15 obserwujących
14 notek
505k odsłon
28761 odsłon

Media próbowały kryć pedofilię w show-biznesie!

Wykop Skomentuj124

„Gazeta Wyborcza” prawie rok czekała ze „śledztwem” w sprawie pedofilii Sadowskiego. Specjalizujący się w dziennikarstwie śledczym „Oko.Press” mógł tekst o tym zrobić już w maju. „Fakt” próbowałem namówić w czerwcu. Wcześniej sygnały dostawały też inne media, ale były mniej konkretne, więc ich nie oskarżam. Gdyby nie nieszablonowe działania, ten temat może nigdy nie ujrzałby światła dziennego.

Sprawa pedofilii Krzysztofa Sadowskiego, znanego muzyka jazzowego, dawnego współpracownika telewizji (współtwórcy popularnych programów muzycznych dla dzieci: „Tęczowy Music-Box” dla TVP oraz „Co jest grane?” dla Polsatu), osoby niezwykle wpływowej, rośnie do rangi megaafery. Codziennie pojawiają się nowe informacje i newsy. Zgłosiło się do mnie już ponad 20 ofiar i kilkudziesięciu świadków wnoszących bardzo dużo do sprawy.

Z ich zeznań wyłania się obraz wyrachowanego, znakomicie zorganizowanego seryjnego pedofila, który przez lata dokonywał niemal notorycznego molestowania, a także gwałtów na dzieciach oraz doskonalił system doboru ofiar i budował przeróżne parasole ochronne, żeby nikt nie był w stanie go dopaść, oskarżyć, zrealizować skuteczne śledztwa. Doszło do absurdalnej sytuacji, że już od 20 lat w środowiskach artystycznych o pedofilii tego wielkiej sławy jazzmana wiedzieli „prawie wszyscy”, ostrzegano przed nim dzieci, żartowano okrutnie z krzywdy nieletnich, dyskutowano w kuluarach, a prawie nikt nie reagował (choć byli odważni, o których niedługo). Dziś wszyscy „winni” braku reakcji mówią: „nie wiedzieliśmy, że to aż tak”, „trudno wierzyć w plotki”, „inni też nic nie zrobili”. Jak to możliwe?

Muzyk elitarny

Krzysztof Sadowski to człowiek ogromnie wpływowy. Budował relacje latami w różnych środowiskach. W latach 80-tych jeździł na kontrakty zagraniczne do Norwegii i do Syrii, przyjaźnił się z wieloma artystami, aktorami, reżyserami, księżmi, występował w kościołach z jednej strony i dla przedstawicieli komunistycznej władzy z drugiej.

Jego dobrym znajomym jest m.in. Krzysztof Karpiński, były prezes sądu apelacyjnego w Warszawie, nazywany czasem sędzią-celebrytą z powodu małżeństwa z prezenterką Jolantą Fajkowską, także jazzman z zamiłowania. Występował wspólnie z Sadowskim, obaj są bohaterami książki o jazzie autorstwa Jolanty Fajkowskiej. Według moich źródeł ich relacje z panem Sadowskim były bardzo bliskie. Karpiński był też wiceprezesem Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, kiedy szefował nim Sadowski. Dziś PSJ stanowczo odcina się od opisywanych skłonności Sadowskiego i żąda ich bezzwłocznego wyjaśnienia.
To zdjęcie o niczym nie świadczy. Jednak dziś powinno się wyjaśnić wszystkie wątki sprawy pana Sadowskiego

Drugim bardzo wpływowym znajomym Krzysztofa Sadowskiego jest profesor Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego, były prezes Instytutu Lecha Wałęsy, wieloletni sędzia, senator, były wiceminister spraw wewnętrznych. Także bardzo dobry jazzman.

Oczywiście żadnego z tych niewątpliwych autorytetów, wybitnych prawników i muzyków nie oskarżam o współudział czy pomaganie sprawcy, krycie go lub jakiekolwiek działania bezprawne. Nie jest żadną winą mieć znajomych. Mieli po prostu wspólne pasje artystyczne. Ale czy naprawdę nic do nich nie dochodziło, skoro w środowisku „huczało”? Nie docierały choćby żadne „dygresje” czy „żarciki”? Czy sam fakt posiadania takich „znajomości” nie mroził śledczych czy prokuratorów, kiedy np. w 1992 r. podejmowali pierwsze śledztwo z zawiadomienia mamy 10-letniej Ewy Gajdy? Czy czynione mamie Ewy sugestie, żeby odpuścić, rzeczywiście były motywowane jedynie troską o dobro dziecka? Czy pozycja i ranga artysty nie torpedowały działań operacyjnych policji, które na pewno powinny zostać podjęte już dawno? Czy wreszcie takie znajomości nie miały wpływu na brak zainteresowania sprawą dziennikarzy śledczych, których jeden z muzyków próbował zainteresować pedofilią Sadowskiego już dziesięć lat temu?

Postaram się to wszystko ustalić.

   

– Trudno mi tę sprawę komentować. Dla mnie to jest ogromne zaskoczenie. Nie powiem, żebym jakoś bardzo blisko był z Panem Krzysztofem Sadowskim. Znam go oczywiście wiele lat. Poznałem go chyba w 1974 r. w środowisku jazzowym, ale nigdy mi nic nie mówiło takiego, że za tym może się kryć jeszcze jakaś inna jego twarz. Dla mnie to też jest szok – mówi Jerzy Stępień.



Z Krzysztofem Karpińskim nie udało mi się skontaktować. Będę oczywiście próbował i w każdej chwili zamieszczę jego komentarz do tej sprawy. Podkreślam, że nic mu w tej chwili nie zarzucam! Mam nadzieję, że rozmowa z nim dużo wniesie do poznania przypadku pana Sadowskiego, a także do wyjaśnienia roli w całej sprawie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego.

Podobnie nic nie zarzucam środowisku Prawa i Sprawiedliwości. Fakt, że Krzysztof Sadowski był członkiem społecznego komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego nie ma dla tej sprawy żadnego znaczenia. I nigdy bym tych nazwisk nie wymieniał (bo cóż one winne), nigdy nie zastanawiał się, kto i co wiedział, gdyby Pan Sadowski został postawiony przed sądem w 1992 r. albo później, kiedy jego sprawy nie były przedawnione.

Ale nie został, a wobec najnowszych faktów i tego, jak ta sprawa jeszcze do niedawna była wyciszana, torpedowana, manipulowana, ukrywana, należy bardzo stanowczo poprosić o szczególny nadzór nad nią Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobrę. To nie jest sprawa polityczna, powinna być realizowana ponad podziałami. Bo przecież chodzi o sprawiedliwość i dobro dzieci. Prawda, Panie Ministrze?

    Bardzo proszę o kontakt wszystkich, których naciskano w sprawach Krzysztofa Sadowskiego! Którzy próbowali reagować, a im nie pozwolono. Zapewniam anonimowość i bezpieczeństwo.

Umorzone śledztwa

„Duży Format” właśnie opublikował w internecie reportaż Izy Michalewicz o 2 ofiarach Krzysztofa Sadowskiego. Reportaż wstrząsający, pełen intymnych szczegółów, literacko bardzo dobry, znacznie warsztatowo lepszy niż wszystkie moje teksty. Bo też moje materiały to tak naprawdę wciąż research do przyszłego filmu i książki. Wszak jestem tylko blogerem, który wcale nie chciał wracać do dziennikarstwa i nigdy by do niego nie wrócił, gdyby nie postawa mediów w tej niezwykłej sprawie. I byłbym z tego materiału bardzo zadowolony, nawet mimo niemal całkowitego pominięcia mojej roli w nagłośnieniu sprawy.

„Gazeta Wyborcza” jednak, zamiast opublikować newsowy materiał o kryciu pedofilii w show-biznesie, zaprezentować już dokonane ustalenia (jest ponad 20 ofiar), zadać pytania wszystkim stronom, postanowiła skupić się na urywku sprawy, ujawnić tajemnice śledztwa i intymne opisy seksu z dziećmi (po co? Żeby szokować, nakręcić sprzedaż?) skupiając się wyłącznie na 2 ofiarach, które złożyły zawiadomienie do prokuratury.

Moim zdaniem taki artykuł może to śledztwo storpedować. Dlaczego w tym tekście nie ma akcentu na działania prokuratury, która początkowo odmówiła wszczęcia śledztwa, co jest ogromnym skandalem i powinno być nagłaśniane jako news! (ja tego nie zrobiłem, choć o tym wiedziałem, bo od wielu dni czekam na odpowiedź prokuratury w tej sprawie)?

Dlaczego „Gazecie Wyborczej” nie zależy na wyjaśnieniu sprawy, tylko na sprzedaży prenumeraty (tekst był dostępny w sieci tylko po wykupieniu prenumeraty i mimo apelów internautów tego nie zmieniono)? Droga Gazeto, ja pracuję nad tą sprawą od roku nie pobierając za to żadnego wynagrodzenia. Ostatnie tygodnie to praca ponad siły z weryfikacją informacji, żebyście także wy mogli z tego skorzystać. Za darmo. A wy na to: kupcie naszą prenumeratę?

Dlaczego wreszcie „Gazeta Wyborcza” pisze o tym dopiero teraz, choć o sprawie wiedziała od jesieni 2018 r.? Prezentuję korespondencję z Panią Izą, oceńcie sami, komu na czym tu zależy. Pani Iza twierdzi, że o sprawie wie już dawno, ale nic nie robiła, bo czekała na zgodę ofiar. A inne ofiary? A przeprowadzenie niezależnego śledztwa dziennikarskiego? Jeśli Pani nie jest dziennikarką śledczą, dlaczego nie dała Pani tego osobom zajmującym się taką działką ze swojej redakcji? Świetnie Pani pisze, Pani Izo, tekst jest znakomity, ale tutaj nie chodzi o tekst, o laury, tylko o wyjaśnienie 40 lat krycia zorganizowanego pedofila.

Gdyby jeszcze to był jedyny przypadek, bym odpuścił. W końcu dziennikarze powinni się wspierać. Ale mur milczenia napotkałem już znacznie wcześniej, w zasadzie też na jesieni 2018, ale w mediach głównego nurtu od maja. W maju próbowałem nakłonić do zajęcia się tematem dziennikarza Oko.Press, śledczego portalu sympatyzującego ze środowiskiem „Gazety Wyborczej”. Oto dowody.

Potem był jeszcze „Fakt” (prezentuję screeny z korespondencji)

Gdy zapytałem znajomego dziennikarza, o co chodzi, dlaczego tak się dzieje odparł:

 

Wykop Skomentuj124
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo