93 obserwujących
1362 notki
1050k odsłon
861 odsłon

W czym jest Bóg?

Wykop Skomentuj51

image

Bóg jest w pięknie. Piękno jest od Boga. Od Boga wprost. Czy tygrys widzi "piękno"? Czy widzi je bażant? A może ośmiornica? Czy widzi piękno sokół? On najwyżej lata i ma najlepszy wzrok. Mysz z odległości 1,5 km potrafi wypatrzeć. Więc czy z tej wysokości, obejmując wzrokiem taki szmat naszej ziemi, sokół widzi jej piękno? A może pszczoła widzi piękno kwiatów i dlatego je odwiedza w poszukiwaniu tego, z czego robi miód? A może samica pawia widzi piękno w jego ogonie? A może tylko człowiek widzi piękno? Staje zauroczony przed obrazem, którego powierzchnia naznaczona ruchami pędzla, zdaje się ku jego oczom wybiegać, odmalowywać w nich ogród, może brzeg morza z latarnią, może jakąś twarz i staje tak człowiek, i patrzy. Patrzy na piękno. Jakby było ono jakąś samą w sobie niezwykłą wartością. Jednocześnie z tego i spoza tego świata. Wartością samą w sobie. Wartością jakoś nam "znaną". Ale skąd? Czy można się nie zapatrzeć w słońce zachodzące nad oceanem? Pewnie można. Choć... czy na pewno?

Dodatkowo Bóg przejawia się... No właśnie. W czym się jeszcze przejawia? I czy jest, czy istnieje "druga strona", od Awesty, przez Stary Testament, aż po Chrześcijaństwo nazywana diabłem, złem, szatanem? Czy ta druga strona też się w czymś przejawia? Czy one obydwie istnieją, nawet jeśli w Boga albo diabła nie wierzymy, to przecież objawy ich "istnienia" obserwujemy?

Więc Bóg przejawia się w byciu "dobrym", w trosce o kogoś innego. I jeśli weźmiemy człowieka dowolnych czasów, dowolnej kultury i postawimy go na podwórku, gdzie na środku głęboka studzienka niczym niezabezpieczona, to nie ma takiego kogoś, kto widząc maleńkie, nieznane mu dziecko, biegnące nieświadomie w stronę tej studzienki, nie krzyknie, nie porwie się, żeby je od niechybnego wypadku uratować. Nie potrzeba do tego systemów etycznych i religijnych. Nawet nie potrzeba samej religii. Każdy to zrobi. I może to jest w nas. I nie ważne skąd to jest i jak to jest. To jest Dobro, w tym przejawia się to Nienazwane Coś, co określamy słowem Bóg.

Bóg przejawia się w prawdzie. Dlatego taką raną jest dla człowieka zdrada. I nie chodzi tu wcale, co jest fiksacją współczesnej religijności i moralności, o seksualnych charakter owej zdrady. Każda zdrada jest straszna. Każda zdrada pochodzi od tego, nie posiadającego barwy nawet czarnej, gotującego się nieustannie, konwulsyjnie, nihilistycznego chaosu, któremu ludzie, znów tą drogą jak to było w przypadku pojęcia Bóg, nadali nazwę - diabeł.

Zdradzić nas oczywiście może partner, współmażonek. Ale może też przyjaciel. Może nas zdradzić kolega. Możemy zostać zdradzeni przez Polityka, nie wiem czemu z dużej litery. Ci wszyscy nie dotrzymują słowa. Okłamują nas. Na tej samej zasadzie, wierność własnemu słowu i mówienie prawdy - pochodzą od Boga. Więc zdrada oraz kłamstwo pochodzi wprost z tej drugiej rzeczywistości - osobowej czy nie, zależnie od wiary - pochodzi od chaosu, od chciwości niszczenia i podporządkowywania sobie, pochodzi od szatana, piekła, diabła.

Dużo gorzej jest z uczuciami i nastrojami. No bo co z radością? Od kogóż by miała ona pochodzić? Ja myślę, że zdecydowanie od Boga. Sądzę, że Bóg się w radości przejawia. Ilekroć się radujemy, ilekroć jest ona w nas, tylekroć jest w nas Bóg. Ale czy nie może być radości chorej, złośliwej satysfakcji, przyjemności z czynienia krzywdy drugiemu? Pewnie takie dewiacje istnieją. Jednak generalnie i na zdrowy rozum biorąc, to znaczy każdy jest to w stanie rozsądzić, radość jest dzieckiem Boga, jego posłańcem do nas, jego przesłaniem, jego sposobem bycia. "Radujcie się" - pojawia się nieustannie jako wezwanie do chrześcijan. Niestety, nieco zniekształcone albo przekręcone, albo zapomniane w trakcie ewolucji chrześcijaństwa.

A rozpacz czy smutek? Czy to są uczucia, postawy, emocje, w których przejawia się Bóg w naszej rzeczywistości? Z jednej strony one są nam po prostu dane w życiu. Ich odrzucanie czy krytyka. Unikanie czy uważanie za zło, które "nie powinno nas spotkać", to droga donikąd. Ból, cierpienie (które jest odczuciem, a nie fizycznym doznaniem), przychodzące w ślad za nimi: smutek i bywa rozpacz, są częścią naszej drogi, częścią naszego życia, częścią nas samych. Ideał człowieka wiecznie radosnego i uśmiechniętego wydaje się sztuczny i tak naprawdę - nieludzki. Jezus gdy stanął przed grobem Łazarza to... zapłakał.

Więc te bolesne nasze odczucia, ta część rzeczywistości, która nas rani, pochodzi od Boga w tym sensie, że jest nam dana i zadana, że musimy przez nią przejść, zresztą czy chcemy czy nie. Próba ucieczki przed tym, w alkohol, w narkotyki, jakkolwiek inaczej, to zawsze błąd. Rezygnacja i bierna zgoda na takie doświadczenia, to następny błąd. Te błędy od Boga nie pochodzą. Wydaje się, że to, co od Niego pochodzi, to droga przez te doświadczenia. To nasz wysiłek. To przyjęcie tego cierpienia, ale po to, by przez nie przejść, to wytrwałość w wysiłkach, by iść do przodu. Cierpienie samo z siebie, nie jest wartością, jak to błędnie ludzi kiedyś uczono. Nie jest wartością rezygnacja w obliczu cierpienia ani zadawanie go sobie lub innym. Wartością to znaczy tym, co pochodzi od Boga jest jego przyjęcie i stały wysiłek, by przez nie przejść. Gdzie? Do radości. Do wolności. Do szczęścia.

Wykop Skomentuj51
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości