Czy skutek wiąże się z przyczyną ?
Może i tak, ale nie u liberałów. Im się wiąże jedno z drugim pod warunkiem, że im się to podoba. Podoba im się na przykład mgliście rozumiana idea europejskości, bo chcieliby się uważać za pełną gębą Europejczyków, więc wyprzedaż Polski pod płaszczykiem programu safe też im się podoba. Każdy taki tani kit im się podoba, każdy łykną, tylko musi być ładnie, najlepiej europejsko, opakowany.
Demokracja im się nie podoba, chyba że zostanie odpowiednio, liberalnie opakowana.
Demokracja i demografia brzmią podobnie i warto sprawdzić powiązania między tymi zjawiskami.
Jeżeli chodzi o demokrację, to pojawiają się dość dziwne poglądy, demokrację kwestionujące. Jedni ją krytykują, bo kojarzy im się z liberalizmem, inni krytykują jeśli pozbawiona jest liberalnego opakowania.
Proszę przyjrzeć się implikacjom cywilizacyjnym takiego negatywnego poglądu. Otóż demokracja jest efektem ewolucji moralnej ludzi - ludzie doszli do uznania, że mają równe prawa, a co za tym idzie równy status polityczny. Proszę zapytać kogokolwiek czy zrezygnowałby z równych praw. Tak więc kwestionowanie demokracji jest, za starożytnymi Atenami, idiotyzmem politycznym.
A skąd się wzięło uznanie, że ludzie są równi wobec prawa ? Z religii chrześcijańskiej, z jej dogmatów. Liberalowie porzucili chrześcijaństwo i nie czują się zobowiązani do respektowania wartości i relacji pochodzących z chrześcijaństwa. Ani w Chinach, ani w Indiach, jako że to odmienne kultury, ludzie nie są uznawani za równych. Tak więc Tusk i jego gang ewidentnie wychylili się poza cywilizację zachodnią.
A rola demosu ?
Demos jest podstawą demokracji, z tej prostej przyczyny, że to religia chrześcijańska głosi określone dogmaty, na których demokracja się opiera. Lud chodzi do kościoła i wciela w życie te relacje, które chrześcijaństwo głosi. A jak religijność słabnie, zaczynają się poważne kłopoty, czego świadkami jesteśmy.
Jednak dodać należy, że każdy kij ma dwa końce, więc demokracja oznacza jednocześnie prawa i obowiązki. Liberałom podobają się prawa, gorzej z obowiązkami. Ale jak równość, to równość - bilans między prawami a obowiązkami musi wyjść na zero. Od wymogu obowiązku nie da się uciec, bo zjawisko obowiązku wynika ze zjawiska prawa - ktoś ma obowiązek pilnowania, czy prawo jest respektowane i wyciągania konsekwencji. Ktoś czyli demos. Ale obowiązek nie wynika tylko z prawa, bo zakorzeniony jest w biologii, jako że rodzice zobowiązani są do wychowywania dzieci, a wszyscy członkowie dowolnej grupy zobowiązani są do respektowania jej reguł w ramach wymogu przetrwania.
Tymczasem liberałowie, ze swoim pomysłem demokracji tzw. liberalnej, równość obywatelską kwestionują i przypisują sobie arbitralnie większe kompetencje niż reszta społeczeństwa.
Tak więc do rejestru cech demokracji trzeba dopisać jeszcze jeden punkt wynikający ze zjawiska obowiązku. Jeżeli ktoś bierze na siebie większą ilość obowiązków oznacza to konieczność wyrównania symetrii po stronie praw. Rodzice wychowujący dzieci, a więc zapewniający równowagę gospodarczą i przyszłość narodowi, powinny otrzymywać dodatkowy mandat do głosowania.
I tu możemy przejść do demografii. Wszyscy lamentują nad katastrofą demograficzną, pora więc by przejść do czynów. Ludzie zachęceni zwiększonymi prawami do spełniania obowiązków rodzicielskich będą bardziej skłonni do posiadania większej liczby potomstwa. A tego, że większa rodzina lepiej kształtuje charaktery i postawy młodych nie trzeba chyba dodawać.
Porzućcie ludzie złudzenia. Demokracja wymaga spełnienia konkretnych, wyżej wymienionych warunków i bez chrześcijaństwa jest nieosiągalna. A jak widzimy na polskiej scenie politycznej, postkomuniści, jak te dzieci we mgle, sądzą, że unikną wyroku historii.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)