0 obserwujących
240 notek
250k odsłon
  859   0

Uważam Rze Historia

URZ bez dwóch zdań jest sukcesem. Najwyższa sprzedaż, rosnące budżety reklamowe. Wyróżnia się na tle słabiutkiej konkurencji. Sam chętnie czytam i poza prymitywnymi propisowskimi agitkami naprawdę lubię. Nie dziwi więc, że Presspublica idąc za ciosem wypuszcza miesięcznik poświęcony historii a sygnowany URZ. Tym chętniej sięgnąłem po drugie już wydanie.

No tu już tak gładko nie jest. URZ Historia już w drugim wydaniu mieli i przewala „problem żydowski”, który dla tego prawicowego, patriotycznego miesięcznika jest absolutnie priorytetowy. Mieli i przewala od prawa do lewa i znów od nowa. Co tam zbrodnie UPA na Wołyniu– najważniejsza jest nadreprezentacja Żydów w aparacie komunistycznej władzy. To jest temat. Gontarczyk na łamach pisma roztrząsa problem rozporkowy, czy Żydów w kierownictwie MBP było 30, czy może jednak 32%. Fakt, że w kilkudziesięciotysięcznym aparacie bezpieczeństwa funkcjonariuszy posiadających żydowskich przodków było od 1 do 2 proc. to nieistotny szczegół. Wniosek ma być jasny – oprawcy o żydowskim rodowodzie narzucili siłą biednemu ludowi polskiemu wrogi ustrój. Bez nich byłoby to niemożliwe.

Numer drugi i jest jeszcze lepiej. Temat już w zasadzie nawet nie zahaczający o Polskę. Wywiad z żydowskim historykiem Tomem Segevem dotyczący fali emigracji do Izraela po Holocauście i problemu adaptacji i akceptacji. Problem w tym, że Segev to nie zwyczajny izraelski historyk, który mógłby przedstawić zagadnienie obiektywnie, ale gość, który m.in. neguje istnienie narodu żydowskiego. Jego poglądy nie odbiegają więc w zasadzie skrajnie od poglądów Leszka Bubla i w jego mediach wywiad mógłby spokojnie iść w takiej samej formie. Segev wali na lewo i prawo w Izrael i Żydów ku radości redaktora. Mamy więc bzdury mniejsze i większe. Jest i o kolejkach po europejskie paszporty ustawiających się przed ambasadami w Tel Avivie, i o zwierzęcym wyrachowaniu twórców Izraela i o „instrumentalnym wykorzystywaniu Holocaustu do politycznych celów”, biednym Iranie i całą litanie podobnych bredni.

Z niecierpliwością czekam na trzecie wydanie miesięcznika URZH. Inwencja redaktorów jest przebogata, z pewnością znów mnie zaskoczą.  Może tym razem Norman Finkelstein?

Lubię to! Skomentuj8 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale