"Pod presją ostrych wypowiedzi ambasadora Federacji Rosyjskiej w Warszawie, jej ministra spraw zagranicznych i przewodniczącego Dumy Państwowej, władze polskie zdecydowały się na nadgorliwe, służalcze działania wobec przedstawiciela narodu tak ciężko dotkniętego rosyjskimi represjami" - czytamy w oświadczeniu PiS rozesłanym mediom.
"Zastosowano wobec pokojowo zachowującego się uchodźcy środki przymusu, w tym zatrzymanie. Oceniając zaistniałą sytuację jako skandaliczną, wzywamy polskie władze do natychmiastowego uwolnienia Ahmeda Zakajewa" - napisano.
Proponuję aby z Pułtuska posłowie PIS skoczyli przy okazji do Łomży. Dlaczego? Dlatego.
Poseł PiS Lech Kołakowski dopiął swego. Ośrodek dla uchodźców w Łomży będzie istniał tylko do czerwca.
O likwidację ośrodka zabiegał od wrześniaposełPiSLech Kołakowski. Argumentował, że docierają do niego skargi mieszkańców, którzy czują się zagrożeni. Policyjne statystyki tego nie potwierdzały - w 2009 r. odnotowano tylko osiem drobnych incydentów wywołanych przez uchodźców. W tym roku nie było żadnych zgłoszeń.
Krótko po nagłośnieniu wniosku posła na ulicy pobite zostały dwie Czeczenki. Napastnik krzyczał: - Taliban do Czeczenii.
Starszyzna w ośrodku i pracownicy pomagającej uchodźcom fundacji Ocalenie musieli tłumić nastroje odwetowe.
Apel posła znalazł odzew. Na forach popierali go internauci, a w lutym miasto zasypały ulotki i nalepki z hasłami po rosyjsku: "My tu was nie chcemy" i "Won z naszego miasta". Anonimowe listy przeciwko "obcym" zaczęły zalewać biura prezydenta, rady miejskiej, parlamentarzystów, podlaskie redakcje. W lutym do dyrektora generalnego Urzędu wpłynęła podpisana przez 772 osoby petycja przeciwko ośrodkowi.
Wszystkie protesty łączy osoba posła Kołakowskiego. To on użyczał niezadowolonym swojego biura na spotkania i podawał swój adres do korespondencji. - Nie widzę w tym nic złego - mówi poseł.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)