Wiktor Janukowycz postanowił zaznaczyć grubą kreską, iż odcina się od procesu zbliżenia z Unią Europejska. Dał temu aż nadto czytelny wyraz. Prezydent Janukowycz nie podpisał bowiem umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską, całkowicie ignorując fakt, iż w tym samym czasie trwały wielotysięczne manifestacje obywateli Ukrainy, którzy wzywali do podpisania tej umowy. Ale zdaniem Janukowycza Unia Europejska nie dawała Ukrainie wystarczających gwarancji finansowych, czytaj: unijne wsparcie finansowe dla Ukrainy - zdaniem Janukowycza - było niewystarczające. Finansowa marchewka, która stanowi integralną część Partnerstwa Wschodniego Unii Europejskiej, do którego Ukraina nadal należy, nie zadowalała prezydenta Ukrainy. Janukowycz chciał więcej. Skoro Unii Europejskiej nie stać na to, by odpowiednimi finansami zmotywować swoich partnerów, prezydent Ukrainy uznał, iż podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską nie jest korzystne dla jego kraju. Tak zdawał się brzmieć komunikat, który przesłał Janukowycz zarówno ukraińskim obywatelom, jak również swoim europejskim rozmówcom, podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego Unii Europejskiej w Wilnie.
Kiedy stało się jasne, iż w najbliższym czasie Ukraina nie zbliży się do Unii Europejskiej, Janukowycz zadbał o to, aby wszyscy ci, którzy jeszcze mieli jakieś złudzenia w tej sprawie - mówiąc kolokwialnie - zeszli na ziemie. Nad ranem 30 listopada bieżącego roku ukraińska milicja brutalnie spacyfikowała w Kijowie pokojowy wiec poparcia dla zbliżenia i integracji Ukrainy z Unią Europejską. Dziesiątki manifestantów zostało rannych. Wielu uczestników tego pokojowego wiecu zostało aresztowanych. A w swoim oświadczeniu, które ma uzasadnić brutalne rozprawienie się z manifestantami, milicja pisze, że ów wiec został zlikwidowany, ponieważ przeszkadzał służbom komunalnym w przygotowaniach do świąt.
Ostentacyjny sprzeciw Janukowycza wobec podpisania umowy stowarzyszeniowej Ukrainy z Unią Europejską nieco mnie zaskoczył. Spodziewałem się bowiem, iż prezydent Ukrainy podpisze tę umowę, ponieważ jest świadomy faktu, iż od podpisu do ratyfikacji jest długa droga. Zdarza się nawet, że droga ta okazuje się nie do przejścia. Zaś podpisanie przez Janukowycza tej umowy spowodowałoby, iż jego polityczni przeciwnicy nie mogliby wysuwać wobec niego oskarżeń o antyeuropejskość.
Jednak wygląda na to, że Janukowycz zna się na historii najnowszej. Albowiem wyciągnął wnioski z « błędu », który przed trzydziestu ośmiu laty popełnił Leonid Breżniew, ówczesny przywódca Związku Sowieckiego. Otóż w 1975 roku w Helsinkach Breżniew podpisał w imieniu ZSRR europejską Deklarację Praw Człowieka i Obywatela. W mniemaniu Breżniewa, podpis ten nic nie znaczył. Wszak ów dokument był dla sowieckiego włodarza jedynie kawałkiem papieru, a kto by się przejmował « jakąś papierkową deklaracją » w Związku Sowieckim i w państwach ościennych, które należały do Układu Warszawskiego. Jednak jego tok myślenia okazał się błędny. Albowiem podpisana w Helsinkach przez ZSRR i państwa Układu Warszawskiego europejska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela stała się podstawą prawną dla działania opozycji antykomunistycznej w całym bloku sowieckim. Antykomunistyczna opozycja domagała się wówczas przestrzegania praw wynikających z dokumentu, który podpisały wszystkie państwa RWPG idąc za przykladem ZSRR.
Najprawdopodobniej prezydent Ukrainy przewidywał, iż podpisanie umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską może wzmocnić ukraińską opozycję, która będzie domagała się przestrzegania w ojczyźnie reguł i standardów właściwych dla państwa prawa. Można domyślać się, iż Janukowycz postanowił temu zapobiec i był to jeden z argumentów przeciw podpisaniu umowy stowarzyszeniowej jego kraju z Unią Europejską.
Janukowycz Łukaszenko dwa bratanki, do polityki i do pałki. Nie sposób inaczej określić postępowania prezydenta Ukrainy wobec politycznej opozycji, ale również - a może przede wszystkim - wobec ukraińskich obywateli. Wszak korzystali oni z prawa do manifestowania, które zapewnia każde państwo demokratyczne. Obywatele przyszli pokojowo manifestować swoje racje, lecz Janukowycz tych racji nie usłyszał. Najpierw manifestantów zignorował, a kiedy wydawało mu sie, że oczy Unii Europejskiej już nie są skierowane na Ukrainę, po prostu zezwolił, by odpowiednie służby pobiły manifestantów!
Nagminne łamania praw człowieka na Ukrainie ma miejsce od pierwszych dni objęcia przez Wiktora Janukowycza urzędu prezydenta. Z momentem przejęcia przez Janukowycza i jego obóz polityczny władzy, rozpoczęła się „białorusizacja” Ukrainy.
Likwidacja niezależności mediów i wielokrotne przejawy przemocy wobec niepokornych dziennikarzy. Aresztowania przeciwników politycznych, w tym byłej premier Julii Tymoszenko. Naginanie prawa wyborczego i nieustające (rzekome) trudności z dostosowaniem ustawy o prawie wyborczym do europejskich standardów. Tak wygląda Ukraina pod rządami Janukowycza. Od trzech lat kraj ten kieruje się w stronę Białorusi i coraz częściej przypomina ZSRR z drugiej połowy lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku i rządów późnego Breżniewa.
Pacyfikując pokojową manifestację, ukraińskie władze doprowadziły swój kraj do politycznego przystanku pod nazwą Białoruś. Co ma wspólnego Janukowycz z Łukaszenko? Wszystko. Aleksander Łukaszenko również pozornie zbliżał swój kraj do Unii Europejskiej, partycypując w inicjatywie Partnerstwa Wschodniego UE. Finał był taki, iż - mówiąc kolokwialnie - Łukaszenko europejskie wsparcie finansowe skasował i skonsumował, a następnie rozprawił się ze swoją opozycją polityczną, drwiąc jednocześnie ze wszystkich protestów Unii Europejskiej, jej państw członkowskich i obywateli. Wiktor Janukowycz równie chętnie uczestniczy w europejskim Partnerstwie Wschodnim i równie chętnie inkasuje europejskie wsparcie finansowe. Jednak kwota finansowej zachęty okazała się dla Janukowycza nie wystarczająca. Prezydent Ukrainy chciał więcej więc powiedział Unii Europejskiej paszoł won i rozprawił się z tymi wszystkimi, którzy się z nim nie zgadzają. Wszak idą święta więc służby komunalne muszą posprzątać miasto... Janukowycz postanowił ich wspomóc i „sprzątnął“ wiec, który domagał się więcej Europy i europeizacji na Ukrainie. Ale Janukowycz nie chce Europy ani europeizacji. Wszak europejskie wsparcie finansowe wystarczy. Przecież Ukraina nadal jest członkiem europejskiej inicjatywy Partnerstwo Wschodnie. Przecież z tego tytułu jakieś pieniądze wpłyną na Ukrainę...
Tak więc koniec złudzeń! Warto jednak zastanowić się czy w stosunkach z Ukrainą Polska nie wykazała się naiwnością?
Od pomarańczowej rewolucji na Ukrainie zbliżenie tego państwa do UE, a w dłuższej perspektywie integracja europejska Ukrainy, stały się jednym z głównych filarów polskiej polityki zagranicznej w jej wschodnim zakresie. Jednak polskie starania okazywały się często niezbyt owocne, a sukcesy polskiej strategii w stosunkach polsko-ukraińskich najczęściej pozostawały - i nadal pozostają - w sferze życzeniowej. Zorganizowane wspólnie przez Polskę i Ukrainę Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej w 2012 roku nie przyniosło oczekiwanego zbliżenia Ukrainy z Unią Europejską. Polityka zbliżenia i współpracy między Lechem Kaczyńskim i Wiktorem Juszczenko również okazała się bardzo rozczarowująca. Albowiem krótko przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku, ówczesny prezydent Ukrainy wyniósł Stiepana Banderę na ukraińskie sztandary, tym samym symbolicznie wynosząc przywódcę Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów do rangi bohatera Ukrainy.
Łagodna uchwala Sejmu RP z lipca bieżącego roku, która dotyczyła zbrodni popełnionych na Wołyniu przez ukraińskich nacjonalistów, nie przyniosła żadnych efektów. W powyższej uchwale użyto określenia „zbrodnia o charakterze ludobójczym“ w odniesieniu do zbrodni wołyńskiej. Dwa dni po przyjęciu tej uchwały przez Sejm RP, podczas uroczystości żałobnych w Łucku prezydent Bronisław Komorowski został trafiony jajkiem, które rzucił „ukraiński nacjonalista“. Nie brakowało po tym zdarzeniu komentarzy, które wskazywały na to, iż łucki incydent został wyreżyserowany przez obóz władzy Janukowycza na wewnętrzny użytek polityczny. Można zaryzykować stwierdzenie, iż polska strategia wobec Ukrainy doprowadziła do instrumentalizacji III RP przez ukraińskich graczy politycznych, o czym możecie Państwo przeczytać w moim artykule, który mieści się pod poniższym linkiem:
W Polsce często dokonuje się dość wątpliwego porównania. Można bowiem usłyszeć komentarze, iż ukraińska droga do UE jest wzorowana na polskiej drodze do integracji europejskiej. Wystarczy więc, by Ukraina podpisała umowę stowarzyszeniową z Unią Europejską, aby za kilka lat doprowadzić do wstąpienia Ukrainy do Wspólnoty Europejskiej. Ale taka analiza jest błędna. Istnieje bowiem w tym przypadku jedna zasadnicza różnica między Polską a Ukrainą. Po upadku komunizmu Rzeczpospolita natychmiast skierowała się na Zachód i nigdy nie zeszła z tego kursu. Żaden polski rząd nie zmieniał tego kursu, ani z niego nie zbaczał. Piętnaście lat po upadku komunizmu Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Stało się tak dlatego, gdyż przez cały ten czas Polska i wszystkie, podkreślam - wszystkie ekipy rządzące dążyły do integracji naszego kraju z Unią Europejską.
Jednak Ukraina znajduje się w całkowicie innej sytuacji. Po pomarańczowej rewolucji można było zaobserwować na Ukrainie polityczną wolę, by dokonać zmiany dotychczasowego kursu i skierować się w stronę zachodniej Europy. Jednak ukraińskie dążenia, by zbliżyć kraj z Unią Europejską można uznać za passé za sprawą Wiktora Janukowycza, któremu z pewnością bliżej jest do Aleksandra Łukaszenki i Leonida Breżniewa, niż do Jose Manuela Barroso czy prezydenta RP Bronisława Komorowskiego.
Należy spojrzeć prawdzie w oczy i wyzbyć się naiwności. Dopóki na Ukrainie będzie rządził Wiktor Janukowycz i jego obóz polityczny, nie dojdzie do żadnego zbliżenia tego kraju z Unią Europejską. Zaś Polska, jej rząd czy jej obywatele nie mogą zamiast Ukraińców budować demokratycznej i europejskiej Ukrainy. Jeśli Ukraińcy chcą demokracji, jeśli Ukraińcy chcą praworządności i suwerenności, to muszą wywalczyć to sobie sami. Nikt za nich tego nie zrobi. Nikt nie zbuduje za nich Ukrainy, która byłaby suwerennym, europejskim i demokratycznym państwem prawa. Jeśli Ukraińcy chcą zbliżenia z Unią Europejską lub chcą w przyszłości zintegrować swój kraj z Europą, to muszą wybrać sobie takie władze, którym będzie bliżej do Europy, niż do Rosji czy wręcz do ZSRR.
Nic na siłę! Przyszłość Ukrainy zależy od jej obywateli!
* * *
Niepublikowane na portalu Salon24 teksty mojego autorstwa znajdą Państwo na moim blogu, pod adresem:
http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/
oraz w serwisie informacyjnym Wiadomości24, na stronie:
http://www.wiadomosci24.pl/autor/zbigniew_stefanik,362608,an,aid.html
Zapraszam Państwa do ich lektury i merytorycznej dyskusji.



Komentarze
Pokaż komentarze (18)