- Była wspólna kampania PO i PiS przeciwko SLD, to było po aferze Rywina, a PO prowadziło w sondażach.
- W środku kampanii PiS niespodziewanie zaatakował PO, między innymi reklamami z tzw. pustą lodówką, w nawiązaniu do propozycji reform podatkowych PO.
- PO (wówczas Tusk-Rokita-Śpiewak itd) znalazło się w stanie szoku i nie zupełnie nie potrafiło zareagować, bo ruch PiS wychodził poza ich zakres pojmowania.
- W efekcie PiS wygrał wybory parlamentarne, a następnie prezydenckie.
- PO w odpowiedzi rozpętało naloty dywanowe pogardy i nienawiści w mediach, skierowane przeciw PiS.
- Kampania przyniosła sukces i w przedterminowych wyborach - rażący błąd decyzyjny J.Kaczyńskiego - wygrało PO mimo afery z blondynką, co od przystojniaka wzięła torbę. D.Tusk ogłosił miłość, zwłaszcza, że PO przejęła media publiczne, a prywatne i tak jej sprzyjały.
- Przegrany PiS uruchomił ze swojej strony kampanię pogardy i nienawiści, tym razem nie w charakterze medialnego tsunami, ale jako zajadłą wojnę partyzancką, nasycającą umysły i osobowości swoich zwolenników.
- W związku z geopolityką, zaistniała potrzeba "pewnych zmian", więc do akcji wkroczyli "kelnerzy", nagrywając wszystkich łącznie z ministrem od policji, a media zrobiły z tego hiper-aferę. Zdumiony D.Tusk nieopatrznie przyznał, że "ktoś przestawił wajhę". No bo przestawił. Publika jest za słaba, by myśleć, kto. Wybory na kanwie afery u Sowy, wygrał PiS.
- PiS posiadając media publiczne - opozycyjne w stosunku do prywatnych, nakręcił w nich nie mającą precedensu w historii kampanię prymitywnej nienawiści w stosunku do PO. Takiej telewizji jaką zrobił pan Kurski nie było nawet za PRLu. Częściowo ta strategia była uzasadniona tym, że jednak media prywatne były po stronie PO, a społeczeństwo przyzwyczajone do takich negatywnych erupcji, nagradzało głosowaniem tego typu propagandę. Po katastrofie w Smoleńsku, nienawiść i pogarda osiągnęły apogeum, w sporej części, odczłowieczając niektórych zbyt zapalonych zwolenników.
- W ostatnich wyborach ludzie, a może szczególnie młodzież, byli już zmęczeni, zarówno prymitywnym, negatywnym przekazem PiS, jak i oczywistym rozjazdem haseł i praktyki, więc wygrało PO, które znów zaczęło mało eleganckie metody w polityce.
- Generalnie partie to ludzie. W polskiej rzeczywistości, przywódcy tych partii. To oni kształtują rzeczywistość publiczną i kształtują ją często na szkodę Polaków, bo zamiast rywalizacji o głosy, mamy potologiczną, emocjonalną, odczłowieczającą ludzi, dziejącą ich i skłócającą wieczną wojnę. Zwolennicy PiS odmawiają człowieczeństwa zwolennikom PO. Zwolennicy PO odmawiają człowieczeństwa zwolennikom PiS. Politycy obu partii, za kulisami potrafią indywidualnie całkiem fajnie sobie rozmawiać, dla na użytek zdobywania głosów, Polacy są odmóżdżani niekończącym się, zupełnie przesadzonym konfliktem, którego jedynymi beneficjentami są wąskie aparaty kadrowe obu partii.
- Należy się spodziewać, że z czasem okres ten będzie wspominany z pewnym zażenowaniem przez naszych następców. Zapisane w intenecie niekończące się erupcje oskrażeń, ataków, agresji będą smutnym świadectwem braku i rozsądku i równowagi wielu.
To tak ad vocem, w wrzucanego w wentylator portalu materiału redakcyjnego.


Komentarze
Pokaż komentarze (9)