We wrocławskiej Platformie Obywatelskiej narasta chaos. Konflikty personalne, oskarżenia o nielegalny dostęp do dokumentów i napięcia wokół zmian kadrowych w KGHM składają się na obraz ugrupowania, które wymyka się spod kontroli Michała Jarosa. Sprawie przygląda się dziennikarz Salon24.pl Marcin Torz.
Roszady w KGHM i narastająca atmosfera strachu
W Platformie Obywatelskiej we Wrocławiu narasta kryzys. Coraz więcej sygnałów wskazuje, że Michał Jaros – poseł i wiceminister – może tracić realną kontrolę nad regionalnymi strukturami PO. Trwa otwarty konflikt między kluczowymi działaczami, a dodatkowe napięcia wywołują zmiany personalne w spółce KGHM.
Po odwołaniu Roberta Kropiwnickiego z rządu, rozpoczęły się czystki kadrowe w instytucjach z jego wpływami. Jedną z pierwszych osób, które straciły stanowisko, była Anna Smycz-Michalak – dyrektor naczelna ds. komunikacji w KGHM. W spółce narasta atmosfera strachu, a pracownicy szeptem mówią o tajemniczym „Panu JOT”, mającym rzekomo stać za bieżącymi decyzjami kadrowymi.
Wojna w PO Wrocław i milczenie Michała Jarosa
Równolegle eskaluje konflikt wewnątrz Platformy Obywatelskiej. Posłanka Anna Sobolak, która ubiega się o przewodnictwo PO we Wrocławiu, oskarżyła Maurycego Graszewicza – współpracownika Michała Jarosa – o kradzież wrażliwych dokumentów i przekazanie ich mediom. Chodzi o faktury związane z zarobkami jej męża, które mają być przedmiotem nadchodzącej publikacji w Gazecie Wyborczej. Według Sobolak, dokumenty zdobyto w zmowie z księgowym, by zdyskredytować ją przed wyborami w partii.
Michał Jaros milczy. Nie komentuje ani doniesień o działaniach Graszewicza, ani coraz ostrzejszego konfliktu w PO Wrocław. Brak reakcji lidera tylko pogłębia wrażenie, że ugrupowanie wymyka mu się z rąk.
Co ciekawe, jak donoszą nasze źródła, sam Maurycy Graszewicz miałby ambicje objęcia stanowiska w KGHM. Jednak większe szanse – według lokalnych obserwatorów – ma żona prezydenta Legnicy, Macieja Kupaja. Od lat pracuje w KGHM i cieszy się opinią solidnej, kompetentnej specjalistki.
Obserwatorzy sceny politycznej z niepokojem patrzą na rozwój wydarzeń. Dolnośląska Platforma przechodzi trudny moment – zamiast mobilizacji przed wyborami partyjnymi, mamy festiwal wzajemnych oskarżeń, kadrowych roszad i politycznych intryg. Całej sytuacji przygląda się nasz dziennikarz Marcin Torz – i wiele wskazuje, że na Dolnym Śląsku to dopiero początek politycznej burzy.
Red.
Michał Jaros, fot. PAP/archiwum
Inne tematy w dziale Społeczeństwo