Listopadowa rekonstrukcja rządu Donalda Tuska stała się faktem. Siedem ministerstw zmieni swych zwierzchników, pod warunkiem, że prezydent Bronisław Komorowski podpisze nominacje kandydatów na ministrów, zaproponowanych przez premiera. Trudno oceniać dzień przed zachodem słońca i ministra przed objęciem teki ministerialnej. Jednak rekonstrukcja rządu i kandydaci na ministrów skłaniają mnie do następujących refleksji.
Po pierwsze, mamy do czynienia raczej z kontynuacją dotychczasowej polityki rządu Donalda Tuska, niż ze znaczącą zmianą programową. Albowiem kierunki tego rządu pozostają te same, zaś kandydaci na ministrów nie zapowiedzieli przyjęcia innych, niż dotychczas kierunków działania tego rządu, czy precyzyjnie określonych nowych priorytetów w działaniach ministerstw, za które mają już niebawem odpowiadać.
Po drugie, można się zastanawiać, czy mamy do czynienia z prawdziwą rekonstrukcją rządu, czy tylko z kosmetycznym zabiegiem, nastawionym na krótkoterminowy efekt polityczny. Rekonstrukcja rządu Donalda Tuska nie objęła ministrów koalicjanta Platformy Obywatelskiej, czyli Polskiego Stronnictwa Ludowego. Sami liderzy PSL-u zapowiadali dzień wcześniej, że owa rekonstrukcja dotyczy wyłącznie ministrów Platformy Obywatelskiej. Zaś PSL nie zamierza swoich ministrów zmieniać na innych. Tak więc mieliśmy do czynienia z rekonstrukcją jedynie tej części rządu, która jest we władaniu Platformy Obywatelskiej. Trudno więc mówić o rekonstrukcji całego rządu, skoro PSL stanowczo się od niej odciął. Po prostu - przyjął do wiadomości, że Platforma zamierza wymienić kilku swoich ministrów i nie zgłosił w tej kwestii żadnych obiekcji.
Realna rekonstrukcja rządu Donalda Tuska wymagałaby zastanowienia się nad zmianą zwierzchników w ministerstwie pracy oraz w ministerstwie zdrowia. Minister Władysław Kosiniak-Kamysz nie jest faworytem związków zawodowych. Można również spotkać się z opiniami politycznymi i medialnymi, które jednoznacznie wskazują na ministra Kosiniaka-Kamysza, jako winnego zerwania dialogu pomiędzy rządem i stroną związkową. Jednak skoro Polskie Stronnictwo Ludowe zdystansowało się od rekonstrukcji rządu, odwołanie ministra pracy należącego do szeregów Ludowców było nieosiągalne...
Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz również nie należy do ministrów cieszących się największym zaufaniem społecznym. A więc zmiana na stanowisku ministra zdrowia mogła zostać dokonana przez premiera Tuska. Wszak ministerstwo zdrowia zgodnie z umową koalicyjną PO-PSL jest we władaniu Platformy.
Po trzecie, rekonstrukcja rządu uwzględniła wagę oraz znaczenie środków unijnych i europejskiej polityki spójności dla Polski. Elżbieta Bieńkowska, dotychczasowa minister rozwoju regionalnego jest kandydatką do objęcia teki vice-premiera. Dodatkowo będzie ona również odpowiadała za transport. Elżbieta Bieńkowska jako minister rozwoju regionalnego i transportu de facto będzie odpowiadała za całość wdrażania szeroko rozumianej europejskiej polityki spójności w Polsce. To potężna odpowiedzialność. Albowiem na barkach pani minister de facto będzie spoczywała ciężka rola jak najskuteczniejszego wykorzystania środków unijnych dla - szeroko rozumianego - infrastrukturalnego rozwoju Polski.
Zważywszy na ogrom obowiązków i odpowiedzialności, wynikający z charakteru jej pracy, objęcie przez Elżbietę Bieńkowską teki vice-premiera jest absolutnie wskazane. Albowiem panią minister nie ocenią jedynie wyborcy, ale również - a być może przede wszystkim - historia. Wdrażanie europejskiej polityki spójności w Polsce będzie miało decydujący wpływ na poziom gospodarczy, jaki nasz kraj osiągnie za kilka lat. Krótko mówiąc, od tego, jak zostaną wydane europejskie środki będzie zależał poziom rozwoju infrastrukturalnego i gospodarczego Polski w następnych latach. Biorąc na siebie całą odpowiedzialność za wdrażanie europejskiej polityki spójności w Polsce, Elżbieta Bieńkowska wzięła na siebie również odpowiedzialność za to, jak będzie wyglądał nasz kraj za kilka lat i w jakim miejscu będzie się on znajdował w Europie. Czy Polska dołączy do Europy pierwszej prędkości? Odpowiedź na te pytanie zależy od skuteczności pani Bieńkowskiej!
Po czwarte, kandydaci na ministrów (z jednym wyjątkiem) nie należą do pierwszego szeregu polityków Platformy Obywatelskiej. Niektórzy z nich w ogóle nie są związani z szeroko rozumianą polityką w Polsce. Tak właśnie jest w przypadku kandydata na ministra finansów publicznych Mateusza Szczurka, który jest ekonomistą spoza świata polityki. Można domniemywać, iż Donald Tusk chciał przeciąć pasmo oskarżeń pod adresem swoim i Platformy, iż partia rządząca zajmuje się sobą, a nie rządzeniem Polską. Dlatego zaproponował kandydatów na ministrów nie biorących udziału w wewnętrznej wojnie platformersko-platformerskiej. Ale - z jednym wyjątkiem. Andrzej Biernat, kandydat na ministra sportu, przeczy bowiem tej tezie. Albowiem jest on bezpośrednio zaangażowany w życie polityczne Platformy. Jednak można się domyślać, iż po odejściu z rządu Sławomira Nowaka Donald Tusk chciał mieć w rządowych ławach bliskiego współpracownika. Stąd propozycja premiera, by nominować Andrzeja Biernata na stanowisko ministra sportu.
Po piąte, propozycja kandydatury Joanny Kluzik-Rostkowskiej na stanowisko ministra edukacji narodowej jest warta uwagi. Joanna Kluzik-Rostkowska bez wątpienia należy do grupy nieprzeciętnych postaci polskiej sceny politycznej. Jest to postać medialna, politycznie samodzielna i nie bojąca się podjęcia trudnych decyzji, nawet tych ryzykownych. Zaryzykuje stwierdzenie, iż Joanna Kluzik-Rostkowska ma dostateczny potencjał, by stać się w niedługim czasie iron lady polskiej polityki.
Czy Joanna Kluzik-Rostkowska mogłaby stać się polską Margaret Thatcher? Czy Joanna Kluzik-Rostkowska mogłaby stać się polską Angelą Merkel? Czy Joanna Kluzik-Rostkowska ma szansę na powtórzenie sukcesu europejskich iron ladies? Odpowiedź na te trzy pytania brzmi: tak.
Jarosław Kaczyński nie docenił Joanny Kluzik-Rostkowskiej. Czy doceni ją Donald Tusk? Czy Donald Tusk zaproponował jej kandydaturę na ministra edukacji, ponieważ ją docenia, czy zrobił to, ponieważ jej nie docenia? Pytania te są uzasadnione, gdyż Joanna Kluzik-Rostkowska ma cechy przywódcze. Czy mogłaby stać się politycznym liderem Platformy Obywatelskiej? Czy mogłaby stać się przywódczynią tej partii?
Po szóste, podczas rekonstrukcji swojego rządu premier Donald Tusk nie uwzględnił zdeklarowanych stronników Grzegorza Schetyny. Można więc domniemywać, iż owa rekonstrukcja nie ma (i nie będzie miała) wpływu na wewnętrzną wojnę platformersko-platformerską. Jednak warto zastanowić się, czy owa wojna znajdzie swój finał podczas konwencji krajowej Platformy 23 listopada bieżącego roku? A jeśli nie, to czy uda się Platformie odseparować rząd od wewnętrznych konfliktów partyjnych? Jeśli wojna platformersko-platformerska będzie trwała, to czy uda się partii rządzącej sprawić, iż nie będzie ona miała wpływu na bieżące funkcjonowanie i prace zrekonstruowanego rządu?
Nie rekonstrukcja rządu, tylko wcześniejsze wybory parlamentarne uratują Platformę Obywatelska, o czym w ostatnim czasie obszernie pisałem. Zainteresowanych tym tematem zachęcam do skorzystania z poniższych linków:
http://www.zbigniewstefanik.salon24.pl/549143,garsc-refleksji-po-kolejnym-ujawnieniu-tasm-po
Czy Platforma Obywatelska nie zauważa takiej możliwości? Czy Platforma Obywatelska postanowiła odrzucić en bloc tę opcję?
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (13)