zbigniewstefanik zbigniewstefanik
549
BLOG

Czy istnieją jakieś szanse, aby Ukraina stała się europejska?

zbigniewstefanik zbigniewstefanik Polityka Obserwuj notkę 9

 

 

 

           21 listopada bieżącego roku ukraiński parlament odrzucił wszystkie sześć projektów ustaw, dotyczących zezwolenia Julii Tymoszenko na wyjazd za granicę, by mogła podjąć leczenie. Część ukraińskiej opozycji, wobec obozu rządzącego prezydenta Wiktora Janukowycza, nazywa odrzucenie tych projektów ustaw hańbą i oskarża prezydenta Janukowycza o systematyczne dążenie do niepodpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Kolejni ukraińscy politycy, również w opozycji do obozu obecnie rządzącego Ukrainą, zauważają, iż sam prezydent Janukowycz mógłby ułaskawić Julię Tymoszenko. I – tym samym - zakończyć spór o byłą premier, który od wielu miesięcy toczy się na Ukrainie, pomiędzy obozem władzy, a polityczną opozycją.

           Sprawa Julii Tymoszenko, jej pobyt w wiezieniu i ewidentny brak dobrej woli władz ukraińskich, aby umożliwić byłej premier leczenie się za granicą, stał się przedmiotem politycznego sporu pomiędzy Ukrainą i Unią Europejską. Zaś od losu Julii Tymoszenko i sposobu jej traktowania przez ukraińskie władze, większość decydentów w Unii Europejskiej uzależnia być albo nie być umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską.

           W takim oto kontekście, w takiej oto politycznej atmosferze, ma za kilka dni odbyć się w Wilnie szczyt Partnerstwa Wschodniego Unii Europejskiej. Podczas tego spotkania miała być podpisana umowa stowarzyszeniowa między Ukrainą i Unią Europejską. Jednak w świetle ostatnich wydarzeń, dla których punktem odniesienia jest sama Julia Tymoszenko i jej los, podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z UE staje, co najmniej, pod znakiem zapytania.

           Sama Julia Tymoszenko od dłuższego czasu apeluje, by Unia Europejska tę umowę z Ukrainą podpisała - i to bez względu na to, jaki ją samą los spotka. Jednak Unia Europejska pozostaje głucha na apele Julii Tymoszenko. Ewidentnie zmęczona kolejnymi nadużyciami władz ukraińskich, Unia Europejska zdaje się pozostawać nieugięta. Co więcej, można zaryzykować stwierdzenie, iż zarówno instytucje Unii Europejskiej, jak również czołowi politycy z krajów zwanych „starą piętnastką” są coraz mniej zainteresowani bliższą współpracą z Ukrainą. Być może  postawili oni już na tej współpracy krzyżyk…

           Nie można jednak wykluczyć, że umowa stowarzyszeniowa między Ukrainą a Unią Europejską zostanie jednak podpisana na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie. Jednak nie przyspieszy to w żaden sposób integracji Ukrainy z Unią Europejską. Warto również pamiętać, iż od podpisania umowy międzynarodowej, do jej ratyfikacji przez poszczególnych jej sygnatariuszy jest czasem bardzo długa droga. Można sobie więc wyobrazić taką sytuację, w której na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Wilnie owa umowa zostaje podpisana, by uspokoić sumienia przedstawicieli Unii Europejskiej i dać Ukrainie kolejną szansę. Wiktor Janukowycz również skorzystałby na podpisaniu tej umowy, nawet jeśli przyjąć opinię tych polityków i dziennikarzy, którzy twierdzą, iż prezydentowi Ukrainy w tym momencie do umowy stowarzyszającej jego kraj z Unią Europejską niespieszno. Albowiem podpisując tę umowę, Janukowycz wytrąciłby z ręki swoim przeciwnikom na Ukrainie możliwość oskarżania go o antyeuropejskość.

           Jednak trudno wyobrazić sobie, iż w przypadku podpisania tej umowy, miałoby dojść do jakiegoś przełomu w stosunkach Ukrainy z Unią Europejską oraz Janukowycza z unijną dyplomacją i z politykami państw Europy Zachodniej, którzy - w zdecydowanej większości - nie darzą prezydenta Ukrainy zbyt wielką sympatią. Zaś podpisanie tej umowy w żaden sposób nie przesądza o jej ratyfikacji, zarówno na Ukrainie, jak również w Unii Europejskiej. Wszak owa umowa ma wielu przeciwników i osobiście się do nich zaliczam.

           Jestem przeciwny podpisaniu umowy stowarzyszającej Ukrainę z Unią Europejską na tegorocznym szczycie wschodniego partnerstwa Unii Europejskiej. Albowiem uważam, iż obniżyłoby to stanowczo wiarygodność nie tylko samego europejskiego Partnerstwa Wschodniego, ale również samej polityki sąsiedztwa Unii Europejskiej, jej założeniom i celom, które ta inicjatywa usiłuje osiągnąć. Przypominam, iż zarówno polityka sąsiedztwa Unii Europejskiej, jak również europejskie Partnerstwo Wschodnie, które jest jednym z jej filarów zakładają, iż uczestnicy tych europejskich inicjatyw będą spełniali ściśle określone kryteria, związane z poziomem praworządności i stanem demokracji, który u nich panuje. Krótko mówiąc, państwa, które są zaproszone do europejskiego Partnerstwa Wschodniego czy szeroko rozumianej europejskiej polityki sąsiedztwa muszą wykazać się pewnymi standardami, świadczącymi o demokratycznym państwu prawa, albo przynajmniej do tych standardów dążyć.

           W tym celu Unia Europejska wprowadziła zasadę kija i marchewki. Dla państw objętych europejskim Partnerstwem Wschodnim czy polityką sąsiedztwa i wykazujących się systematyczną demokratyzacją i poprawą samorządności jest „marchewka”, czyli finansowe wsparcie Unii Europejskiej. Zaś dla państw nie wykazujących się żadną poprawą w kwestiach demokratyzacji i praworządności jest „kij”, czyli zmniejszenie lub zamrożenie pomocy finansowej. A państwa, u których można zauważyć znaczące pogorszenie poziomu praworządności i demokratycznych standardów, mogą być zawieszone, czy też wykluczone, zarówno z polityki sąsiedztwa Unii Europejskiej, jak również z europejskiego Partnerstwa Wschodniego.  

           Ukraina z pewnością nie zasługuje na europejską „marchewkę”. Jednak warto zastanowić się czy zasługuje ona na „kij”? Albowiem Ukraina pod względem poziomu wewnętrznej demokracji i funkcjonującego państwa prawa weszła na drogę « białorusizacji », czy raczej - funkcjonującego coraz bardziej - państwa bezprawia… Zaś sam Wiktor Janukowycz coraz bardziej idzie politycznym szlakiem, przetartym przez Aleksandra Łukaszenkę.

           W tej sytuacji trudno mówić o jakiejkolwiek umowie stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską. Albowiem państwo Janukowycza i jego politycznego obozu  przypomina Białoruś pod niemal każdym względem. A pod względem pseudodemokratycznych obyczajów i standardów prawnych, państwo to staje się coraz mniej europejskie!

           Polska i jej politycy od wielu lat dokładają wielu starań, aby zbliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej. Jednak obawiam się, że ich wysiłki nie przynoszą oczekiwanych rezultatów. Zaś zbliżenie Ukrainy z Unią Europejską tak długo pozostanie jedynie w sferze życzeniowej, jak długo Ukrainą będzie rządził Wiktor Janukowycz i jego obóz polityczny. Na dzień dzisiejszy Ukraina nie spełnia choćby podstawowych standardów praworządności, właściwych dla państwa prawa. Zauważa to Unia Europejska, która  oskarża Ukrainę o wybiórcze stosowanie prawa. W kontekście panującej na Ukrainie sytuacji, to stwierdzenie Unii Europejskiej, to zaledwie dyplomatyczny eufemizm!

           Ukraina nie spełnia również podstawowych standardów demokratycznych, o czym świadczy choćby ukraińskie prawo wyborcze, którego ukraiński parlament od dłuższego czasu nie jest w stanie znowelizować i dostosować do europejskich standardów.

           Dzisiejsza Ukraina bardziej niż z Unii Europejskiej bierze przykład z Białorusi Aleksandra Łukaszenki. Europejskich standardów, z punktu widzenia prawa i demokratycznych praktyk, trudno się bowiem na Ukrainie doszukać. Dlatego uważam, że na podpisanie umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską jest zdecydowanie za wcześnie.

           Z pewnością da się polepszyć poziom współpracy Ukrainy z Unią Europejską. Z pewnością da się przybliżyć Ukrainę do Unii Europejskiej. Jednak cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Najwyraźniej na dzień dzisiejszy obecni włodarze ukraińscy tego nie chcą, albo nie czynią żadnych wysiłków, aby Ukraina - choć trochę - stała się europejska, pod względem prawnych i demokratycznych standardów tam panujących.

           W stosunkach międzynarodowych, jak w życiu, na wszystko musi przyjść czas. Jednak na podpisanie umowy stowarzyszeniowej między Ukrainą a Unią Europejską z całą pewnością jeszcze nie nadszedł czas!

                                                                                             

* * *

                                                                                                                                                      

Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:

                                                                                                                                                      

 http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/

                                                                                                                                                         

oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:

                                                                                                                                                              

http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html

                                                                                                                                                               

Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Szanowni Państwo, nazywam się Zbigniew Stefanik. Ze względu na pojawiające się od pewnego czasu zarzuty pod moim adresem, w pierwszej kolejności pragnę Państwa poinformować, że jestem osobą niewidomą, co znacząco utrudnia mi korzystanie ze wszystkich możliwości, które oferują media internetowe, na których publikuję moje artykuły. Niestety, z powodów technicznych nie mam możliwości odpisania na komentarze, które, Szanowni Czytelnicy, umieszczacie pod moimi notkami. Mimo to, za niezależny od mojej woli brak odpowiedzi, wszystkich Czytelników najmocniej przepraszam! Pragnę jednak podkreślić, że mam możliwość czytania Państwa komentarzy i bez wyjątku zapoznaję się z nimi wszystkimi. Dlatego bardzo proszę o nie zrażanie się moim brakiem technicznych możliwości niezbędnych do odpowiedzi na komentarze i aktywne włączenie się do dyskusji. Zapraszam wszystkich Czytelników do komentowania moich tekstów. Wszystkie Wasze komentarze są dla mnie cenne, te nieprzychylne również. Jednocześnie, drodzy Czytelnicy, informuję Was, że jeśli będziecie chcieli, bym odpowiedział na Wasz komentarz, dotyczący jakiegoś mojego artykułu, to możecie go Państwo przesłać na następujący adres e-mail: solidarnosc.stefanik@laposte.net. Gwarantuję, iż odpowiem na wszystkie Państwa ewentualne uwagi i komentarze - drogą e-mailową. Jednocześnie przepraszam za niedogodności, które wynikają z kwestii niezależnych ode mnie oraz z góry dziękuję za wyrozumiałość. Urodziłem się w Polsce, lecz od ponad dwudziestu pięciu lat mieszkam we Francji. Z wykształcenia jestem politologiem i europeistą, ukończyłem Instytut Studiów Politycznych w Strassburgu oraz College of Europe w podwarszawskim Natolinie. Obecnie jestem publicystą, polsko-francuskim obserwatorem i komentatorem zarówno polskiego, jak i europejskiego życia politycznego. Posiadam polskie i francuskie obywatelstwo. Na co dzień żyję pomiędzy Strassburgiem i Wrocławiem, między Francją i Polską. Aktualnie nie jestem członkiem żadnej partii politycznej w Polsce. Do czasu wyborów parlamentarnych, które odbyły się w październiku 2011 roku, byłem aktywnym uczestnikiem polskiego życia politycznego. Początkowo działałem w krakowskich strukturach PiS. W szeregi tej partii wstąpiłem w maju 2005 roku. Następnie współpracowałem z posłanką Aleksandrą Natalli-Świat, jako jeden z jej asystentów. Po katastrofie smoleńskiej postanowiłem opuścić partię Prawo i Sprawiedliwość. Swoją rezygnację ogłosiłem w sierpniu 2010 roku. Opuszczenie partii - z którą współpracowałem przez ponad pięć lat - było dla mnie niezwykle trudną decyzją. Wpływ na nią miały przede wszystkim dwie kwestie. Po pierwsze, podjąłem tę decyzję ponieważ nie potrafiłem zaakceptować retoryki Jarosława Kaczyńskiego i jego najbliższych współpracowników, która niemal od 10 kwietnia 2010 roku zaczęła przypominać postulaty skrajnej prawicy. Po drugie, nie mogłem się zgodzić na sposób, w jaki liderzy PiS traktowali najwyższych przedstawicieli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej; rządzących, którzy zostali przecież wybrani większością głosów w demokratycznych wyborach. Po wystąpieniu z Prawa i Sprawiedliwości zaangażowałem się w budowę partii Polska Jest Najważniejsza. Z ramienia tej partii w 2011 roku zostałem kandydatem do Sejmu RP w okręgu wyborczym nr 3. Jestem zwolennikiem politycznego centrum. Moje poglądy na problemy gospodarcze są bardziej zbliżone do wizji społecznej, niż liberalnej. Jestem zwolennikiem państwa opiekuńczego, jednak na ściśle określonych zasadach. W mojej opinii państwo powinno być opiekuńcze, dopóki nie dławi inicjatywy społecznej i gospodarczej. Uważam bowiem, że to właśnie indywidualna inicjatywa jest główną siłą, która napędza rozwój gospodarczy i społeczny; jest niezbędnym czynnikiem dla utworzenia silnej klasy średniej, jak również dla społeczeństwa obywatelskiego. Jestem zwolennikiem państwa o świeckim charakterze, mimo, iż jestem ochrzczonym i wierzącym katolikiem. Uważam jednakże, że wiara to indywidualna sprawa każdego obywatela. Dlatego państwo nie powinno popierać, ani finansować żadnej wspólnoty religijnej. Jestem zwolennikiem polskiej integracji z Unią Europejską, bowiem uważam, iż dla Polski to bezprecedensowa szansa na udoskonalenie naszego Państwa i na niespotykany dotąd rozwój gospodarczy. Jednakże - w moim przekonaniu – o integracji europejskiej nie można mówić, iż jest dobra lub zła. Rozpatrywanie jej w takich kategoriach jest błędem! Integracja europejska jest po prostu konieczna w zglobalizowanym świecie, gdzie gospodarcza i polityczna konkurencja jest bezwzględna i nie pozostawia żadnego miejsca dla osamotnionych państw, które pozostawałyby poza ponadregionalnymi wspólnotami. Świat się zmienia, należy się więc zmieniać razem z nim! Tylko w zintegrowanej i silnej Unii Europejskiej można budować silną Polskę, gdyż pojedyncze państwa nie mają żadnych szans na sprostanie gospodarczej konkurencji i społeczno-politycznym wymogom świata w dwudziestym pierwszym stuleciu. Stąd konieczność polskiej integracji z Unią Europejską, bez której Polska nie ma żadnych szans na rozwój, żadnych szans na obiecującą przyszłość pod względem znaczenia politycznego w Europie i na świecie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z moimi artykułami, w których pragnę podzielić się z Państwem swoim punktem widzenia na tematy związane z wydarzeniami na polskiej i europejskiej scenie politycznej. Zapraszam także do kulturalnej i merytorycznej dyskusji. Mam świadomość, iż polityka budzi wiele bardzo silnych emocji. Mimo to byłbym wdzięczny za debatę pozbawioną niepotrzebnej agresji i zacietrzewienia.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka