Komendant Główny Policji, nadinspektor Marek Działoszyński przesłał list do Polskiego Związku Piłki Nożnej oraz do władz spółki Ekstraklasa S.A. z prośbą o zamknięcie na stadionach trybun przewidzianych dla kibiców drużyn przyjezdnych, podczas rozgrywek piłkarskich T-Mobile Ekstraklasy w tym sezonie. Prośbę o niewpuszczanie kibiców zespołów gości argumentował on względami bezpieczeństwa, bowiem zdaniem Działoszyńskiego przejazd kibiców na stadiony zbyt często wiąże się z naruszeniem przez grupy chuliganów i pseudokibiców praworządności i porządku publicznego.
Prezes PZPN-u Zbigniew Boniek nie spełni jednak prośby policji, ponieważ – jego zdaniem - nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej. Z tego powodu nie zamierza on zamykać stadionów dla - jak to określił – „przyjaznych kibiców”. Zdaniem Prezesa PZPN-u byłby to akt bezsilności wobec chuliganów. Również władze spółki Ekstraklasa S.A. nie przychyliły się do prośby nadinspektora Działoszyńskiego.
A więc, krótko mówiąc, do końca sezonu 2013-2014 stadiony piłkarskie nie będą zamknięte dla kibiców gości. A przynajmniej nie stanie się to ani z inicjatywy władz PZPN-u, ani spółki Ekstraklasa S.A.
Od wielu lat Polska i jej obywatele mają poważny problem z chuligaństwem. Także polscy kibice mają problem z kibolami. Albowiem kryminalne występy „kibolstwa” rzutują na opinię i wizerunek całego ruchu kibiców; do tego stopnia, że w Polsce zapomina się często, co oznacza słowo „kibic”. Przypominam, iż pojęcie to określa kogoś, kto interesuje się sportem i – przynajmniej w niektórych przypadkach - udaje się na arenę zmagań sportowych, aby osobiście dopingować swoją drużynę. Zaś „kibolem” jest ten, kto na stadionie (lub poza nim) dopuszcza się czynów kryminalnych, zasłaniając się (dosłownie i w przenośni) barwami klubowymi. Warto rozróżniać te dwie grupy.
Chuligaństwo stadionowe obecne jest w Polsce od wielu lat. Jednak zjawisko to nabrało impetu, kiedy zyskało wsparcie niektórych środowisk polityczno-publicystycznych. W polskiej przestrzeni publicznej przedstawiciele tych środowisk zaczęli rozpowszechniać tezę wziętą z księżyca, a mianowicie teze o „stadionowym patriotyzmie”. W taki oto sposób przykryto zjawisko chuligaństwa: opowieścią o „stadionowym patriotyzmie”, z którym - rzekomo - walczyło polskie państwo rządzone przez Platformę Obywatelską i premiera Donalda Tuska. Ci, którzy rozpowszechnili tezę o tzw. „stadionowym patriotyzmie” spowodowali, że szeroko rozumiane chuligaństwo stadionowe uzyskało partykularny status.
„Kibol”, „chuligan” czy może jednak „stadionowy patriota”? Takie pytania coraz częściej pojawiały się w polskiej przestrzeni publicznej. A walka z szeroko rozumianym chuligaństwem nabrała wymiaru politycznego. Zresztą jest tak nadal i właśnie w tym tkwi clou problemu. Albowiem państwo polskie i jego struktury w przeszłości były oskarżane o próbę stłumienia tak zwanego „stadionowego patriotyzmu”. A to bardzo utrudniło zwalczanie chuliganerii strukturom państwowym, które prowadziły przeciw nim działania i jednocześnie obawiały się kolejnych oskarżeń o wprowadzanie państwa opresyjnego...
Można spotkać się ze stwierdzeniem, iż polskie państwo i jego struktury nie potrafią poradzić sobie z szeroko rozumianym chuligaństwem, które towarzyszy piłkarskim rozgrywkom klubowym i przejazdom kibiców na mecze. Ale w Polsce problem chuligaństwa w szerszym znaczeniu występuje... nierzadko. Mogliśmy to zaobserwować podczas tegorocznego Marszu Niepodległości, zorganizowanego przez narodowców w Warszawie, podczas którego doszło do burd.
Chuligaństwo towarzyszy imprezom piłkarskim. Jednak państwo polskie i jego instytucje, podejmując swoje czynności służbowe, muszą przez cały czas liczyć się z możliwością oskarżeń o próbę wprowadzenia państwa opresyjnego, totalitarnego itd. Być może w jakimś chuligańskim występku pewien polityk, publicysta albo reżyser filmowy zauważy cechy patriotyczne? Być może za swoją „działalność patriotyczną” jakiś chuligan zostanie okrzyknięty przez tego czy innego polityka, publicystę czy reżysera filmowego „stadionowym patriotą” i „ofiarą” instytucji państwowych?
Państwo polskie i jego struktury muszą przełamać pewien kompleks, który swe źródła ma w pamięci o PRL-u. Albowiem Rzeczpospolita, a także jej instytucje i przedstawiciele nie chcą być zrównani z PRL-em i jego niechlubnymi dygnitarzami. Można odnieść wrażenie, iż policja obawia się porównań z Milicją Obywatelską i ZOMO. Być może dlatego nie podejmuje wystarczająco zdecydowanych kroków, niezbędnych dla skutecznych działań? Można odnieść wrażenie, iż przedstawiciele instytucji państwowych, urzędnicy i ministrowie nie chcą być porównywani do oprawców PRL-owskich. Być może dlatego unikają zdecydowanych inicjatyw prewencyjnych wobec chuligaństwa i jego sprawców?
Policja nie jest od tego, żeby prosić. Policja wydaje polecenia, których celem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa i ochrona praworządności. Polecenia wydane przez policję powinny być imperatywem. Policja nie powinna bać się oskarżeń o wprowadzanie państwa opresyjnego. Tym bardziej, że owe oskarżenia formułują najczęściej ludzie, którzy nie wiedzą o czym mówią, albo osoby młode, które nie żyły w PRL-u i które nie mają najmniejszego pojęcia czym - w teorii i w praktyce - jest państwo totalitarne...
Polskie państwo, polskie instytucje i ich przedstawiciele mają obowiązek podejmować kroki i decyzje, które zagwarantują bezpieczeństwo obywatelom Rzeczypospolitej, a Polsce - możliwie najwyższy poziom praworządności. Wszak wobec prawa wszyscy są równi, nawet ci, którzy - dopuszczając się czynów chuligańskich - nierzadko są przedstawiani jako patrioci, walczący z opresyjnym państwem.
Ci, którzy mówią o niedemokratycznym, opresyjnym i totalitarnym państwie polskim, nie służą ani Polsce, ani jej obywatelom. Albowiem jest to działalność destrukcyjna. Czy można by ową działalność nazwać chuligaństwem intelektualnym?
Państwo polskie nie powinno, nie może i nie ma prawa ulegać jakimkolwiek formom patologii czy przestępczości. Nadmierna troska o dobry wizerunek czy chęć zadbania o uniknięcie oskarżeń nie może być żadnym wytłumaczeniem dla bezczynności i - tylko pozornej - bezradności. Instytucje państwowe są winne spełniać swoją państwową rolę i nie zrzucać swoich obowiązków na organizacje pozarządowe (jak np. PZPN), żeby uniknąć trudnych sytuacji czy medialnego szumu. Zaś my, obywatele RP, winniśmy zrozumieć trzy podstawowe rzeczy:
1. Praworządność to nie jest dyktatura;
2. Bezprawie to nie jest szeroko pojęta wolność;
3. Instytucje państwowe muszą działać tak, aby z pełnym przekonaniem można było mówić o Polsce, jako o panstwie prawa, i to dla naszego dobra.
Jakiekolwiek nie pojawiałyby się absurdalne krzyki o rzekomym opresyjnym państwie polskim, ilu by się jeszcze nie znalazło propagatorów teorii o rzekomych „patriotach stadionowych”, polskie państwo musi wykazać się skutecznością w gwarantowaniu poczucia bezpieczeństwa swoim obywatelom. Krótko mówiąc, polskie państwo musi wziąć na siebie - tak na serio - cały ciężar odpowiedzialności za bezpieczeństwo i praworządność oraz nie zrzucać tego obowiązku na stowarzyszenia czy spółki akcyjne, które nie są do tego powołane. Przecież zarówno PZPN, jak również kluby piłkarskie czy spółka Ekstraklasa S.A. mają inne zadania!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (26)