Tylko wolność jest ciekawa
No, może nie tylko wolność. Świat wokół też jest niczego sobie. Jak go jednak poznawać, gdy wolności zabraknie...
24 obserwujących
59 notek
31k odsłon
  169   2

Cesarzowi co cesarskie, albo (nie)moralnie o podatkach

Podatki to rzecz poważna. Kto wie, może i najpoważniejsza z tych doczesnych, skoro tylko śmierć może z nimi rywalizować w swej nieuchronności. Nie dziwi więc, że i Kościół się o nich niekiedy wypowiada; tak i zdarzyło mi się (nie raz) usłyszeć na kazaniu upomnienie, że należy podatki płacić, bowiem unikanie ich jest oszustwem i rodzajem kradzieży. Niektórzy dodają jeszcze, że to wręcz okradanie ogółu Polaków, działanie niepatriotyczne, zubażające nasze państwo.

Sztandarowym, nagminnie powoływanym przy takiej sposobności uzasadnieniem są słowa samego Jezusa, te o oddawaniu cesarzowi co cesarskie. Osoba autora tych słów sprawia, że rzecz jest najwyższego znaczenia, zauważyłem jednak, że jeśli powołana interpretacja miałaby być słuszna, to, przy odrobinie zastanowienia, prowadzi do niepokojącego wniosku np. o… naszych powstaniach narodowych, zwłaszcza tych dziewiętnastowiecznych. Dla wyjaśnienia posłużę się analogią historyczną.

Jak wiemy w czasach biblijnych Izrael był prowincją Rzymskiego Imperium, zarządzaną silną ręką cesarskiego namiestnika, a tego stanu rzeczy pilnowała rzymska armia. Pilnowała też oczywiście zbierania podatków na rzecz metropolii. Czyż nie kojarzy się to zadziwiająco z… Mazowszem czy Małopolską w czasie rozbiorów? Wydaje się, że sytuacja Polaków w owym czasie, np. w Królestwie Polskim do złudzenia przypominała tę sprzed dwóch tysięcy lat. Kraj podbity i podległy obcemu imperium, namiastka państwowości ze zmieniającym się w czasie jej statusem, namiestnik cara, obca armia – mielibyśmy kalkę prawie sytuacji z Judei, gdyby Jezus (jako Polak z urodzenia) wędrował drogami Podlasia, zaś lokalni duchowni zadali Mu, podobnie jak faryzeusze, podchwytliwe pytanie o płacenie carowi podatku. I, po obejrzeniu rubla z podobizną cara, Jezus rzekłby: “Oddajcie cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie”.

Czyżby oznaczać to miało, że należy płacić carowi podatki? Dla potrzeb zniewalającego nas imperium? Bo takie jest w nim prawo podatkowe? Na utrzymanie okupacyjnej armii (by następnie stanąć z nią do walki)? Jeśli tak, to wydaje się logicznym, że tym bardziej niewskazane jest podnoszenie ręki na władzę i urządzanie powstań i innych tumultów. Tak więc za grzech wysokiego poziomu uznać by należało te nasze rewolty – a Jezus zupełnie nie byłby patriotą, a jedynie legalistą-etatystą. Gdyby słowa Jezusa miały być nakazem podatkowym to tym bardziej byłyby zakazem powstań – jaki polski patriota pogodzi się z taką wykładnią?

Tak i ja jej nie kupuję, i to nie z pobudek patriotycznych bynajmniej, bo wskazać chcę jedynie na pewien paradoks czyhający na katolików-patriotów zalecających podatkową „ortodoksję”. Jezus mówił - i potwierdza to wielu teologów - o rozdzieleniu władzy państwa od Sacrum, o autonomii Kościoła; nie podawał jednak recepty na sposób rozdziału. Omijając pułapkę w którą chcieli Go schwytać faryzeusze zbył ich podstęp przypominając o tym, jaka jest hierarchia rzeczy: Bogu co boskie, a cesarskim się za bardzo nie przejmujcie, bo to rzecz innej rangi. Podatki jako element spraw doczesnych, porządkowo-organizacyjnych, należy ustawić we właściwej proporcji wobec pryncypiów, czyli boskiego nakazu. I nie możemy mieć wątpliwości, któremu z tych porządków dał pierwszeństwo.
(Tak na marginesie: polecam piękny esej Leszka Kołakowskiego, autorytetu może nieoczywistego w tym temacie, ale jakże ciekawie zmagającego się z nim z pozycji sceptyka, a tak naprawdę… przekonującego apologety*).

Dlatego sugerowałbym kaznodziejom (i spowiednikom) „ostrożność podatkową”; jeśli kogoś trzeba wziąć pod lupę w tej kwestii to raczej ustawodawców (i ich elektorat), gdy nakładają bandyckie podatki. Podatki mają szansę być niesprzeczne z boskim nakazem, czyli moralnie akceptowalne, gdy służą wszystkim i finansują „usługę” trudną do zrealizowania inną drogą. Jak myślę, warunek ten spełnia z grubsza, np. opodatkowanie na armię, czy politykę międzynarodową, albo - w mniejszym stopniu - bezpieczeństwo wewnętrzne, czy sądownictwo; zasadniczo zaś i radykalnie nie spełnia go wszelka redystrybucja, bowiem JEST niedobrowolnym przekładaniem z jednych kieszeni do drugich i JEST dosyć oczywistym łamaniem siódmego przykazania. I proszę nie wspominać o solidaryzmie, demokracji lub woli ludu - solidaryzm zasługuje na swą nazwę gdy jest dobrowolny, a lud ma żadne umocowanie by kontestować wytyczne Pana Boga. Dlatego w materii podatkowej słowa upomnienia innego powinny znaleźć adresata – a tak skierowanych niestety nigdy nie słyszałem.

Szerzej nieco patrząc: podległość prawu ludzkiemu jest niestety sprawą mocno nieoczywistą. Nieskończenie wiele można powołać przykładów stanowionych praw, które żadną miarą nie mogą być uznawane za obowiązujące dla człowieka „prawego”. Państwa komunistyczne, faszystowskie, niewolnicze, islamskie… - prawa ich wołały i wołają o pomstę do nieba i jakże często grzechem potwornym było i jest respektowanie ich. Zwykła uczciwość i "to, co boskie” wymagają wręcz przeciwstawienia się im. Podatki, jako system finansowania zła muszą być poddane surowej ocenie. Niestety: indywidualnej. Niestety: spoczywa na nas trudny obowiązek rozpatrzenia, na ile podporządkowanie się lub sprzeciwienie prawu - w tym podatkom - jest moralne.

Rozróżnianie dobra i zła w ostatecznym rozrachunku spoczywa na nas osobiście i jest to wyzwanie codziennego, że tak to ujmę, użytku. Bywa, że analogiczny dylemat podlega reżimowi surowszemu: rozkazowi. Ileż to zbrodni popełniono na zasadzie „ja tylko wykonywałem rozkazy”. Pamiętam choćby zaciekłe dyskusje o pułkowniku Kuklińskim. Zdradził, czy nie zdradził? Wyższa konieczność – mówili jedni. Ale składał przysięgę, co by to było, gdyby tak każdy sobie sam interpretował zasady lojalności? Żadna armia nie mogłaby funkcjonować – mówili drudzy. Pułkownik Kukliński dokonał wyboru.

Trudne tematy. I wszyscy w większym lub mniejszym stopniu stajemy wobec nich. Nawet płacąc podatki lub przekraczając samochodem dozwoloną prędkość. Staram się na ten problem patrzeć jako chrześcijanin. Mój błąd popełnienia grzechu, już to łamiąc prawo, już to podlegając mu - bądź je wręcz egzekwując – może być bardzo brzemienny w skutkach. I jestem przekonany, że to, czy wykraczamy przeciw „temu, co boskie”, niekoniecznie wynika automatycznie z niepoddania się paragrafowi, czy stawce podatkowej. Rozstrzygnięć musimy szukać w sobie, w sumieniu, w rozumie – odpowiedzialność za błąd też poniesiemy my, na poziomie ziemskim i tym wyższym, ostatecznym.
I – proszę zwrócić uwagę na moją samodyscyplinę – zupełnie nie przywołuję przykładu sytuacji obecnej, tego jakim „prawom” mamy się podporządkować, na co idą podatkowe pieniądze, a nawet jak wielu spotykam „praworządnych” obywateli zwracających mi uwagę na nierespektowanie przeze mnie reżimów naszej nowej normalności. Zupełnie o tym nie wspominam.

*  Leszek Kołakowski - Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny.


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale