Historyczny bieg wydarzeń
Przed 1791 r. Prusy (pod rządami Fryderyka Wilhelma II) aktywnie zachęcały Polaków do reform i uniezależnienia się od Rosji. Prusy obiecały Polsce pomoc militarną w przypadku ataku ze strony Rosji. To właśnie to zapewnienie dało twórcom Konstytucji odwagę do przeprowadzenia de facto zamachu stanu 3 maja.
Konstytucję uchwalono 3 maja 1791 roku. Uchwalono ją z pogwałceniem prawa, procedur i uczciwości parlamentarnej, gdyż inaczej nie dałoby się jej uchwalić. Konstytucja zrywała gwarantowany traktatami protektorat Rosji nad Polską, co stanowiło de facto casus beli.
Tuż po 3 maja 1791 roku król Prus wysłał do Stanisława Augusta Poniatowskiego oficjalny list z gratulacjami, chwaląc mądrość reform.
27 kwietnia 1792 r. część magnaterii (Branicki, Rzewuski, Potocki) podpisała w Petersburgu akt Konfederacji, zwracając się o pomoc do Moskwy.
18 maja 1792 r. Katarzyna Wielka wydała manifest, który rozpoczął wojnę pod hasłem przywrócenia porządku w Polsce. Armie rosyjskie wkroczyły do Polski dzień później.
W następstwie wybuchu wojny Polska wezwała Prusy do dotrzymania sojuszu i przysłania wojsk. Berlin stwierdził, że Konstytucja 3 maja została uchwalona bez ich zgody i całkowicie zmienia ustrój państwa, więc sojusz z 1790 roku przestał obowiązywać.
24 lipca 1792 r. w 14 miesięcy po uchwaleniu konstytucji 3 maja i dwa miesiące po wkroczeniu wojsk rosyjskich król Polski przystąpił do Targowicy i uznał konstytucję za niebyłą.
Intencje i cele
W przestrzeni intencji i celów uchwalenie konstytucji 3 maja było epokowym wydarzeniem. Reformatorzy chcieli uratować Rzeczpospolitą, stwarzając państwo na owe czasy wydolne, nowoczesne, zdolne do przeciwstawienia się zaborcom. Konstytucja uosabiała ducha patriotycznego, niepodległościowego. Dzięki niej te właśnie postawy i wartości, sprzeciwu wobec obcej siły dyktującej jak Polacy mają żyć, stały się na stałe elementem polskiej kultury i narodowości. Uchwalenie tej konstytucji było niewątpliwym i doniosły zwycięstwem moralnym. Zwycięstwem patriotyzmu nad uległością. Aktywnego zaangażowania nad gnuśnością. Potrzeby poświęcenia dla dobra wszystkich w miejsce egoizmu, przynoszącego wszystkim szkoda.
Obszar rezultatów praktycznych
Uchwalenie konstytucji z całą pewnością przyspieszyło wymazanie Polski z mapy Europy. Zostało dokonane na podstawie błędnego rozeznania rzeczywistości - fałszywe zapewnienia Prus, dążących do wywołania wojny Polski z Rosją, brak uprzedniego zgromadzenia sił zdolnych do obrony nowego porządku. Właściwie w momencie uchwalania tego wielkiego aktu, inicjatorzy tego przedsięwzięcia nie mieli poza pruskimi zapewnieniami i traktatami o pomocy, żadnych szans na samodzielną obronę nowego, wprowadzanego przez siebie, porządku. Mierzyli "siły na zamiary, nie zamiar podług sił" - można podsumować słowami wieszcza.
Nie jest jasne, jak losy Polski potoczyłyby się bez uchwalenia tej konstytucji, ale mamy prawo przypuszczać, że bez reform kraju, doszłoby do dalszego jego podporządkowywania i efekcie rozbiorów, tyle że w dalszej przyszłości, kto wie, może okrojona Polska doczekałaby wojen napoleońskich.
Przyczyny stanu rzeczy
Polska była organizmem państwowym i społecznym działającym wg anachronicznych reguł. Wybujały daleko ponad zdrowy rozsądek egoizm szlachty i magnaterii, brak ujmującej to w karby władzy centralnej, doprowadziły do praktycznego rozpadu i rozkładu państwa niezależnie od interwencji zewnętrznych.
90% narodu nie była uważana przez szlachtę za Polaków, stanowiła warstwę quasi-niewolników, wykorzystywanych przez "szlachetnych panów" w charakterze zasobu siły roboczej. Podstawowymi tematami sejmików szlacheckich nie były kwestie państwa czy polityki międzynarodowej, ale kwestie zbiegostwa chłopów, bo to się przekładało na dobrobyt finansowy szlachciców. Magnateria postrzegała państwo i jego aparat jako zagrożenie. Polska była koalicją różnych ludzi, dla których ich własny byt stał wyżej niż sprawy państwa, które było dla nich kwestią zewnętrzną.
Państwa ościenne dysponowały scentralizowanymi systemami władzy, mobilizującymi zasoby państwa do zadań, w tym wojen. W Polsce, ze względu na ufundowaną na przekonaniu o szlachetności jej obywateli (szlachty) demokrację, takiego systemu mobilizowania zasobów państwa - nie było. Była właśnie - na ówczesne czasy - bardzo szeroka demokracja, ze wszystkimi jej wadami i przywarami, które i dziś nietrudno zaobserwować, a więc prywatą, egoizmem posłów, przekupstwem, kundlizmem i lekceważeniem dobra państwa oraz kształtu przyszłości, byle teraz się nachapać, byle dzisiaj.
Sumując
Konstytucja 3 maja była wyrazem szczytnych intencji i celów. Jednak przystępując do jej uchwalenia i próby wdrożenia inicjatorzy tego procesu nie mieli praktycznych szans na realizację swoich zamiarów i w rzeczywistości, jej uchwalenie przyniosło skutki dokładnie odwrotne od zamierzonych. Z jednej strony było to "zwycięstwo moralne", z drugiej porażka praktyczna.
Problem "zwycięstw moralnych" wydaje się ciążyć nad polską historią. Z jednej strony są to piękne przejawy heroicznych postaw i głęboko patriotycznego myślenia, z drugiej w dziwny sposób występują łącznie z katastroficznymi skutkami w sferze praktycznej.
- Synu, twoim zadaniem nie jest umierać za ojczyznę - tłumaczył gen. Patton swojemu żołnierzowi. - Twoim zadaniem jest sprawić, żeby te sukinsyny umierały za swoją". Tak wygląda patriotyzm w wersji staro-amerykańskiej. W wersji praktycznej. Biblia też doradza przeprowadzenie uprzedniego rachunku sił przed przystąpieniem do wojny i nie przystępowanie do niej, gdy rachunek wypada niekorzystnie.
Błędem Polaków jest ufność wobec tego, co nam inni obiecują albo zapewniają. Wiara w przyjaźń między narodami albo państwami, gdy w tej sferze istnieją wyłącznie interesy, które na dodatek się zmieniają.
Świętujmy uchwalenie konstytucji. Módlmy się o rozsądek i o brak zwycięstw moralnych. Ale przede wszystkim spójrzmy na siebie, na Polskę dzisiaj. Czy nie jest podzielona jak dawniej? Czy nie jest tak, że najważniejszym wrogiem jest ... tu wpisać nazwisko przywódcy jakiejś partii politycznej? Czy nie jest tak, że w górę awansują ludzie mierni, a egoizm i prywata, znajomości i zwykła ludzka małość są wehikułami dobrobytu i pięcia się w górę w strukturze społecznej?
Czy dzisiaj Polacy są w stanie myśleć albo rozmawiać jak ludzie cywilizowani, racjonalni, czy króluje prymitywizm, negatywne emocje, poczucie zagrożenia i zachowania para-religijne w polityce? A jeśli tak, to materia państwa i społeczeństwa słabnie. Bo większość ludzi, nauczona wiekami pańszczyzny, wie doskonale, że martwić to się trzeba o siebie i teraz, i za wszelką cenę. A ci, co tego nie robią, robią to na własną odpowiedzialność i szkodę.
- Hop szklankę piwa - śpiewał Marek Grechuta. I bardzo ładnie śpiewał. Bo wbrew pozorom, w ludziach mieszkających tutaj są ziarna wielkości, są struny piękna. Bo te barwy - biało-czerwone właśnie takie są, proste i piękne. Bo zakodowane jest w Polakach i dążenie do wolności i inne wielkie marzenia. Polska to zadanie. Życie to zadanie. Wymaga i wysiłku i rozsądku.
-------------------------
ps. Komentarz dla @EB
@E.B : Dziękuję za komentarz. Prezentuje on wzorzec postrzegania i opiniowania szeroko rozpowszechniany w społeczeństwie polskim, zresztą na jego zgubę i krzywdę. Daje się on sprowadzić do następujących tez:
1. Nie wolno krytycznie oceniać decyzji osób z przeszłości, w szczególności jeśli te decyzje przyniosły złe skutki dla państwa i dla Polaków, jeśli intencje decydentów były szczytne.
2. Nie wolno krytycznie oceniać jakichkolwiek przeszłych decyzji w przestrzeni historii, bo:
- a) nie da się z całą pewnością przewidzieć innego, korzystniejszego dla nas, biegu wydarzeń
- b) podejmujący takie decyzje nie mogli przewidzieć ich skutków
3. Nie wolno krytycznie oceniać jakichkolwiek historycznych decyzji, które przyniosły Polakom krzywdę, katastrofę, śmierć i szkody, bowiem te straszne rzeczy Polakom nie uczynili decydenci, którzy "nie mogli przewidzieć" i którzy 'chcieli dobrze", tylko bezpośrednio obcy: Rosjanie, Niemcy, Szwedzi itd.
4. Nie liczą się praktyczne skutki dla ludzi, liczą się wyłącznie szlachetne intencje decydentów.
Tego typu rozumowanie wskazuje na to, że "Polska jest kobietą". Kładzie przesadny i zgubny w trudnych chwilach nacisk na emocjonalność, abstrahuje od realnych konsekwencji. Uwalnia takie rozumowanie od konsekwencji tych, którzy albo na skutek błędów, albo na skutek głupoty własnej, albo na skutek zdrady podejmowali decyzje na szkodę ludzi.
Kwestię szkody, rozumowanie takie przenosi w sferę sporów i argumentacji intelektualnych, gdzie można zupełnie dowolnymi konstrukcjami opartymi często właśnie na domniemaniach - bo abstrahujemy od mierzalnych obiektywnie skutków - uzasadnić całkowicie dowolne toki postępowania.
W rzeczywistości opisany wzorzec postrzegania ufundowany jest na lęku, iż piękne, szczytne i szlachetne wartości ulegną utracie, jeśli skrytykujemy tych, co - pod ich sztandarami i w ich imię - podejmowali decyzje w sprawie państwa i narodu. Jest to lęk uzasadniony, bo jeśli ceną przeżycia jest zbydlęcenie, to takie przeżycie staje się problematycznie, bo człowiek to nie tylko ciało ale i duch, nie tylko technika ale i kultura, i te czynniki "miękkie" kształtują w następstwie te "twarde", a więc kultura i wartości, kształtują życie i materialne jego przejawy.
A jednak ów lęk, nie wyrażony, nie opisany, nie uświadomiony sobie w pełni, nie okiełznany i nie ujęty w karby, staje się ciemnym dogmatem pchającym następne pokolenia do krwawych łaźni albo realnych strat - także w przestrzeni ducha.
Takie patrzenie i taki wzorzec postrzegania jest całkowicie odporny na krytykę, bo krytyka nie ma punktu zaczepienia, bo jedynym punktem zaczepienia są opinie i wrażenia osoby tak myślącej. Nie mają zatem znaczenia:
- liczba ofiar śmiertelnych
- wielkość utraty dóbr materialnych
- ani żadne inne mierzalne czynniki.
Tu pojawia się też geobelsowskiej natury argument, że "pokój będzie gorszy niż wojna" (tak przekonywał hitlerowski aparat propagandowy niemiecką młodzież, by szła na śmierć, w dniach agonii trzeciej rzeczy). Tu pojawia się nacechowane pychą i butą "Nie można było inaczej" - zawsze można inaczej, nie zawsze lepiej. Tu pojawia się moralny szantaż, moralna presja, moralne samouzasadnianie, które każe bronić "świętych wartości" i w ten sposób ze spraw ziemskich czyni religię, co jest bałwochwalstwem i wyłącza w ten sposób zdolność do jakiegokolwiek krytycznego myślenia.
Jest to de facto myślenie błędne, bo nie bierze pod uwagę żadnych obiektywnych czynników, bo nie bierze pod uwagę odpowiedzialności za konsekwencje podejmowanych działań. Oczywiście, że to Niemcy albo Ruscy będą nas zabijać. Ale to nie zdejmuje w żaden sposób odpowiedzialności z tych, co podejmują złe w efekcie dla Polaków decyzje.
Oczywiście, że historyczni decydenci MOGLI PRZEWIDZIEĆ, to co się stanie. Mogli i przywidywali, dobrze lub źle. To jest po prostu - umiejętność, pewien stopień fachowości. Mogli, bo wszyscy przewidujemy. Zawsze i ciągle przewidujemy przyszłość i skutki naszych działań w przeszłości. Rzecz w tym, że oni przewidywali ŹLE. Stąd byli złymi decydentami, których działanie przyniosło nam szkody. Stąd jeśli nie chcemy takich szkód, szukać powinniśmy decydentów PRAWIDŁOWO przewidujących przyszłość.
Prawdopodobnie żadne przewidywanie nie jest PEWNE. Wynika to ogólnie z niepełnej przewidywalności przyszłości. Ale na tym polega mądrość i fachowość, że przewiduje się POPRAWNIE. Bo da się oszacować prawdopodobieństwa takiego lub innego przebiegu zdarzeń w przyszłości. Bo uczy się na błędach. Prusacy obiecali nam wojskową pomoc i popchnęli nas na przegraną wojnę z Rosją. I co? Przyjęliśmy obietnice wojskowej pomocy od Wielkiej Brytanii w 1939 roku? A teraz jesteśmy silni naszymi "sojuszami"?
Pomysł aby uwalniać decydentów z odpowiedzialność za konsekwencje szkodliwych dla innych decyzji jest szalenie NIEBEZPIECZNY dla tych, których te konsekwencje będą dotykać. Społeczeństwa powinny wyciągać pełną odpowiedzialność wobec swych przywódców właśnie na podstawie KONSEKWENCJI ich decyzji, i TYLKO NA TEJ PODSTAWIE. Każda inna postawa jest dla społeczeństwa zgubna i będzie prowadzić do następnych krzywd i szkód. Liczą się KONSEKWENCJE, a nie intencje.
Pragmatyczność nie stoi w opozycji do wartości. Przeciwnie, te wartości pozwala podtrzymywać. Nie wolno gardzić, patriotyzmem i poświęceniem, bo to są najcenniejsze sprawy. Nie wolno tymi sprawami wycierać głupich i w konsekwencjach haniebnych fantazji decydentów. Możemy myśleć pragmatycznie, zachowując cześć dla wartości i wtedy KONSEKWENCJE, będą dla nas najlepsze z tych, co są w polu naszych możliwości. Możemy też myśleć romantycznie, traktując mierzalne i widoczne EFEKTY decyzji drugorzędnie i wtedy KONSEKWENCJE będą dla nas niekorzystne. Mamy wybór. Nie dajmy się sterroryzować opowieściami o moralnych zwycięstwach i moralnym szantażem tak, jak dał się sterroryzować gen. Tadeusz Komorowski ps. "Bór", podejmując decyzję w wyniku której wysłał do grobu Baczyńskiego i Gajcego wraz z kwiatem intelektualnym Polski, by z kolegami decydentami pędzić potem życie na Zachodzie i opowiadać, że "tak było trzeba".



Komentarze
Pokaż komentarze (12)