zetjot zetjot
349
BLOG

Kto wygrał wybory ? Julki

zetjot zetjot Polityka Obserwuj notkę 16

Wszyscy dziennikarze i komentatorzy pieją z zachwytu: taka rewelacyjna  frekwencja, święto demokracji. A może jest dokladnie odwrotnie ? Może to jest pogrzeb demokracji ? Tak jak w Reichu w latach 30tych.

Chiciałbym, ostudzić ten zapał i zachwyty.

Demokracja ?

Zanim przejdziemy dalej, proponuję zastanowić się nad tym, kto wygrał wybory, lub, mówiąć precyzyjniej, kto przechylił szanse na jedną stronę. To były Julki. Jeśli nie wiecie o co chodzi to odwołam się do Wiktora Swietlika.

W mediach konserwatywnych trwa intelektualny obrachunek dotyczący przyczyny porażki. Wzyscy zastanawiają się nad czynnikami, które o niej zadecydowały. Najbliższy prawdy okazał się Wiktor Świetlik w tygodniku Sieci przypisujący ten efekt zjawisku julkizmu.

"Julki uwielbiają działanie, wspólne akcje, wzmożenie moralne, dzielenie się nim w mediach społecznościowych. Złość na tych "niedobrych" i miłość do idoli."

/.../

" Co je łączy ? Chęć działania, a nie analizowania. Dlatego Tusk mógł jednego dnia mówić, że jest przeciwko płotowi granicznemu, drugiego, że za, i podobnie traktować inne tematy. Płynął na falach emocjonalnych, działał poprzez modę, aspiracje, chęć uczestnictwa."

/.../

Te Julki, ten wyborca nowego typu, wyprodukowany przez TikToka, Instagrama, Netflixa czy co tam jeszcze, nie zniknie i nie będzie nieliczącą się grupką mlodego elektoratu."

Bardzo dobrze to Świetlik ujął, co dziennikarska  klasa to klasa.

Dawno przestrzegałem przed cyfrozą, przed marzeniami różnych Julek o tym by zostać youtuberką czy influenserką.  I moje obawy się sprawdziły. Ale Świetlik przedstawia  tylko jeden koniec kija. Żeby rozwiązać problem z Julkami trzeba poszukać drugiego konca kija.  Trzeba macherom uniemozliwić, a przynajmniej utrudnić  manipulowanie Julkami. (wyjaśnienie: Julki to nie tylko kobiety i to w młodym wieku)

Potrzebna tu jest dokladna wiedza na temat społecznej natury ludzkiej, którą oferuje teoria ewolucji, a szczególnie teoria ewolucji przestrzeni społecznej oraz związana z nimi teoria gier badająca strategie społeczne radzenia sobie z pasożytami społecznymi. I ta wiedza  powinna być wykladana w szkołach i propagowana w mediach konserwatywnych. A jak widzę z lektur, dziennikarze i nie tylko, mają z tą wiedzą problemy.

Wiedzę można uzyskać na dwa sposoby: albo korzystając z gotowych teorii, albo z nagromadzonych faktów, z których wyciągamy wnioski teoretyczne. Tę drugą ścieżkę wybrał Douglas Murray opisując "Wojnę z Zachodem" przy pomocy bogatej, szczegółowej dokumentacji, która  prowadzi nas bezpośrednio do nieuchronnego, oczywistego wniosku. Ale DM opisuje sytuację w USA i Wlk Brytanii. W warunkach polskich i w mojej sytuacji preferuję pierwszą metodę, bo faktografia jest tak obfita, że aż nie do ogarnięcia, na blogu. Model teoretyczny jest znacznie krótszy i bardziej poręczny.

Wróćmy teraz do głównego wątku.

Najpierw jednak zastanówmy się nad sensem polityki. Sens polityki jest precyzyjnie określony w pojęciu dobra wspólnego, które pozwala nam oddzielić plewy od ziarna i wskazać, które działania są polityczne, a które są tylko grą interesów. I przyjęcie takiego pojęcia wyrzuca za burtę wielu ludzi udających polityków. Oni nie są politykami, są graczami, lepszymi lub gorszymi, ale tylko  graczami. W ostatecznym rozrachunku, okazują się szkodnikami.

Zastanówmy się. Żeby zaistniała demokracja, nie wystarczy upajanie się samą nazwą. Zresztą i z nazwą są kłopoty, bo w systemie zachodnim panuje tzw. demokracja liberalna, a to przypomina znaną kwestię różnicy między krzesłem a krzesłem elektrycznym. Tak więc Zachód wszedł w te same buty, które znamy z peerelu: demokracja ludowa czy demokracja socjalistyczna. Już na samym początku analizy widać, że sprawa śmierdzi.

Sam akt głosowania nie dowodzi demokracji. W peerelu też odbywały się, by zachować pozory, głosowania, . A w przypadku ostatniego referendum pojawiło się nakłanianie ludzi do bojkotu  pytań referendalnych, zrywające z jakimiklwiek pozorami demokracji.

A teraz zerknijmy na warunki strukturalne umożliwiające demokrację, bo same dobre chęci nie wystarczą.

Demokracja wymaga zrzeszania się ludzi w partie polityczne. W Polsce część ludzi kontestuje partie i nie ma do nich zaufania. Po cześci można to zrozumieć, bo brak równowagi w systemie partyjnym. Na samym początku procesu transformacji jedna strona była doskonale zorganizowana, to była partia komunistyczna, która przemianowała się szybko na partię socjaldemokratyczną. Ale co do jej demokratycznych przekonań to tylko idiota by w to uwierzył.

Poza nią istniało wstępnie się organizujące środowisko lewicy solidarnościowej w postaci Unii Wolności, które miało do dyspozycji jedyną gazetę po tej stronie sceny politycznej czyli Gazetę Wyborczą Michnika. Inne środowiska miały problem z organizowaniem się i dostępem medialnym do opinii publicznej.

Oba te środowiska starały się dogadać co do podziału sfer wpywów, czego dowodem była afera Rywina, która wskazywała, że tworzy się, z pewnym trudem, uklad postkomunistyczny. W wyniku tej afery pozycja komunistów vel socjaldemokratów oslabła a dominację przejęło środowisko Michnika. Gdy Tusk przegrał walkę o prezydenturę w r. 2005 wszedł w porozumienie z komunistami i gazetą Michnika i w ten sposób powstał pełny uklad postkomunistyczny, który zaczął dążyć do odzyskania władzy.

Inna kwestia istotna dla demokracji to niezależne media. Ale w systemie liberalno-konsumpcjonistycznym mediów niezależnych być nie może, bo media stają się częśćią biznesu, kierujacego się zasadą zysku i do tego dostosowują swój przekaz. Demokracja wymaga niezależnych mediów, a w Polsce  media były zmonopolizowane przez UW i Gazetę Wyborczą oraz prasę byłych komunistow. Reszta sceny partyjnej nie miała do mediów dostępu. Mały wyłom pojawił się dopiero gdy powstało Radio Maryja i stało się ośrodkiem krystalizacji propolskiej opinii publicznej, ostro zwalczanym przez uklad..

W tej chwili środowiska pariotyczne dysponują jeszcze tylko TVP I Polskim Radiem, ale to się może zmienić. Widać więc nierównowagę w strukturze medialnej, co unieważnia demokrację.

Przejdźmy do następniego punktu warunkującego demokrację. Tu niezbędna jest suwerenność państwowa, która sprawia, że w systemie decyduje interes narodowy. Suwerenność jest ściśle połączona z demokracją bo brak demokracji blokuje suwerena czyli lud. Już na samym początku demokracji suwerenność była bardzo ograniczona, gdyż wszelkie decyzje podejmowane były w trybie arbitralnym pod wpływem ośrodków zagranicznych. Po wejściu do EU proces utraty suwerenności się nasilił i komisarze unijni pozwalają sobie na ingerencje w sprawy polskie i ustawianie rządzących, będących, jakby nie było, ich formalnymi przełożonymi. A unijna biurokracja dążąća do stworzenia superpaństwa działa w interesie Niemiec.

Z tej wyliczanki wynika jednoznacznie, że tzw. III RP z demokracją miala niewiele wspolnego poza nazwą. Była ukladem postkomunistycznym z liberalną fasadą. Trudno też uznać , że w Polsce istnieje opozycja. To raczej PIS stanowi opozycję wobec ukladu postkomunistycznego. Już sama nazwa "totalopozycja" przyjęta przez ten układ świadczy o jej antydemokratycznej proweniencji. Wystarczy przypomnieć, że gdy PIS przejał władzę w r. 2015 układ postkomunistyczny przypomniał swoje bierutowskie tradycje związane z blokiem antypolskim tworzonym przez Sowietów pod egidą Bolesława Bieruta, agenta NKWD, pod nazwą Frontu Demokratycznego i powołał do życia Komitet, a jakże, Obrony Demokracji. Diabeł się przebrał w ornat...

W chwili obecnej, od r. 2015 trwa batalia prowadzona przez PIS o prawdziwą demokratyzację Polski.

Wróćmy jednak do pytania i spróbujmy na nie odpowiedzieć. Święto i jego świętowanie oznacza celebrowanie świętego  celu, a w przypadku demokracji celem jest wybranie ludzi ceniących sobie interes narodowy i rację stanu. Nie da się w żaden sposób, nawet przy najszczerszych chęciach uznać  cel ukladu postkomunistycznego za zgodny z polskim interesem narodowym. Wprost przeciwnie projekty i inwestycje realizujące polski interes narodowy, takie jak CPK, Orlen, via Carpatia czy elektrownie jądrowe czy Lasy Państwowe są śmiertelnie  zagrożone.

Najważniejszą rzeczą przy analizowaniu czegokolwiek jest kontekst, weżmy na początek kontekst międzynarodowy, który pokazuje, iż duża część  Polaków zignorowała sytuację wojny hybrydowej, wojny na Ukrainie i zignorowała ingerencje UE w proces wyborczy, ale także w suwerenność narodową. Weźmy też pod uwagę kontekst ekonomiczny. PIS rozkręcił gospodarką, zainwestował w infrastrukturę i wojsko, dokonał redystrybucji dochodu narodowego zapewniając niebywały poziom dobrobytu. Więc czym kierowali się wyborcy ?

Tu trzeba przejść do kolejnego czynnika zmian kulturowych. Nowe technologie  wprowadziły zmiany w sposobach komunikowania się ludzi, podatnych na zewnętrzną ingerencję i sterowanie, ograniczające ludzką racjonalność i zdolność postrzegania rzeczywistości. Środki technologiczne pozwalają na manipulowanie emocjami na wielką skalę i tworzenie wirtualnego obrazu rzeczywiśtośći nie mającego nic wspólnego z realną rzeczywistością.

Tu trzeba wrócić do kwestii nadrzędnej i trwającej w krajach Zachodu wojny z Zachodem, prowadzonej przez środowiska lew-lib, kwestionujące jego wartości. Uklad postkomistyczny z uwagi na swoją nieprawość polityczną i słabe zakorzenienie w narodzie przyjął na siebie rolę ekspozytury unijnej do walki z PISem i wartościami narodowymi.

Więc nie mów czlowieku hop, póki nie przeskoczysz. To nie koniec batalii. Zdecydowanie widać,że racjonalne myślenie poszło w odstawkę, a ludzie będą  musieli trzezwieć dopiero po szkodzie, zamiast przed. Ale  może być nawet tak, że delikwent nigdy nie wytrzeźwieje. 

zetjot
O mnie zetjot

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (16)

Inne tematy w dziale Polityka