Polaczek mało ruchliwy i mało odważny. Amerykanin za pracą poleci 3000 km
Obejrzałem sobie dziś urywek programu niejakiej Elizy Michalik "Nie ma żartów". Gościem był jakiś Grek mieszkający w Polsce. Gadka takie pitu, pitu. Grek nawet rozsądny się wydawał i zdarzyło mu się coś mądrego powiedzieć. Koleś do rzeczy w każdym bądź razie na pierwszy rzut oka.
Rozwaliła mnie jednak pani redaktor. Otóż kiedy rozmowa zeszła na przyjezdnych do dużych miast tzw. "słoiki" nagle ją olśniło i co by mądrze, europejsko zabrzemić stwierdziła, że Polacy są mało ruchliwi, mało odważni, wolą siedzieć w swoich wioskach, miasteczkach. Nie pomnę już toku jej przewrotnego rozumowania - nie pierwszy raz zresztą w tym programie. Jednka za dobry przykład dała... Amerykanów, którzy potrafią wsiąść w samolot i za pracą lecieć 3 000 km. Cóż, może mało kumaty jestem, ale ostatnio Polskę opóściło ok 2 mln ludzi. Rozjechali się po całej Europie, głownie do Anglii. 3 000 km to może i do Islandii, gdzie również naszych rodaków zawiało, nawet będzie. Wiem tylko jedno. Amerykaniec robi te 3 patyki w obrębie SWOJEGO kraju, gdzie mówi się TYM SAMYM językiem. No a taki Polaczek, zakompleksiony wieśniaczek, w dodatku pewno katol i alkoholik pakuje torbę, robi ledwie tysiąć pińceset do Londynu, gdzie mówią... po angielsku, nie po polsku. W dodatku ten Polaczek w swoim tchórzostwie jadąc tam języka dobrze, albo i wcale nie zna. I ten Polaczek nawet daje tam sobie radę, i czasem rodzinę sprowadza, i języka potrafi się nauczyć.
Chciała pani zabłysnąć to pani zabłysnęła. Głupotą i oczywiście europejskością, kosmopolityzmem pełną gębą.
To oczywiście nie był koniec błaznowania pani "redaktor". Rozmaiała ze swoim gościem o zasadach dobrego wychowania. Grek wsomniał historię swojej znajomej Francuski, która to zauważyła jak Polscy mężczyźni dają się strofować Polkom. A to wyprostuj się, popraw ubranie, robisz coś nie tak i tak dalej. Znajoma Francuska stwierdzia, że takie zachowanie w stosunku do Francuza skończyło by się wystawieniem jej walizek na klatkę :). Według gościa podobnie wygląda to w zalezności Grek Greczynka. Pani "redaktor" wnet podchwyciła temat i zeszło na feminizm. Na co gość stwierdził, że po pobycie w USA uważa, że tamtejsze feministki są, jak to zrozumiałem z jego wypowiedzi, bardziej kulturalne od Polskich. Krótko mówiąc może i cele mają takie same, ale są mniej chamskie. Nie powiedział tego dosłownie, ale jak tak to odczytałem. Wyznają zasadę, jak to ujął - kropla drąży skałę. Widać dobre wychowanie i dyplomacja w Grecji są nieobce :). Pani prowadząca zaraz zaczęła bronić feministek w Polsce, że tak nie jest, że u nas nie ma równouprawnienia, że trzeba walczyć z nierównościami, że przecież kobiety jakieś tam prawa ( już nie pamiętam o co jej chodziło) uzyskąły dopiero w latach 60-tych w... Szwajcarii. Grek dodał, że prawa wyborcze to Szwajcarki dobiero w latach 70-tych dostały, a u "redakotorki" znowu przebłysk inteligecji, że w Polsce w latach... 20-tych. Za wiki sprostuję wypowiedź pani "redaktor":
W Polsce kobiety uzyskały prawa wyborcze po odzyskaniu suwerenności w 1918, tj. 28 listopada 1918 roku dekretem Tymczasowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego. DekretNaczelnika Państwaoordynacji wyborczejdoSejmu Ustawodawczegostanowił, iż "Wyborcą do Sejmu jest każdy obywatel Państwa bez różnicy płci" oraz "Wybieralni do Sejmu są wszyscy obywatele (lki) państwa posiadający czynne prawo wyborcze"; postanowienia te zostały utrzymane przezkonstytucję marcową.
No i weź tę babę człowieku zrozum.
Podsumowująć. Ja po kilku piwkach przeprowadził bym lepszą i ciekawszą rozmowę z takim, trzeba przyznać do rzeczy, gościem. I było by śmisznie również. Nie z powodu wygdywanyc bzdur przeze mnie, a dlatego, że może po browakrach bym był bardziej na luzie przed kamerą :).




Komentarze
Pokaż komentarze (3)