Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
23 obserwujących
59 notek
31k odsłon
  316   2

Bach i Bóg - Strumień z Nieba

Uniwersalizm. Bach pisał muzykę „czystą”, oderwaną od instrumentarium, czego dosłownym zobrazowaniem jest Sztuka fugi, gdzie w zapisie w ogóle nie podał na jakie instrumenty rzecz przeznaczył; tak i grana jest przez przeróżne składy począwszy od organów, fortepianu, kwartetów smyczkowych a nawet saksofonowych, aż po orkiestry różnych rozmiarów. Nawet pisząc na głos ludzki spotykał się z zarzutami, że stawia przed wykonawcami wymagania jak dla instrumentu, niemożliwe do zrealizowania – bo, jak wszystko co pisał, była to muzyka totalna. Totalna, bez względu na to, na czym wykonywana. Dlatego może jest najczęściej poddawana przeróżnym adaptacjom i transkrypcjom. Liszt, Reger, Saint-Saens, Busoni, Feinberg, Kempff, … - lista sławnych muzyków, którzy nie oparli się pokusie, by przerobić Bacha dla swojego instrumentu  jest ogromna, a ta mniej trochę znanych jeszcze dłuższa. Pianiści, gitarzyści, skrzypkowie, składy kameralne i orkiestrowe czerpią z Bacha nie musząc przejmować się ścisłym zaszeregowaniem; Bach dzięki temu wybrzmiewa zwielokrotniony specyfiką dowolnych barw instrumentalnych. Upodobali go sobie też ludzie jazzu, co prowadzi mnie do kolejnego punktu:

Bach i jazz. Wrażenie pewnego pokrewieństwa wydaje mi się jak najbardziej zasadne. Jest to dla mnie o tyle istotne, że zachwyt Bachem uzupełniam sobie słabością do jazzu właśnie. Puls, podstawa rytmiczna, a nade wszystko improwizacja. Bach był natchnionym improwizatorem. Akompaniując do mszy, bywało, że „odlatywał”, wierni się niecierpliwili, a on… tworzył, muzyka z niego wypływała. Łączył i w tej materii kanon z wirtuozerią, niedościgły wirtuoz klawesynu i organów potrafił improwizować na sposób niezrównany, niedościgły dla nikogo. Potrafił być natchniony, uwznioślony jak w modlitwie i niepojęty intelektualnym wyrafinowaniem; był podobno w stanie improwizować  – są takie relacje - fugę sześciogłosową!

W tamtych czasach improwizacja była normą, naturalną składową muzycznego fachu. Mało kto wie, że było tak jeszcze w XIX wieku. Chopin, Liszt improwizowali na koncertach. Gdzież się ta wspaniała sztuka zagubiła w dzisiejszej klasyce, któż to teraz potrafi? Tylko w jazzie na żywo kreuje się muzykę twórczo i ciekawie. Słuchając Bacha mam nieodparte wrażenie obcowania z taką właśnie muzyką, dziejącą się tu i teraz. Bach, myślę sobie, grałby dziś jazz. Pozostaje żałować, że w osiemnastym wieku nie znano rejestracji dźwięku, niechby w najprymitywniejszej formie  – gdyby odtworzyć się dało choć „suche” nuty płynące spod palców Jana Sebastiana, ile więcej mielibyśmy dziś genialnych dzieł, bo każde jego wykonanie musiało być inne, wspaniałe, jedyne - tyle, że, ech, ulotne …

Kanon. Bach jest kanonem. Zacytuję znowu Kisiela: "Nie ma na świecie szkoły muzycznej jakiegokolwiek stopnia, gdzie nie grano by i nie studiowano Bacha. Nie ma kompozytora , który wdrapując się mozolnie na szczyty doskonałości muzycznej, nie powiedziałby sobie w pewnym momencie: Bach był tam już dawno przede mną!" Gdzie nie spojrzeć, pośród jego dorobku napotykamy dzieła kanoniczne.

Weźmy klawisze. Świadomie używam takiego kolokwializmu, bo Bach pisał na „klawisze uogólnione”, ponadczasowy instrument klawiszowy dowolnej kategorii, od pudła klawesynu po współczesny fortepian z jego potęgą brzmienia, albo, jeśli chcemy, syntezator dowolnej generacji. Setki dzieł, a wśród nich biblia pianistów: Wohltemperiertes Klavier. Morze inwencji i rygoru, prostoty i wyrafinowania. Akademia pianistyki zadziwiająca kolejne pokolenia geniuszy od Mozarta, Beethovena i Chopina począwszy.
Fantazja chromatyczna i fuga - laboratorium pianistyki. Geniusz poddaje badaniu możliwości jakie da kiedyś instrument (sam go nie miał przecież!) o nazwie fortepian, do czego dojdą za sto, dwieście, trzysta lat kompozytorzy próbujący swe natchnienie zrealizować z pomocą klawiatury.

Wariacje Goldbergowskie – dla mnie coś na kształt końca pianistyki. Utwór totalny, trudno uwierzyć, że napisany na klawesyn, bo potęga w nim tkwiąca rozsadza koncertowe Steinwaye. Trzydzieści wariacji wysnutych z początkowej arii zapiera dech perspektywą spojrzenia na świat dźwięku. Jakby patrzeć z niebotycznego szczytu na nieogarnialne równiny, na krainę odkrywającą przy intensywniejszym wejrzeniu zachwycające detale, szarość skał i kryształową świeżość wody, wszelkie barwy z ich odcieniami, grę świateł i głęboki cień…. Zwieńczenie muzyki. Początkowa aria – czyste piękno, wzruszająca, pozbawiona krztyny sentymentalizmu melodia;  pierwsza wariacja - męskie uderzenie, impuls energii; … ; wariacja piętnasta - asceza, spokój, pojedyncze nuty, lewa ręka schodząca gdzieś w dół; …; aria końcowa – powrót urzekającego tematu i przenikająca do głębi zaduma. Miniatura za miniaturą, trzydzieści arcydzieł zwięzłej ekspresji i wyobraźni ujętej w klamrę zachwycającej melodii. Koniec muzyki, dalej nie da się pójść - jakże niewielu zdołało dotrzeć w te okolice….
Muzyka organowa. Kanon dosłowny i kompletny dla każdego organisty. Kosmos doskonałości, wzorzec z Sevres twórczości organowej. Setki wzorców.  
Partity i sonaty na skrzypce solo. Biblia skrzypków.
Suity wiolonczelowe. Biblia wiolonczelistów? Oczywiście.
Sonaty fletowe. Jak wyżej.
Utwory lutniowe - niestety, kilka zaledwie. Nie wiem, czy Bach grał na lutni, ale cenił jej brzmienie i poznał wielkiego lutnistę Silviusa Leopolda Weissa. Może pod wpływem tej znajomości napisał kilka utworów i są to - cóż zrobić – dzieła fenomenalne, nawet w konfrontacji z twórczością Weissa, twórcy lutniowych arcydzieł. Dziś są te Bachowskie perły kanonem dla lutnistów i gitarzystów.
Muzyka głosu ludzkiego, chóralna i solowa. Tkana z potęgi brzmienia a zarazem subtelnych detali i instrumentalnego wyrafinowania. Pasja Mateuszowa, Msza h-moll – formy monumentalne, potęga ducha i wzniosłego sacrum w odsłonie przepysznej i pełnej blasku; Pasja Janowa – ta sama potęga w odsłonie ascetycznej, klarownej swą spokojną powagą. Kantaty to takie samo piękno w trochę mniejszej skali, ale za to rozmnożone w grubo ponad dwie setki (tyle znamy) pojedynczych arcydzieł.
Musikalisches Opfer, Kunst der Fuge - muzyka bardzo poważna. Prawdziwie poważna. Biblia … muzyków.
Muzyka koncertowa na instrumenty solowe, Koncerty brandenburskie,

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale