza KG AK płk dyp. Zygmunta  Miłkowskiego ( ps.Denhoff) i wysłał do Łodzi na dowódcę obszaru Zachodniego. Mimo ,że gen. Pełczyński nie posiadał odpowiednich kwalifikacji operacyjno-sztabowych, dążył do objęcia funkcji Komendanta AK. Co prawda to mu się nie udało ale jak twierdzi Szef Biura Informacji i Propagandy płk Jan Rzepecki  ,,w ciągu kilku miesięcy stał się faktycznym dowódcą”.[5] Według płk Rzepeckiego był osobą skrytą, rzadko zabierającą głos podczas odpraw, nie przedstawiającą własnych opinii. Miał w ogóle trudności z podejmowaniem decyzji ,

 a szczególnie w nagłych sytuacjach. Łatwo ulegał wpływom bliskich osób, które odpowiednio umiały sprzedawać mu własne zdanie, jakby pochodziło od niego. Głową polityczną gen. Pełczyńskiego miała być jego żona Wanda interesująca się polityką, przedwojenna posłanka do Sejmu z okręgu wileńskiego. Zdaniem gen. Tatara jako piłsudczyk gen Pełczyński ,, nie był demokratą i wzorem swojego mistrza przedkładał zamachy stanu na kompromisy”.[6] O małej wiedzy gen. Pełczyńskiego w sprawach operacyjnych świadczy chociażby współudział  w drugiej tragicznej próbie przedarcia się w rejonie Dworca Gdańskiego na Starówkę w dniach 21-22 sierpnia oddziałów z Kampinosu nie doświadczonych w walkach w mieście, ponoszących olbrzymie straty, niepotrzebnie  wykrwawionych.  Już wcześniej  dowódcy po zapoznaniu się z planami  akcji domagali się, żeby oddziały żoliborskie zaprawione w walkach w mieście, znające teren, wykonali natarcie, a oddziały leśne   zakłócały niemieckie szlaki zaopatrzeniowe. Po przybyciu na Żoliborz gen. Pełczyński   wpływa podobnie,

 jak płk Jan Ziemski (1895-1974),,Wachnowski” dowódca ,,Grupy Północ”, na płk Mieczysława Niedzielskiego(1897-1980) ,,Żywiciela , żeby oddziały z Kampinosu ponowiły frontalny atak

 i nie przemieszczały się na Starówkę podziemnymi kanałami. 

Sam gen. Pełczyński  oraz doświadczony w walkach miejskich 250 osobowy oddział powstańców mający wzmocnić oddziały z Kampinosu przedostali się na Żoliborz kanałami. Początkowo gen. Pełczyński miał kierować natarciem, mimo że nie przeprowadzono należytego  rozpoznania  przeciwnika. Następnie z tej roli się wycofał oraz wycofano z ataku w rejonie Dworca Gdańskiego również oddział powstańczy- staromiejski, który przybył na Żoliborz kanałami. ,,Żywiciel” uważał ,

że oddziały leśne z Kampinosu  same dadzą sobie radę, a przecież Niemcy doskonale orientowali się

 w sytuacji. Wiedzieli  o zrzutach broni w Kampinosie, marszu oddziałów z Kampinosu  na pomoc Starówce i doskonale się przygotowali, ustawiając na tym 300 metrowym odcinku zasieki, w bliskich odstępach karabiny maszynowe, na torach pociąg pancerny oraz kierowali  ogień artyleryjski 

z Cytadeli i Burakowa. Doszło do masakry oddziałów z Kampinosu, chociaż mogły przedostać się 

na teren Starówki kanałami. Ale na tym frontalnym ataku zależało zwłaszcza gen. Pełczyńskiemu. 

Ten atak miał być materiałem do komunikatów radiowych, wskazujących, że już pierwsza pomoc

 z kraju do Warszawy dotarła. Naiwny generał przekonany był, że Europa i świat  walkę powstańczą 

w Warszawie obserwują i im więcej się krwi polskiej przeleje tym sprawa polska nabierze większej wagi na arenie międzynarodowej.  


    Najbardziej angażował się w wywołanie powstania gen. Leopold Okulicki (1898-1946). Mimo ,

że nie był ostrożny, spokojny i nie nadawał się do pracy konspiracyjnej, gen. Pełczyński wyznaczył 

 go po powrocie do Kraju 22 maja 1944 r. szefem konspiracyjnej organizacji ,,Nie” na terenach zajętych przez wojska radzieckie. Już  na samym początku wojny, prowadząc  działalność konspiracyjną jako komendant  Służby Zwycięstwu Polski i Związku Walki Zbrojnej w Okręgu Łódzkim, nie zachowując ostrożności bardzo szybko został zdekonspirowany i tylko szczęśliwym trafem zdołał uniknąć aresztowania, uciekając do Warszawy. Podobnie zachowywał się we Lwowie, gdzie został wysłany w listopadzie 1940 r. na własną prośbę w celu odbudowy zlikwidowanej przez NKWD siatki konspiracyjnej. W krótkim czasie w ciągu niecałych 3 miesięcy  od przyjazdu w dniu 23 stycznia 1941 r. został aresztowany. NKWD przez ten okres pozwoliła mu pracować w celu ustalenia jego różnych kontaktów. Płk Okulicki,  zamiast budować nową siatkę konspiracyjną całkowicie odciętą od starej  wszedł jednak w bezpośredni kontakt z kilkoma członkami wcześniejszej organizacji, nie zastanawiając się nad tym, czy znajdujący się na wolności są inwigilowani. Niestety  niecierpliwy jego charakter nie pozwalał mu na postępowanie zgodne z zasadami konspiracji. Oficer NKWD, który aresztował  płk Okulickiego, powiedział do jego kolegi , że, nigdy nie spotkał wśród przywódców podziemia człowieka tak naiwnego i równie upartego.[7] Mimo  zachowania się nieprawidłowego

 płk Okulickiego  w różnych sytuacjach i okolicznościach, Naczelny Wódz  gen. Sosnkowski wysłał

go w maju 1944 r. do kraju i od tego momentu mianowany był generałem. Gen. Sosnkowski zlecił płk Okulickiemu nastawianie wrogo AK i miejscowych polityków wobec  nie piłsudczykowskiego polskiego rządu w Londynie i ograniczenie do minimum działań zbrojnych przeciwko Niemcom,

 a więc nie podejmowanie działań powstańczych oraz tworzenie organizacji konspiracyjnej działającej na terenach wyzwalanych przez Armię Czerwoną. Według płk Iranka- Osmeckiego (1897-1984) szefa Oddziału II KG AK nastawiony wrogo do rządu londyńskiego gen. Okulicki twierdził, ,,że jeśli Mikołajczyk  zawrze porozumienie z PKWN i zgodzi się utworzyć nowy rząd z ministrami komunistycznymi… to wówczas powinniśmy stawić opór…”[8] W tym okresie premier Mikołajczyk

 o tym wcale  nie myślał, odrzucając w Moskwie na początku  sierpnia 1944r  propozycje Stalina  

o utworzeniu wspólnego rządu  składającego się z przedstawicieli polskiego rządu londyńskiego 

i PKWN-u, z czego niezadowolony był Winston Churchill  .  Znawca powstania warszawskiego 

Jan Ciechanowski zwrócił się z zapytaniem do gen. Stanisława Kopańskiego, dlaczego 

 gen. Sosnkowski na misję do kraju wysłał właśnie gen Okulickiego. Gen Kopański w ten sposób odpowiedział: ,,Gdyby Naczelny Wódz zapytał mnie o opinię, to wystawiłbym Okulickiemu taką, że nigdy by nie poleciał. Podobno na odprawach Komendy Głównej AK  zachowywał się histerycznie, krzyczał na, Bora. Namawiał  też Iranka-Osmeckiego, żeby meldował tak, aby powstanie wybuchło. Parł do niego za wszelką cenę”. Zdaniem również gen. Bora-Komorowskiego ,,Okulicki był bardzo impulsywnym i zaciętym oficerem… szybko się decydował. To był ktoś: to był chłopak do wypitki i do wybitki. To był chojrak. Lubił pić i bawić się. ,,Był jak Byk-twierdził płk Bokszczanin-, który umiał tylko rzucać się na wszystkie czerwone płachty, którymi wymachiwano mu przed nosem…”.[9]  Natomiast dwie główne namiętności gen. Okulickiego według gen. Pełczyńskego to: miłość do Polski i nienawiść do Rosji Sowieckiej. Nienawiść ta była tak gwałtowna, że Anders…, musiał odwołać go z funkcji szefa sztabu Armii Polskiej w ZSRR.

   Po przyjeździe do kraju Okulicki próbuje odegrać główną rolę w AK, nie mając niestety autorytetu  gen. Grota-Roweckiego, inteligencji gen. Tatara, ścisłego i precyzyjnego sposobu myślenia, dyscypliny klasycznego oficera sztabowego. Dążył  również do zmian na  najwyższych stanowiskach polskiego podziemia, próbując je obsadzić ludźmi byłej sanacji i pozyskać nawet ludowców, co było mało realne dla osiągnięcia tego celu. Podczas powstania relacjonował płk Pluta-Czachowski ,że zaprosił jego oraz płk Iranka- Osmeckiego na koniak szef sztabu KG  Batalionów Chłopskich Kazimierz Banach  i ,,w czasie tej rozmowy opowiadał o tym, że w czerwcu w prywatnym mieszkaniu na Polnej 40 odbyła się całonocna biesiada, uczestniczyli Banach, Rzepecki, Okulicki i Bień. Okulicki   dowodził, że Jankowski i Bór nie zdolni są do decyzji i sprawowania władzy, że trzeba ich odsunąć i wprowadzić władzę ludowcowo-akowską. Na komendanta wysuwał Pełczyńskiego. Oburzona tą ostatnią propozycją Piasecka, która dyżurowała w sąsiednim pokoju, miała przerwać wywód Okulickiego i zgasiła tą nocną rodaków naradę”.[10]

   Wywołanie powstania przez wymuszenie w tej sprawie decyzji na Borze-Komorowskim interesowało również stronę niemiecką. Głównie niemiecka wyższa kadra oficerska, generalicja wywodząca się zwłaszcza z junkierstwa pruskiego zainteresowana była tą sprawą. Liczyła na pewne korzyści  polityczno-militarne nie tylko ze względu  na wyeliminowanie Hitlera (zamach 20 lipca 1944 r. w Wilczym Szańcu), ale i wybuch powstania w Warszawie. Strona niemiecka przewidywała, że nie wyzwolenie  przez Armię Radziecką powstańczej Warszawy  miało  wpłynąć na wzrost nastrojów antyradzieckich, pogorszenie się stosunków zachodnich aliantów z ZSRR, co  ułatwiłoby Niemcom   podpisanie w miarę korzystnego, podobnego jak w listopadzie 1918 r.  zawieszenia broni, kapitulacji wyłącznie na froncie zachodnim. Po podpisaniu kapitulacji  na zachodzie, w której to sprawie toczyły się tajne rozmowy wywiadów, Niemcy planowali  skierowanie wszystkich swoich sił zbrojnych z zachodu na front wschodni w celu utrzymanie linii frontu na przedpolu Prus Wschodnich i Wiśle. Niemcy  również dobrze orientowali się, że powstańcza Warszawa nie zostanie wyzwolona w najbliższym okresie gdyż trwająca  39 dni ofensywa I Frontu Białoruskiego już się wyczerpywała. Front przesunął się o 470 km na zachód, miał zatrzymać się po zajęciu Białegostoku, Lublina, Przemyśla i Lwowa, gdyż linie komunikacyjne były bardzo wydłużone, magazyny z amunicją, składy materiałowe, większość szpitali pozostały daleko w tyle. Ofensywa radziecka w ramach operacji ,,Bagration” na odcinku środkowej Wisły już się wyczerpała, co uniemożliwiło okrążenie i wyzwolenie Warszawy. Zresztą Niemcy umocnili linie frontu na Wiśle oraz przed  Prusami Wschodnimi i na wschód od Warszawy umieścili doborowe dywizje pancerne takie jak ,,SS-Wiking”, ,,Tofenkof”, ,,Hermann Göring” itd. W tym czasie również przygotowywana  była od dłuższego czasu wielka ofensywa armii radzieckiej na południu Europy w kierunku Bałkanów, która rozpoczęła się w sierpniu.

    Tak więc decydenci wymuszając decyzję w sprawie wybuchu powstania w czym również zainteresowana była strona niemiecka-doprowadzili do tragedii społeczeństwo Warszawy oraz do dużych strat gospodarczo- kulturowych cały naród polski. To, że Warszawa skazana została na zaplanowaną tragedię uznał również ambasador USA przy rządzie polskim w Londynie, a później w Warszawie . W 1948 roku pisał między innymi:

,, Możliwe, że gen. Bór był łatwowierny. Lecz któż mógł przypuszczać, iż są ludzie tak wyrachowani, aby obmyślić zasadzkę, która pochłonie 250 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci”[11]                                                                    Jacek Smolarek

 


 

44”

[2] Janusz K. Zawodny ,,Uczestnicy i świadkowie Powstania Warszawskiego. Wywiady.” Warszawa 1994 r. s.71

[3]Generał Tadeusz Bór-Komorowski w relacjach i dokumentach. Opr. Andrzej K. Kunert, Warszawa 2000 r., s. 357-358

[4] T. Wyrwa,, Wywiad i polityka w stosunkach polsko-francuskich przed 1939 r” ,,Zeszyty Historyczne” Paryż1984 r. nr.67

[5]Jean- François  Steiner ,,Warszawa Powstanie 44…” s. 60

[6] Tamże

[7]Tamże, s.65

[8] Tamże, s.47

[9] Tamże,s.64

[10]Relacja- Pluta-Czachowski 28.10.1972 r.

[11]Arthur Bliss Lane I saw Poland betrayed, Indianapolis-New York 1948 r. s.44

 


                             

 

 

Człowiek człowiekowi zgotował ten los...


 






                       X X X

Zapraszam zbigniewjacniacki-zyciemojeinasze.blogspot.com/




Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Społeczeństwo