Sześćdziesiąt sześć lat temu do radzieckich dowódców powoli dochodził fakt, że Niemcy uderzyli na Związek Radziecki. Że ofensywy „wyzwoleńczej” na Zachód nie będzie. Choć wciąż myślano tylko o ataku, choć poszczególni komandirowie wciąż starali się realizować dyrektywy przygotowane z myślą o dniu „M”, było już całkowicie jasne, że wielki, życiowy plan Stalina nie dojdzie do skutku. Armia niemiecka przeszła już poprzecinane przez NKWD zasieki i pruła szlakiem, który kilka miesięcy wcześniej oczyszczono z przeszkód, min i umocnień. Na przygranicznych lotniskach płonęły samoloty budowane z myślą o niszczeniu celów naziemnych, na dworcach przejmowano transporty szybkich czołgów zbudowanych z myślą o walce na autostradach Europy Zachodniej, hitlerowcy przejmowali tysiące ton paliwa, amunicji, leków i żywności, składowane nad samymi granicami.
Gdyby Hitler spóźnił się o dwa tygodnie, role odwróciłyby się. To Armia Czerwona zniszczyłaby przygotowujące się do ofensywy siły niemieckie i pomknęła na Bukareszt, Warszawę, Berlin, a potem dalej … Polska zostałaby republiką radziecką, podobnie jak Niemcy, Francja, a może nawet Wielka Brytania.
W tym przedziwnym dniu zbrodniarz, który zniszczył pół Europy, uchronił przed zagładą drugie jej pół. Przedziwne są sądy Boże.




Komentarze
Pokaż komentarze (13)