21 listopada bieżącego roku ukraiński parlament odrzucił wszystkie sześć projektów ustaw, dotyczących zezwolenia Julii Tymoszenko na wyjazd za granicę, by mogła podjąć leczenie. Część ukraińskiej opozycji, wobec obozu rządzącego prezydenta Wiktora Janukowycza, nazywa odrzucenie tych projektów ustaw hańbą i oskarża prezydenta Janukowycza o systematyczne dążenie do niepodpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Kolejni ukraińscy politycy, również w opozycji do obozu obecnie rządzącego Ukrainą, zauważają, iż sam prezydent Janukowycz mógłby ułaskawić Julię Tymoszenko. I – tym samym - zakończyć spór o byłą premier, który od wielu miesięcy toczy się na Ukrainie, pomiędzy obozem władzy, a polityczną opozycją.
Sprawa Julii Tymoszenko, jej pobyt w wiezieniu i ewidentny brak dobrej woli władz ukraińskich, aby umożliwić byłej premier leczenie się za granicą, stał się przedmiotem politycznego sporu pomiędzy Ukrainą i Unią Europejską. Zaś od losu Julii Tymoszenko i sposobu jej traktowania przez ukraińskie władze, większość decydentów w Unii Europejskiej uzależnia być albo nie być umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską.
W takim oto kontekście, w takiej oto politycznej atmosferze, ma za kilka dni odbyć się w Wilnie szczyt Partnerstwa Wschodniego Unii Europejskiej. Podczas tego spotkania miała być podpisana umowa stowarzyszeniowa między Ukrainą i Unią Europejską. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, dla których punktem odniesienia jest sama Julia Tymoszenko i jej los, podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE staje, co najmniej, pod znakiem zapytania.
Sama Julia Tymoszenko od dłuższego czasu apeluje, by Unia Europejska tę umowę z Ukrainą podpisała - i to bez względu na to, jaki ją samą los spotka. Jednak Unia Europejska pozostaje głucha na apele Julii Tymoszenko. Ewidentnie zmęczona kolejnymi nadużyciami władz ukraińskich, Unia Europejska zdaje się pozostawać nieugięta. Co więcej, można zaryzykować stwierdzenie, iż zarówno instytucje Unii Europejskiej, jak również czołowi politycy z krajów zwanych „starą piętnastką” są coraz mniej zainteresowani bliższą współpracą z Ukrainą. Być może postawili oni już na tej współpracy krzyżyk…
Nie można jednak wykluczyć, że umowa stowarzyszeniowa między Ukrainą a Unią Europejską zostanie jednak podpisana na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Jednak nie przyspieszy to w żaden sposób integracji Ukrainy z Unią Europejską. Warto również pamiętać, iż od podpisania umowy międzynarodowej, do jej ratyfikacji przez poszczególnych jej sygnatariuszy jest czasem bardzo długa droga. Można sobie więc wyobrazić taką sytuację, w której na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie owa umowa zostaje podpisana, by uspokoić sumienia przedstawicieli Unii Europejskiej i dać Ukrainie kolejną szansę. Wiktor Janukowycz również skorzystałby na podpisaniu tej umowy, nawet jeśli przyjąć opinię tych polityków i dziennikarzy, którzy twierdzą, iż prezydentowi Ukrainy w tym momencie do umowy stowarzyszającej jego kraj z Unią Europejską niespieszno. Albowiem podpisując tę umowę, Janukowycz wytrąciłby z ręki swoim przeciwnikom na Ukrainie możliwość oskarżania go o antyeuropejskość.
Jednak trudno wyobrazić sobie, iż w przypadku podpisania tej umowy, miałoby dojść do jakiegoś przełomu w stosunkach Ukrainy z Unią Europejską oraz Janukowycza z unijną dyplomacją i z politykami państw Europy Zachodniej, którzy - w zdecydowanej większości - nie darzą prezydenta Ukrainy zbyt wielką sympatią. Zaś podpisanie tej umowy w żaden sposób nie przesądza o jej ratyfikacji, zarówno na Ukrainie, jak również w Unii Europejskiej. Wszak owa umowa ma wielu przeciwników i osobiście się do nich zaliczam.
Jestem przeciwny podpisaniu umowy stowarzyszającej Ukrainę z Unią Europejską na tegorocznym szczycie wschodniego partnerstwa Unii Europejskiej. Albowiem uważam, iż obniżyłoby to stanowczo wiarygodność nie tylko samego europejskiego Partnerstwa Wschodniego, ale również samej polityki sąsiedztwa Unii Europejskiej, jej założeniom i celom, które ta inicjatywa usiłuje osiągnąć. Przypominam, iż zarówno polityka sąsiedztwa Unii Europejskiej, jak również europejskie Partnerstwo Wschodnie, które jest jednym z jej filarów zakładają, iż uczestnicy tych europejskich inicjatyw będą spełniali ściśle określone kryteria, związane z poziomem praworządności i stanem demokracji, który u nich panuje. Krótko mówiąc, państwa, które są zaproszone do europejskiego Partnerstwa Wschodniego czy szeroko rozumianej europejskiej polityki sąsiedztwa muszą wykazać się pewnymi standardami, świadczącymi o demokratycznym państwu prawa, albo przynajmniej do tych standardów dążyć.
W tym celu Unia Europejska wprowadziła zasadę kija i marchewki. Dla państw objętych europejskim Partnerstwem Wschodnim czy polityką sąsiedztwa i wykazujących się systematyczną demokratyzacją i poprawą samorządności jest „marchewka”, czyli finansowe wsparcie Unii Europejskiej. Zaś dla państw nie wykazujących się żadną poprawą w kwestiach demokratyzacji i praworządności jest „kij”, czyli zmniejszenie lub zamrożenie pomocy finansowej. A państwa, u których można zauważyć znaczące pogorszenie poziomu praworządności i demokratycznych standardów, mogą być zawieszone, czy też wykluczone, zarówno z polityki sąsiedztwa Unii Europejskiej, jak również z europejskiego Partnerstwa Wschodniego.
Ukraina z pewnością nie zasługuje na europejską „marchewkę”. Jednak warto zastanowić się czy zasługuje ona na „kij”? Albowiem Ukraina pod względem poziomu wewnętrznej demokracji i funkcjonującego państwa prawa weszła na drogę « białorusizacji », czy raczej - funkcjonującego coraz bardziej - państwa bezprawia… Zaś sam Wiktor Janukowycz coraz bardziej idzie politycznym szlakiem, przetartym przez Aleksandra Łukaszenkę.
W tej sytuacji trudno mówić o jakiejkolwiek umowie stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Albowiem państwo Janukowycza i jego politycznego obozu przypomina Białoruś pod niemal każdym względem. A pod względem pseudodemokratycznych obyczajów i standardów prawnych, państwo to staje się coraz mniej europejskie!
Polska i jej politycy od wielu lat dokładają wielu starań, aby zbliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej. Jednak obawiam się, że ich wysiłki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Zaś zbliżenie Ukrainy z Unią Europejską tak długo pozostanie jedynie w sferze życzeniowej, jak długo Ukrainą będzie rządził Wiktor Janukowycz i jego obóz polityczny. Na dzień dzisiejszy Ukraina nie spełnia choćby podstawowych standardów praworządności, właściwych dla państwa prawa. Zauważa to Unia Europejska, która oskarża Ukrainę o wybiórcze stosowanie prawa. W kontekście panującej na Ukrainie sytuacji, to stwierdzenie Unii Europejskiej, to zaledwie dyplomatyczny eufemizm!
Ukraina nie spełnia również podstawowych standardów demokratycznych, o czym świadczy choćby ukraińskie prawo wyborcze, którego ukraiński parlament od dłuższego czasu nie jest w stanie znowelizować i dostosować do europejskich standardów.
Dzisiejsza Ukraina bardziej niż z Unii Europejskiej bierze przykład z Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Europejskich standardów, z punktu widzenia prawa i demokratycznych praktyk, trudno się bowiem na Ukrainie doszukać. Dlatego uważam, że na podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską jest zdecydowanie za wcześnie.
Z pewnością da się polepszyć poziom współpracy Ukrainy z Unią Europejską. Z pewnością da się przybliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej. Jednak cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Najwyraźniej na dzień dzisiejszy obecni włodarze ukraińscy tego nie chcą, albo nie czynią żadnych wysiłków, aby Ukraina - choć trochę - stała się europejska, pod względem prawnych i demokratycznych standardów tam panujących.
W stosunkach międzynarodowych, jak w życiu, na wszystko musi przyjść czas. Jednak na podpisanie umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą a Unią Europejską z całą pewnością jeszcze nie nadszedł czas!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (9)