Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
21 obserwujących
51 notek
29k odsłon
  171   0

Czy Janosik wspierał demografię na Podhalu

Dawno temu zbójował był - umówmy się, że na Podhalu - szlachetny Janosik, co to zabierał bogatym i dawał sob..., tzn. biednym oczywiście. Pięć lat temu pojawił się nad Wisłą inny Janosik zwany, dla odróżnienia od swych licznych braci, Demograficznym. Jest wciąż pośród nas, nie wzbudza już specjalnych emocji i choć jest potężniejszy niż ten dawny, ale działa podobnie: zabiera wszyst…, tj. bogatym, rzecz jasna, i rozdaje… tym co mają dzieci. Pomyślałem, że w dobie wyludniania ojczyzny za sprawą straszliwej pandemii, warto wspomnieć tę szlachetną postać. Może w niej nadzieja?

500 plus - prawie 5 lat mija od wdrożenia PiS-owskiego programu ratowania polskiej demografii. Uznałem, że to dobra okazja,  by zweryfikować jego efekty i swoją o nim opinię. Z gorzką satysfakcją konstatuję, że wystarczyło odgrzebać swoją starą polemikę z chwalącymi program tekstami redaktorów Lisickiego i Terlikowskiego (Do Reczy, 6/2016). W przypadku publicystów postrzeganych jako prawicowi (i katoliccy), pochwała taka wydaje mi się być niekonsekwencją w oglądzie świata, swego rodzaju zgrzytem w porządkowaniu problemów naszej rzeczywistości. Ja z tą przychylnością się nie zgadzam i jako rdzeń sprzeciwu uznaję odwołanie do pojęcia moralności, zwłaszcza tej płynącej z istoty chrześcijaństwa – to zdaje mi się właściwy grunt w dyskusji o tzw. tematach społeczno-socjalnych.

Zacznę od podstaw, czyli od kasy. Program 500+ to działanie mające stymulować rozrodczość narodową metodą rozdawnictwa pieniędzy – wydaje się, że takiemu sformułowaniu, nawet jeśli razi czyjeś uszy, trudno odmówić prawdziwości. Od razu mam więc pierwszą przyczynę moich zastrzeżeń, bo jest nią generalna niezgoda na redystrybucję, czyli przekładanie przez państwo pieniędzy z jednych kieszeni do innych. To proceder powszechnie praktykowany, ale i łatwo powziąć wątpliwość, czy moralność generalnie, zwłaszcza ta budowana na Biblii i Dekalogu, daje się pogodzić z takim konceptem. To, że ma on w przypadku 500+ motywację „narodową” kojarzącą się patriotycznie (a przez to rzekomo prawicowo i konserwatywnie) jest pozorem nie zmieniającym istoty sprawy. Siłą rzeczy bowiem, jak w każdej redystrybucji, pojawia się jakaś porcja zła zarządzonego arbitralnie i to realizowanego na wielką skalę. Podatki to wszak odbieranie dosłownie każdemu: bogatym i biednym (tym ostatnim zawsze relatywnie więcej), przedsiębiorczym i niezaradnym, młodym i starym, zdrowym i chorym. Trzeba odebrać również tym, którzy już swoje dzieci (albo i wnuki) wychowali, a którym nic z tego tytułu nie „dawano”. I tak dalej i dalej - dobro ma się brać z tego, że będzie nas dzięki temu więcej?

Skąd bierze się to przeświadczenie o wyższości, cokolwiek abstrakcyjnego, „dobra wspólnego”, zwanego tu narodowym, nad dobrem indywidualnym i uczciwością? Skąd pewność, że liczba ludności jest wartością wyższą niż pojedynczy ludzki los? Z czego się składa naród jak nie z pojedynczych ludzi? Zło to zło i inżynieria społeczna nie jest żadnym jego usprawiedliwieniem. Programowe kształtowanie bytów zbiorowych to istota wszystkich totalitaryzmów i chorych idei konstruujących szczęście ludów - zawsze kosztem pojedynczych ludzi, milionów, setek milionów pojedynczych ludzi.

Wydaje się, że chrześcijaństwo stawia sprawy inaczej. Jest religią wskazującą drogę do zbawienia człowieka jako jednostki i to nie jako członka społeczeństwa, ani nawet narodu, które są w tej hierarchii wartościami wtórnymi. Mamy żyć dla zbawienia, zachęcając do tego innych i przestrzegając prostych dziesięciu przykazań. Siódme z nich (co najmniej) jest przez wszelkie socjalne manipulacje łamane i nie widzę dla tych praktyk usprawiedliwienia – czy jest gdzieś w Piśmie Świętym napisane, że wspomożenie jednego człowieka może być czynione przymusowym zubożeniem innego? Gdzieś znajduje się sugestia, że obowiązywanie przykazań może zostać zawieszone decyzją władzy? Złodziej, który część łupu rozda biednym nie staje się moralnie usprawiedliwiony, a na takiej zasadzie działa socjal państwowy i żadne rządowe akty prawne ani nawet „świętość” mandatu demokratycznego tego nie zmieniają.

Program 500+ to zło i krzywda ludzka. Bez względu na to czy mniejsza, czy większa, ale krzywda: ludzka, nie jakaś tam społeczna. Poborca podatkowy zabierający moje pieniądze dla przekazania ich Kowalskim, nie zna mojej sytuacji, moich priorytetów, zamierzeń i nie może wiedzieć na ile skrzywdzi mnie i moich bliskich. Nie zmienia tego fakt, że komuś się może przez to polepszy. Cała ta górnolotnie uzasadniana akcja to sprawiedliwość, tfu, socjalistyczna – inaczej mówiąc, zwykła niesprawiedliwość. Subtelne wartościowanie skuteczności pomysłów na zbiorową prokreację, czyli rzekome pochylanie się nad losem narodu jest omijaniem istoty sprawy. Jeśli naród wymiera, bo się nie rozmnaża, to niech wymiera - może nie jest wart tego, by trwał. Cóż bowiem strasznego jest w tym, że Polaków miałoby ubywać? Jaki to dramat z punktu widzenia Wiary i Transcendencji? Ubywanie dowolnej nacji to suma indywidualnych wyborów ludzi jako ludzi właśnie, tych stojących w obliczu boskich praw, a nie abstrakcyjna prokreacja osobo-narodu.

Lubię to! Skomentuj5 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale