Zbyszek Zbyszek
176
BLOG

4 rodzaje religijności: ludyczna, emocjonalna, racjonalna, mistyczna

Zbyszek Zbyszek Społeczeństwo Obserwuj notkę 28
Długi tekst o tematyce religijnej.

Istnieją 4 rodzaje religijności:

  1. Ludyczna - kolorowe obrazki ze złoceniami zostawiane po kolędzie.
  2. Emocjonalna - quasi artystyczne, zwykle grupowe, uniesienia religijne.
  3. Racjonalna - spójny system doktryny, dogmatów i interpretacji.
  4. Mistyczna.

1. Ludyczność

Kiedyś ponoć biskupi polscy wybrali ludowość-ludyczność jako model religijności dla Polaków. Religijność ludyczna opiera się na zwyczajach, praktykach i dekoracjach. Jest z natury grupowa, stosunkowo powierzchowna i nawykowa. Nie zawiera w samej sobie głębszych elementów wewnętrznych, za to nacisk kładzie na obecność elementów zewnętrznych. Ponieważ istnieć może równolegle do właściwego życia duchowego-psychicznego, to jest niewrażliwa na argumenty natury etycznej, poznawczej czy racjonalnej.

O dziwo ten rodzaj religijności najtrudniej wyplenić. - Przecież tak naprawdę oni nie wierzą - ktoś powie, patrząc na ludzi wyznających religię w ten sposób i dziwiąc się, że się od niej nie odwracają. Ma i nie ma racji taki ktoś. Bo faktycznie życie i zachowania ludzi wierzących ludycznie wielokrotnie bywa zaprzeczeniem lub nawet odwrotnością różnych zasad lub zaleceń religii, którą wyznają. Z drugiej strony, ta religijność mimo swojej powierzchowności, zawiera nieusuwalne odniesienia do elementów głębszych, znów z tej drugiej strony może ona jednak życie i postawy w jakiejś mierze kształtować. Może być jak biel - z porównania Pana Jezusa o grobach pobielanych, ale może przechować pamięć o potrzebie czystości i zwracać uwagę na przejawy czerni. Jedno i drugie.

Religijność ludyczna jest pierwszym stopniem, etapem wprowadzania religijności w życiu ludzi. Elementem niezbędnym i niepomijalnym. Elementem ważnym i podtrzymującym pozostałe. Stąd perwersyjność oferty duchowości bez religii. Oferta uwolnienia ludzi od w oczywisty sposób przestarzałych form, często im narzucanych, często nie oddających ich duchowości, często prymitywnych, powierzchownych lub zawierających błędy. Ale człowiek tak uwolniony, jest uwolniony od pewnej podstawy, znajduje się na śliskim lodzie bez ugruntowania się w obyczajach i powtarzalnych formach zachowań i przypomnień religijnych. Więc tam, gdzie ten ludowy aspekt religijność się zignoruje, tam sama religijność więdnie.

2. Emocjonalizm

Ludzie się kołyszą, on albo ona śpiewa, jest muzyka, wszystkich ogarnia jakiś rodzaj uniesienia, jakiś rodzaj doświadczenia wręcz bliskości, bliskości Boga - tak to odczuwają. Życie na ogół składa się z doświadczeń trudnych, niezbyt ciekawych. Krew, pot i łzy - można powiedzieć, albo same-old, same-old z angielskiego, czyli nudy na pudy albo w kółko to samo. Życie w pewnym sensie jest rachunkiem stanów emocjonalnych. Ostatecznie wielkie alegorie religijne: niebo i piekło, są ilustracjami pewnych stanów doświadczenia i właśnie odczuć, emocji. W pierwszym przypadku nieskończenie pozytywnych, w drugim przypadku nieskończenie negatywnych.

Każdy w życiu kieruje się pewnym rachunkiem strat i korzyści właśnie z przestrzeni emocji. Źle - gdy doświadczamy emocji negatywnych, a dobrze - tam dążymy na co dzień - gdy doświadczamy emocji pozytywnych. Ostatecznie chcemy i Bóg chce dla nas szczęścia - tak właśnie myślimy i możliwe, że mamy rację. Chcemy doświadczać, nie tylko wiedzieć, nie tylko wypełniać. Chcemy czuć. Czuć miłość, przynależność, wspólnotę, objęcie. Rozmaite formy - często w artystycznej oprawie - grupowych doświadczeń religijnych oferują to właśnie - doświadczenie i pozytywne emocje. Te przeżycia ludzi wzmacniają, pozwalają im się podnosić, stawać ponownie do pracy, stawać "na nogi".

A jednak gdy mija "koncert chwały", wspólnotowe uwielbienie czy przeżycie w grupie czegoś wspaniałego, okazuje się, że to - tymczasowe. Że emocje są wzbudzane i nikną. Więc trzeba jeszcze raz.  "Doładować akumulatory". Więc znów ludzie idą. Więc, w jakimś sensie mogą się stać zależni od religijno-artystycznych inscenizacji, które pobudzają w nich pozytywny, duchowy odbiór rzeczywistości. Takie działania mimo tymczasowości swoich efektów, zwracają uwagę ludziom na to, że religijność może się stać realnym doświadczeniem w życiu, podnoszą ludzi emocjonalnie, zwracają uwagę na adresata, na Boga. Mogą jednak same z siebie, stać się przedmiotem pewnej czci, stanowiąc zdeformowaną formę religijności. Człowiek może uwierzyć, że indukowane w nim emocje są czymś "realnym" i się od nich, a tym samym od ponawiania takich inscenizacji czy celebracji uzależnić. Więc one znów - mogą do Boga prowadzić lub drogę do Niego zamykać. Są drugim stopniem "drabiny" do Niego.


3. Racjonalizm.

Potrzeba rozumienia jest może najbardziej fundamentalnym aspektem człowieczeństwa. "Homo sapiens" - określili samych siebie ludzie - "człowiek myślący", myślący racjonalnie. Myślenie racjonalne jest możliwe dzięki wzniesieniu się umysłu człowieka ponad zbiór doświadczeń i strumień percepcji. Człowiek myślący - poznaje rzeczywistość, ale także i siebie. W staro-babilońskim micie o Marduku (bóg Babilonu) ów Marduk staje do walki z Chaosem uosabianym przez Tiamath. Zarzuca na ten Chaos sieć, przebija go i wykrawa z niego elementy nowego porządku, nowego świata. To jest cecha ludzka. Napotykamy rzeczywistość, narzucamy na nią sieć naszych pojęć i racjonalizacji, dzięki temu rzeczywistość przestaje być Chaosem, a staje się miejscem zamieszkania ludzi. Rozumiejąc rzeczywistość - zarówno ją zmieniamy jak i nad nią władamy.

Racjonalizm jest niezbędny w kontakcie z danym nam w doświadczeniu światem. Pozwala nam przetrwać, bo rozumiemy, bo mamy "wiedzę", a więc znajomość ciągów przyczynowo - skutkowych, bo możemy wtedy wchodzić w efektywne relacje z tą rzeczywistością, zamiast być zmiażdżonym przez takie lub inne jej przejawy czy oddziaływania. Ostatecznie racjonalne poznanie jest poznaniem czegoś więcej niż rzeczywistości doświadczalnej i fizycznej. W dziwny i trudny do wyjaśnienia sposób bowiem, ta rzeczywistość funkcjonuje i istnieje "wzdłuż" i "zgodnie" z odkrywanym przez ludzi światem form, reguł, zależności. Tak jakby istniały jakieś "myśli" lub twory mające sens "informacyjny", a które się w rzeczywistości "materializują", "uzewnętrzniają", ją zgodnie ze swoim "wzorem" "organizują". To tego właśnie świata dotyczy poznanie racjonalne, dotyczy meta-świata, dotyczy świata "informacyjnego".

Greckie "logos" (λόγος) tłumaczone popularnie jest jako "słowo". Ten termin został wprowadzony przez Heraklita z Efezu (540-480) "który uznawał logos jako zasadę organizującą wszechświat, „regułę, według której wszystko się urzeczywistnia, oraz prawo, które jest wspólne dla wszystkich rzeczy i wszystkimi rządzi”, a także jako „miarę” i „rozum”, który wszystkim rządzi". Ponad 500 lat później św. Jan apostoł zapisał: "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało"

Racjonalnym umysłem poznajemy Słowo, a więc Sens, a więc strukturę złożoną z myśli-informacji, która we wszelkiej istniejącej rzeczywistości się "materializuje", tą rzeczywistość "organizuje i kształtuje", tą rzeczywistością "kieruje-rządzi-panuje".  Stąd twierdzenie Pitagorasa o trójkącie prostokątnym, stąd rachunek różniczkowy, stąd człowiek na Księżycu, ale uwaga - stąd zło w postaci monstrualnej, bowiem pierwotny kształt meta-rzeczywistości jest podatny na ingerencję człowieka i zawiera wprowadzone tam błędy, wzorce destrukcji i zniszczenia. Racjonalny umysł poznaje, pozwala odróżnić, tworzy bezpieczeństwo, umożliwia efektywne działanie, pozwala na rozwój jaki nie jest udziałem nikogo i niczego, kto racjonalnego umysłu nie używa. Racjonalność wychodzi poza zwyczaje i emocje. Ponad nimi buduje ze znaczeń świat, który staje się domem człowieka. Wskazuje jednoznacznie poza daną we wszelkich doświadczeniach rzeczywistość, wskazuje na... Boga.

Kościół Katolicki jest najbardziej racjonalnym wyznaniem chrześcijańskim, takie jest przynajmniej zdanie agnostycznego psychologa i filozofa Jordana Petersona. Tendencje, być może zapoczątkowane wczesnymi sporami w łonie chrześcijaństwa, potrzebą jego ujednolicenia, a więc racjonalizacji, sporem św. Augustyna z tzw. plegaianizmem, spowodowały położenie nacisku na racjonalne podejście do wiary. Jej organizację w dogmaty, traktaty, tradycję. Obudowanie religii i wiary niesprzecznym systemem stwierdzeń, który na tyle, ile się dało, obiektywizował wierzenia i podnosił człowieka z poziomu zwyczaju oraz emocji, na poziom racjonalnego rozumienia Logosu.


4. Mistycyzm

- Czy nasze doświadczenie otoczenia, istnienia, świata, rzeczywistości jest ostateczne, prawidłowe, obiektywne? - pytali ludzie od zawsze. - Czy możliwe jest doświadczenie czegoś realnego, a istniejącego ponad tym, co na co dzień postrzegamy, rozumiemy, odczuwamy, jesteśmy w stanie wyrazić myślami i słowami?

"Kto wie, nie mówi, kto mówi - nie wie" - zapisano w chińskim Tao Te Ching ponad 500 lat B.Ch. Jak to rozumieć? Jak rozumieć coś, co nie jest do objęcia i wyrażania myślami?? Czy istnieje tylko TO, co jesteśmy w stanie doświadczyć lub zrozumieć, czy istnieje COŚ JESZCZE? A może niczego takiego nie ma i cały mistycyzm to bajki?

Szczególnie na wschodzie bogata jest tradycja mistyczna. Przekonanie o potrzebie i możliwości wejścia w kontakt z rzeczywistością przekraczającą zarówno zmysły jak i inteligentny rozum. Taki kontakt określano terminem "oświecenie" lub innymi bliskoznacznymi. W celu osiągnięcia "oświecenia" stosowano różne drogi, sposoby, strategie, czasem wymagające całego życia, czasem długotrwałych ćwiczeń i medytacji, często podpowiadając, że nie można się do tego zbliżyć, usiłując się do tego zbliżyć, ani osiągnąć, próbując to osiągnąć, a więc paradoksy.

Hinduski guru, gdy laik pytał go jak wygląda oświecenie, pokazywał środkowy palec. Ale guru wyjechał ze swojej siedziby, zostawiając w niej ucznia. Uczeń mimo wielu lat nie mógł dojść do oświecenia, więc postanowił się zabawić, udając guru i przybyłym, pytającym o oświecenie, pokazywał środkowy palec, świetnie się przy tym bawiąc. Guru przybył niewidziany i ze zdumieniem obserwował zza żywopłotu, jak jego uczeń wystawił środkowy palec kolejnemu pytającemu. Wyskoczył wtedy zza krzaków z dobytym nożem i.. ciach, uciął kpiarzowi ten palec. Krew, wrzask, przerażenie. Nad skulonym uczniem pochyla się guru i pyta: "Jak wygląda oświecenie?". Uczeń wykonuje odruchowy test pokazania środkowego palca. I... wtedy doznał oświecenia. Ale to tylko anegdota, ilustrująca paradoksalność całej tematyki.

A więc jest coś POZA z czym człowiek może wejść w relację czy to projekcje i twory wyprowadzonego z równowagi mózgu? I jak właściwie doznać, tego oświecenia, jaki jest sposób? We wcześniejszym tekście {LINK} przytoczono odpowiedź hinduizmu na pytanie, kto jest psychicznie zdrowy, a kto jest nienormalny i kryterium była tu zdolność do poświęcenia się. Na pytanie o to, co jest najlepszą drogą do osiągnięcia oświecenia, hiduistyczna tradycja odpowiada - rozpacz.

Jest to dziwna i niepokojąca odpowiedź, bowiem rozpacz jest wynikiem cierpienia. Jest być może ostatnim krokiem przed agresją wobec własnego życia lub rozpadem. A jednocześnie rozpacz ułatwia człowiekowi rozstanie się. Z czym? Ze wszystkim. Nawet ze sobą samym. "Kto zachowa swoje życie - straci je" - kłania się ostrzeżenie Pana Jezusa. Gdy człowiek dotrze do tego stanu, czasem musi - siebie niejako opuścić, bo już nic mu nie zostało, bo wszystko jest przeciwko niemu. Krok dalej jawi się niebezpieczny, ale "dzięki" rozpaczy, być może nieunikniony. Można się próbować cofnąć, dzięki racjonalizacjom i jakiejś pomocy, i dalej być w stanie znosić cierpienie. Można zrobić krok w niepoczytalność, można się skrzywdzić, kończąc wszystko. Można wreszcie, pozostając przytomnym, zrobić krok naprzód "z otwartymi oczami". To dlatego "Błogosławieni, którzy płaczą. Albowiem, będą pocieszeni". I szkodliwym głupcem będzie ten, który szukał będzie płaczu i cierpienia jako drogi do zbawienia. On będzie tylko budował siebie, a to znaczy swoje własne, jeszcze bardziej pokrętne mieszkanie. A z tego "mieszkania" człowiek może - poprzez "płacz" - zostać wyjęty. Tam się kończą projekcje człowieka oraz jego starania. Jedyne co mu zostaje to właśnie te "otwarte szeroko oczy", czysta świadomość i... zwrócenie się. 

Zwrócenie się, bo chrześcijaństwo jest religią Ty. Wielkiego, wszechogarniającego, przekraczającego czas, przestrzeń, sens, rozum i samo istnienie - Ty. Ty zwróconego bezpośrednio do człowieka. Wpatrzonego w człowieka. Żyjącego w człowieku i z człowiekiem. Językiem potocznym - go kochającego. Jeden - zapomniany? - z twórców fundamentów chrześcijaństwa, Pseudo-Dionizy Areopagita twierdził, że "Etapem naszego poznawania tego, co boskie, jest badanie imion Boga. Etap ten trzeba jednak przezwyciężyć, ponieważ wszelka definicja Boga ograniczałaby niemającą granic transcendencję. Wobec tego teologia, wiedza o tym, co boskie, może być tylko negatywna (apofatyczna). Bóg nie jest dostępny poznaniu, lecz jedynie całkowitej niewiedzy".

A jednak owa "Chmura niewiedzy" nie jest "niczym". Jest spotkaniem przekraczającego wszystko - Ty. Jest odnalezieniem się człowieka w prawdzie przekraczającej i fakty, i emocje, i to, co dostępne w poznaniu rozumem. Tam jest "coś" - wypadałoby powiedzieć, a ściślej, tam jest "KTOŚ". Innymi słowy "ŻYCIE". Może można powiedzieć - nasze życie.


Podsumowanie

Czy jakaś religijność jest lepsza od innych? Na pewno tak. Lepsza jest religijność prawdziwa, a to znaczy zwykła uczciwość wobec siebie, świata, ludzi, Boga. To jest absolutny fundament. Bo przedmiotem wiary nie jest obrzęd, nie są nim emocjonalne wzruszenia, nie są dogmaty. Przedmiotem wiary jest - prawda. Realność, a nie projekcje. Więc uczciwość, w szukaniu prawdy jest podstawowa. "Kto szuka znajduje, kto kołacze, temu otworzą". W tym szukaniu oprócz uczciwości trzeba jeszcze trochę wysiłku, bo jednak kto nie szuka, to nie znajduje, a kto nie kołacze, przed tym będzie zamknięte. Trzeba też zaufania, a to znaczy pokory, a to może znaczy przede wszystkim zwrócenia się w stronę tego - Ty, "z całego serca swojego, ze wszystkich sił swoich, z całego umysłu swojego". Jasne, że takie zalecenia "z całego", nie są brane na poważnie, no bo jak. Chyba, że rozpacz zajrzy w oczy i wtedy będzie człowiekowi łatwiej, próbować drogi św. Jana od Krzyża, św. Teresy z Avilla i wielu, wielu innych.

Każda forma religijność ma sens i jest potrzebna. Jak stopnie drabiny prowadzące wzwyż. Czy każdy musi przejść wszystkie? Być może tak, być może niekoniecznie w tym życiu, choć to może byłoby lepiej, ale nie zawsze człowiekowi jest dane, dostępne, możliwe. Nie ma sensu "przedabrzać", robić to, czego uczciwie nie czujemy, starać się "za bardzo", a przez to udawać i tworzyć fikcję. Bóg wie wszystko. Nie posądzajmy Go o brak troski, planu czy miłości wobec nas. Mamy życie szyte na naszą miarę i odpowiadamy tak, jak nas na to stać. A niezależnie od formy odpowiedzi, po prostu, stajemy wobec Niego, twarzą w twarz, a reszta - już w jego - realnej mocy.

Zbyszek
O mnie Zbyszek

http://camino.zbyszeks.pl/  Kopia twoich tekstów: http://blog.zbyszeks.pl/2068/kopia-bezpieczenstwa-salon24-pl/

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo