Jeżeli łatwogang chce żeby wszystkim było dobrze, musi zdobyć władzę. Ale czy wie, co to znaczy ?
Dyskusje w s24, choć czasem trudno to określić mianem dyskusji, pokazują, że są ludzie, którzy z powodu ignorancji nie są w stanie rozpoznać pewnych fragmentów rzeczywistości, więc najchętniej by je zignorowali lub zaprzeczyli jego istnieniu. Są też ludzie, którym nie podoba się jakieś określenie odnoszące się do pewnego obszaru rzeczywistości i chętnie by je zastąpili innym. Problem w tym, że dane określenie jest powszechnie przyjęte, więc nie ma powodu by z niego rezygnować.
W efekcie pojawia się bałagan mnożący wątpliwości czy istniał komunizm albo czy upadający liberalizm jest naprawdę liberalizmem. Niektórym lewakom z kolei nie podobają się określenia ,, mężczyzna" i ,,kobieta", zamiast ,,zabójstwo" mówią ,,aborcja".
Zamiast brutalnego określenia ,,kłamstwo" proponują łagodniesze ,,ściemniać".
I w ten sposób próbują sobie poradzić z widocznym problemem, Żeby go nie widzieć zamykają oczy.
Tymczasem rzeczywistość istnieje obiektywnie i manipulowanie etykietkami jej nie zmieni w żaden sposób.
Jednym z najbardziej popularnych, a jednocześnie zmistyfikowanych, słów w obiegu politycznym jest słowo ,,władza".
Władza istnieje nie z powodu czyjegoś widzimisię, lecz z powodów strukturalnych, historycznych i trzeba jej fenomen umiejętnie analizować. Trzeba się też nauczyć umiejętnie tę władzę wybierać. A ponieważ dużej liczbie ludzi ani analiza ani wybór nie wychodzi, wolą zaprzeczać istnieniu mechanizmów władzy, by wykpić się z konieczności racjonalnej oceny rzeczywistości politycznej i z odpowiedzialności za złe wybory.
Większości ludzi w Polsce pojęcie władzy kojarzy się ono z władzą komunistyczną i jej wybrykami i to skojarzenie najbardziej widoczne jest w frazie ,,władza się wyżywi". I taki jest w mniemaniu większości Polaków charakter władzy. Władza jest czymś złym.
Ale problem istoty władzy nie daje spokoju nawet naukowcom, bo jak to może być tak, że jeden człowiek posiada władzę nad innym. W ich poczuciu jest to niedopuszczalne, a ja podejrzewam, że wynika to poczucie z tradycji chrześcijańskiej, być może przefiltrowanej na najrozmaitsze sposoby, ale jednak o korzeniach chrześcijańskich. Zgodnie z tym poczuciem, starają się oni dowodzić, że były takie czasy i miejsca, gdy władzy w obecnym rozumieniu nie było. I tak było w istocie w okresie prehistorycznym. Ale potem życie grup ludzkich zostało zdominowane przez władzę hierarchiczną.
Sprawa jest dość prosta - przy całej różnorodności pomysłów, gatunek ludzki napotykał na twarde bariery ewolucyjne.
Dopóki liczebność grupy oscylowała wokół liczby Dunbara wynoszącej ok. 150 osób, dopóty sterowanie integracją takiej grupy odbywało się metodą normatywnej kontroli wzajemnej i nie wymagało specjalnych nowych instytucji.
Gdy populacje się zwiększyły, trzeba było wynależć inne sposoby sterowania i w ten sposób pojawiły się instytucje władzy w postaci wodzostwa, króla. Rodziny rozrosły się w rody, te w klany, a między klanami pojawiła się rywalizacja i trzeba było te konflikty ująć w ryzy. A do tego dochodziło jeszcze zagrożenie ze strony obcych grup. W końcu pojawiła się demokracja, która także jest pod ostrzałem.
Brak rozumienia zjawiska władzy sprawił, że ludziom obojętne jest, czy to władza pisowska czy peowska. No i mają za swoje. Trzeba umieć rozróżniać rzeczy, czyli znowu zahaczyliśmy o kwestię nierozumienia rzeczywistości przez Polaków. Władza Tuska i jego ferajny nie jest władzą polityczną, lecz działalnością mafijną, bo polityka to troska o dobro wspólne.
-----


Komentarze
Pokaż komentarze (2)